Zabrakło vipów z Elka

Katarzyna Latek
opublikowano: 2007-12-05 00:00

Były niewygodne pytania, nie było ani głównego akcjonariusza, ani zarządu. W tej atmosferze Elektrim uczynił kolejny krok, by pożegnać parkiet.

Zarząd spółki nie pojawił się na gorącym, wczorajszym walnym

Były niewygodne pytania, nie było ani głównego akcjonariusza, ani zarządu. W tej atmosferze Elektrim uczynił kolejny krok, by pożegnać parkiet.

Elektrim, dawny blue chip, a dziś ulubiona spółka giełdowych graczy, spełnił kolejny warunek, narzucony przez GPW, przybliżający go do wycofania z giełdy. PAI Media ogłosił wezwanie na akcje, uaktualnił stronę internetową, a udziałowcy przyjęli wczoraj uchwałę o upoważnieniu zarządu do ponownego wprowadzenia Elektrimu na giełdę. Czy oznacza to, że spółka spełniła już wszystkie warunki i może wypaść z tabel giełdowych? Jeszcze nie. W odpowiedzi na pytania „PB” biuro prawne giełdy poinformowało, że konieczne będzie przeprowadzenie zgodnie z prawem wezwania do końca (co nie oznacza, że PAI Media musi skupić jakiekolwiek akcje).

— Prezes Sobolewski (szef GPW) zapewnił mnie, że formalne spełnienie warunków przez Elektrim nie oznacza, że automatycznie spółka może wyjść z giełdy. Ostateczną decyzję i tak podejmie zarząd GPW — mówi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Komisja Nadzoru Finansowego chce dostać szczegółowe informacje na temat planów PAI Media wobec Elektrimu po wycofaniu akcji spółki z obrotu na rynku regulowanym. Nadzór wysłał też do PAI pismo, w którym domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób ustalono wartość godziwą akcji. PAI Media chce płacić 6,25 zł za walor.

Czeski film

Formalnie Elektrim jest coraz bliżej spełnienia wymogów giełdy. Zgodnie z przewidywaniami wczorajsze walne podjęło uchwałę o upoważnieniu zarządu do podjęcia działań w celu wprowadzenia akcji spółki do obrotu na giełdzie. Walne wzbudziło wiele emocji, m.in. z powodu nieobecności żadnego z członków zarządu Elektrimu. Nie było też Zygmunta Solorza-Żaka, rozdającego karty w tej spółce.

— Czy można poznać powody nieobecności zarządu? — pytał prawnik Vivendi.

— Tak wypadło z przyczyn od nich niezależnych — tłumaczył szef biura zarządu.

Nieobecność zarządu sprawiła, że na żadne z zadanych pytań akcjonariusze nie otrzymali odpowiedzi. A pytań było wiele. Przedstawiciele funduszu Highwood Partners chcieli wiedzieć, jakie aktywa zostały wzięte pod uwagę przy konstruowaniu ceny wezwania? Czy jest wśród nich PTC i jaką cenę przyjęto dla PAK? Czy zostanie powołany zewnętrzny biegły do wyceny majątku? Jak długo może potrwać postępowanie upadłościowe? Przedstawiciel biura zarządu nie czuł się kompetentny, by wypowiadać się w imieniu władz spółki.

Przy okazji walnego prawnik Vivendi podał interesującą informację. Otóż, jednym z powodów upadłości Elektrimu (tak twierdzi sama spółka) były zabezpieczenia nałożone na spółkę przez obligatariuszy oraz fakt, że nie zostały one zdjęte. Obligatariusze dostali większą część z kwoty 525 mln EUR wpłaconej przez Elektrim, jednak 40 mln EUR powiernik zostawił sobie m.in. na koszty sądowe. Obligatariusze chcieli, by Elektrim pokrył różnicę. Okazało się, że spółka już po ogłoszeniu upadłości wystąpiła o spłatę tej kwoty. Oznaczałoby to, że powód upadłości zniknął.

— Skoro mają pieniądze na spłatę, po co upadłość? — pytał prawnik Vivendi.

Nikt mu nie odpowiedział.

Ten pierwszy raz

Po raz pierwszy na walnym Elektrimu pojawił się Maciej Niebrzydowski, zarządzający portfelem Elżbiety Sjöblom. Pytany przez drobnych akcjonariuszy odpowiedział, że nie zdecydował jeszcze, czy odpowie na wezwanie PAI Media.

— Raczej nie odpowiemy — sugerował inwestor.

Dodał, że wycenę akcji Elektrimu sprzed kilku miesięcy (45 zł) opierał m.in. na założeniu, że tylko niewielka część udziałów PTC należy do spółki. Przyjął też, że 2 mld zł, które Elektrim chce dostać od skarbu państwa, to pieniądze tylko za odstąpienie od umowy prywatyzacyjnej. Do tego dochodzi jeszcze obecna wartość akcji PAK.

— Każdy akcjonariusz musi podjąć decyzję, czy chce odzyskać część pieniędzy, czy też poczekać nawet kilka lat na zakończenie procesu upadłościowego — podsumował inwestor.

Katarzyna Latek

Lista wierzycieli prawie gotowa

Do wczoraj wierzyciele Elektrimu mogli się zgłaszać do sądu. Z samego rana było już 180 zgłoszeń. Najwięcej — od załogi PAK.

Minął ustawowy termin, w którym wierzyciele Elektrimu mogli zgłaszać w sądzie wierzytelności. Wczoraj lista nie była jeszcze pełna, ale już znalazło się na niej około 180 zgłoszeń, m.in. Deutsche Telekomu. Kwoty w dokumentach nie ujawniono. Wśród wierzycieli jest także Vivendi, drugi co do wielkości akcjonariusz Elektrimu. Domaga się od giełdowej spółki około 8 mld zł.

W kolejce po pieniądze mieli się ustawić wczoraj także obligatariusze, którzy domagają się od spółki kilkudziesięciu milionów euro, brakujących do spłacenia obligacji, oraz tzw. płatności końcowej, która stanowić ma 25 proc. wartości majątku Elektrimu powyżej kwoty 160 mln EUR.

Pełna lista wierzytelności Elektrimu powinna być dostępna dzisiaj. Oprócz osób i firm, które zgłosiły się w ciągu ostatnich trzech miesięcy, sam Elektrim również podawał listę wierzycieli. Był na niej m.in. Darimax, firma powiązana z emitentem.

Czy spółka opublikuje nową listę wierzycieli? Jeszcze nie wiadomo.

— Na razie jej nie mamy. Zarząd rozważy zasadność podania jej do wiadomości publicznej — mówi Ewa Bojar, rzeczniczka Elektrimu