Rywingate zaczyna rozłazić się na tyle pobocznych wątków, że z każdym przesłuchaniem staje się coraz bardziej prawdopodobne, iż nikt już nie dojdzie, o co komu naprawdę chodziło — i nadzwyczajna komisja śledcza, w sejmowych kuluarach zwana „śledziem”, po prostu skapituluje. Ale mediom bynajmniej nie grozi posucha aferalna, jako że branża ta okazuje się wyjątkowo kreatywna.
Na najwyższym piętrze polskiego domu aferalnego sytuuje się obecnie proces Grzegorza Wieczerzaka (patrz tekst powyżej), któremu postawiono konkretne zarzuty systemowego wyprowadzania z PZU Życie gigantycznych pieniędzy. Gdzieś na kondygnacji środkowej wypada umieścić bardzo obiecujący, rozwojowy wątek farmaceutyczny w resorcie zdrowia i NFZ, na razie skutkujący tylko odwołaniami ze stanowisk i zawieszeniami w pełnieniu obowiązków. Parter zaś zajmuje kierownictwo Agencji Rynku Rolnego, któremu na obecnym etapie zarzuca się zaledwie brak nadzoru nad wydatkowaniem państwowych pieniędzy, przeznaczonych na utrzymanie rezerw zbożowych. Tak przy okazji — ARR jawi się instytucją dotkniętą jakimś strukturalnym bezhołowiem, albowiem w ostatnich latach kompromituje się ona kilkakrotnie w ciągu jednego cyklu zbożowo-świńskiego.
Trzy wymienione sprawy oczywiście nie mają żadnych związków w znaczeniu procesowym, jako że dotyczą innych ludzi, zagadnień i okresów — ale niewątpliwie wyrastają ze wspólnego pnia przyczynowo-skutkowego. Już towarzysz Włodzimierz I. Lenin sformułował słuszną kierunkowo tezę, że najważniejsze są kadry. Życie dowodzi, iż kręgosłupy nawet najbardziej zaangażowanych ideowo kadr miękną w zetknięciu z wartościami materialnymi... Charakterystyczne, że gdy pojawiają się pierwsze konkretne sygnały o niejasnych interesach czy nadużyciach funkcjonariuszy publicznych, to natychmiast klasyfikowane są przez decydentów jako „atak polityczny”. Czy można się zatem dziwić, że taką samą linię obrony przyjmuje Wieczerzak...?