Zacisnąć zęby i przetrwać rok

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-01-02 11:22

W 2013 r. wzrost gospodarczy w Polsce będzie najniższy od dekady - prognozują ekonomiści przepytani przez "PB". Jest jednak szansa, że będzie to ostatni rok kryzysowej sagi.

W 2013 r. niestety ciągle nie pożegnamy się z dekoniunkturą - twierdzą analitycy. Mediana prognoz rynkowych (na podstawie ankiety "PB" wśród 16 ekonomistów bankowych) mówi, że wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie w rozpoczynającym się roku zaledwie 1,5 proc. — najmniej od 2002 r.

Teoretycznie gospodarka będzie więc szła dalej do przodu, ale jak na swoje możliwości i dotychczasowe dokonania tak niski wzrost to właściwie regres. Z punktu widzenia doganiania Zachodu będzie to rok właściwie stracony. Bezrobocie będzie rosło, inwestycje będą się kurczyć, konsumpcja i wynagrodzenia pozostaną w stagnacji, a eksport lekko spowolni (o szczegółowych prognozach czytaj niżej i w grafice obok).

Ale są też przebłyski nadziei, że jednak sytuacja powoli wraca do normy. Niemal wszyscy przepytani przez nas analitycy zgodnie twierdzą, że Euroland najgorsze ma już za sobą i kryzys fiskalny w skali obserwowanej w 2011 i 2012 r. już mu nie grozi. Wygląda na to, że unijni przywódcy zapanowali nad tym bałaganem i wiedzą już, jak go uporządkować. Jeśli tak, miejmy nadzieję, że w 2014 r. w otoczeniu polskiej gospodarki zapanuje przedkryzysowa normalność.

 

Wzrost gospodarczy: 1,5 proc.

MACIEJ RELUGA, główny ekonomista BZ WBK:
To będzie bardzo trudny rok dla polskiej gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że dno obecnego spowolnienia gospodarczego jest ciągle przed nami. Zobaczymy je prawdopodobnie w pierwszym kwartale 2013 r., kiedy dynamika PKB spadnie w okolicę zera. Kłopoty naszej gospodarki nie wynikają już ze słabej koniunktury za granicą, ale też ze słabości popytu w kraju. Jedyna dobra wiadomość jest taka, że każdy kolejny kwartał tego roku będzie nieco lepszy od poprzedniego. Będzie to bardzo słabe ożywienie, ale dobrze, że sytuacja przynajmniej przestanie się pogarszać. Pod koniec roku dynamika PKB powinna już wynieść około 2 proc.


Inflacja: 2,2 proc.

ŁUKASZ TARNAWA, główny ekonomista BOŚ:
Spowolnienie gospodarcze ma zwykle tę dobrą stronę, że słabnie dzięki niemu presja inflacyjna. W 2013 r. wzrost cen w sklepach będzie stosunkowo niewielki — spodziewamy się wzrostu o 2 proc. Niskiej inflacji sprzyja nie tylko słaby popyt krajowy, ale też spodziewane przez nas umocnienie złotego (co obędzie obniżać ceny towarów importowanych) i relatywnie niska aktywność gospodarcza w Chinach. Dzięki temu popyt na żywność czy energię słabnie, co ogranicza wzrost cen tych produktów na światowych rynkach. To ważne, bo w ostatnich latach właśnie ceny żywności i energii były głównym źródłem podwyższonej inflacji w Polsce.

 

Główna stopa NBP (na koniec roku): 3,5 proc.

IGNACY MORAWSKI, główny ekonomista PBP:
Przed nami jeszcze kilka obniżek stóp procentowych NBP. Do maja główna stopa spadnie o 0,75 pkt proc., a więc do 3,5 proc. O tyle powinien też spaść WIBOR, a więc w pierwszym półroczu zobaczymy dość znaczący spadek rat kredytowych. Pytanie, czy RPP zdecyduje się w drugiej części roku zejść jeszcze głębiej, czyli poniżej poziomu 3,5 proc. Choć są pewne argumenty, by tak się stało, rada raczej się na ten krok nie zdecyduje (by dzięki wyższemu oprocentowaniu lokat zachęcać ludzi do oszczędzania). Cięcia będą głębsze dopiero wówczas, jeśli okaże się, że gospodarka hamuje bardziej gwałtownie, niż się oczekuje.


Bezrobocie (na koniec roku): 13,9 proc.

KAROLINA SĘDZIMIR, ekonomistka PKO BP
Przed nami dalsze pogorszenie sytuacji na rynku pracy. Pracodawcy, obawiając się o przyszłą koniunkturę, będą raczej likwidować miejsca pracy, niż zatrudniać. Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrośnie o około 1 pkt procentowy, czyli na koniec 2013 r. wyniesie 14,2 proc. Bez pracy będzie za rok 2,3 mln osób, czyli o 150 tys. więcej niż obecnie. W miesiącach wiosennych zobaczymy, co prawda, pewien spadek liczby bezrobotnych, ale będzie to jedynie proces sezonowy, obserwowany o tej porze co roku.

Płace: 2,4 proc.

DARIUSZ WINEK, główny ekonomista BGŻ:
Statystyczny pracownik firmy działającej w Polsce nie odnotuje w 2013 r. praktycznie żadnego realnego wzrostu wynagrodzeń. Pensje w sektorze przedsiębiorstw pójdą w górę średnio o 2,4 proc., co pozwoli jedynie na zrekompensowanie wzrostu cen w sklepach (inflacja wyniesie 2,3 proc.). Najtrudniejsze będzie pierwsze półrocze, kiedy realna dynamika może być nawet ujemna. Jeśli sprawdzą się założenia, że w drugiej połowie roku gospodarka strefy euro doświadczy ożywienia, również koniunktura w Polsce powinna się poprawić, co może skłonić pracodawców do lekkiego wzrostu dynamiki wynagrodzeń.


Eksport: 4,4 proc.

PIOTR BUJAK, główny ekonomista banku Nordea:
Obecnie najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, zgodnie z którym w 2013 r. strefa euro odbija się od dna i odnotowuje niewielki, ale jednak, wzrost gospodarczy. Przy takim założeniu należy spodziewać się ożywienia w polskim eksporcie. Prognozuję roczny przyrost zagranicznej sprzedaży o 4,5 proc. Co więcej, w tym samym czasie nadal na niskim poziomie powinien utrzymywać się import towarów do Polski (taka sytuacja sprzyja rodzimej produkcji), dzięki czemu możemy odnotowywać nadwyżki w handlu zagranicznym. Wymiana handlowa ma więc szansę umocnić w 2013 r. status motoru polskiej gospodarki.


Inwestycje: -3,1 proc.

JAROSŁAW JANECKI, główny ekonomista Societe Generale:
Inwestycje czeka w 2013 r. regres. W całej gospodarce nakłady na rozwój skurczą się o prawie 6 proc. wobec ubiegłego roku. Zwłaszcza pierwsza połowa roku będzie słaba. Wobec bardzo niepewnej przyszłości przedsiębiorcy nie będą chcieli ryzykować i zwiększać mocy produkcyjnych. W sektorze publicznym też nie ma co liczyć na wysokie nakłady — czas dużych inwestycji mamy za sobą. Samorządy i rząd mają ograniczone możliwości, ponieważ wyczerpały już większość funduszy unijnych na lata 2007-13, a nową pulę otrzymają najwcześniej w 2014 r. Spore inwestycje zobaczymy głównie w sektorze energetycznym — w bloki energetyczne i wydobycie gazu łupkowego.


Konsumpcja: 1 proc.

PIOTR KALISZ, główny ekonomista Citi Handlowego
W obecnym spowolnieniu gospodarczym konsumpcja nie tylko nas nie ratuje, ale jest jedną z przyczyn problemów. Już w drugiej połowie 2012 r. wyraźne spowolniła i nic nie wskazuje na to, aby w tym roku sytuacja miała się poprawić. Realne dochody gospodarstw domowych stoją w miejscu (podwyżki wynagrodzeń zjadane są przez inflację), a obserwowane niedawno finansowanie wzrostu konsumpcji oszczędnościami jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Prognozuję, że wydatki gospodarstw domowych w 2013 r. wzrosną o 1 proc., ale spore jest ryzyko, że nawet tego rachitycznego wzrostu nie uda nam się osiągnąć.

 

EUR / PLN (na koniec roku): 4

ADAM CZERNIAK, ekonomista Kredyt Banku
W brew większości prognoz, spodziewamy się w 2013 r. osłabienia złotego. W połowie roku na rynkach finansowych znowu zrobi się nerwowo, bo powrócą obawy o strefę euro. Inwestorzy uświadomią sobie, że optymizm dotyczący wychodzenia Eurolandu z kryzysu zadłużenia był nieuzasadniony. Długi państw cały czas rosną, a gospodarka regionu przeżywa recesję. W takich warunkach rodzaje ryzyka związane ze stabilnością strefy euro cały czas są aktualne. Złoty mocno straci więc na wartości, osiągając nawet poziom 4,4. Pod koniec roku sytuacja powinna się uspokajać, co pozwoli złotemu odrobić część strat. Na koniec 2013 r. euro powinno kosztować 4,2-4,3 zł.