Zaczęło się od Amber Gold

Eugeniusz Taróg
opublikowano: 2012-10-24 00:00

Kampania antylichwiarska została zorganizowana w reakcji na aferę Amber Gold (na zdjęciu Marcin P., jego twórca), która pokazała, że spora część społeczeństwa nie odróżnia banków od parabanków i nie rozumie, że pieniądze inwestowane poza systemem bankowym nie są objęte gwarancjami. Rykoszetem dostało się też firmom pożyczkowym. Zostały wrzucone do jednego worka z napisem „parabank”, choć nie zbierają lokat, certyfikatów inwestycyjnych czy jakichkolwiek pieniędzy od klientów detalicznych. Jednak przesłanie kampanii dotyczy nie tylko klientów firm pożyczkowych. Według Biura Informacji Kredytowej, ponad 100 tys. klientów banków ma więcej niż 10 kredytów. 70 proc. dłużników nie spłaca już przynajmniej jednej pożyczki. Mogli brać kredyt za kredytem, bo banki nie wymieniały się informacjami o klientach. Dlatego nadzór finansowy uważa, że również rynek pożyczkowy powinien działać w bardziej przejrzysty sposób: korzystać z dostępnych baz danych o dłużnikach oraz zamieszczać informacje o osobach, które nie spłacają pożyczek.

Niezadowolenie na Wyspach

Kto jak kto, ale Kościół zna się na problemie lichwy. W XVIII w. Benedykt XIV przypomniał, że nie da się pogodzić etyki chrześcijańskiej z czerpaniem zysków z pożyczania, i zakazał biskupom trudnić się takim biznesem. Z podobną inicjatywą wyszedł w listopadzie ubiegłego roku Kościół anglikański, zakazując inwestowania funduszy kościelnych (wartych 8 mld GBP) w firmy pożyczkowe. Zresztą od kilkunastu miesięcy na Wyspach toczy się dyskusja wokół wysoko oprocentowanych pożyczek. Wiosną Jastin Welby, biskup Durham, powiedział, że odsetki naliczane przez internetowy serwis Wonga (przygotowuje się do startu również w Polsce) to nic innego jak lichwa. O pożyczkodawcy zrobiło się jeszcze głośniej, gdy podpisał kontrakt sponsorski z klubem Newcastle United. To wywołało oburzenie części fanów — 41 proc. z nich jest niezadowolonych z umowy z budzącym kontrowersje reklamodawcą. „Czy kibice powinni zaakceptować pożyczkę, żeby kupić klubową koszulkę za 50 funtów, jeśli za miesiąc muszą zwrócić 71,92 funtów?” — pytał „Daily Mail”.

Rzecz nie tylko w wysokim oprocentowaniu. Payday lenders, jak pożyczkodawców nazywa się na Wyspach, krytykowani są za to, że finansują ludzi, których nie stać na spłatę długu, i potem udzielają kolejnej pożyczki na refinansowanie, potem kolejnej, wciągając klienta w spiralę zadłużenia. W lutym tego roku Office of Fair Trading, czyli regulator rynku, wziął pod lupę szybko rozrastającą się branżę, żeby sprawdzić, czy interes publiczny nie jest narażony na ryzyko, i wypracować zestaw rekomendacji dla ustawodawcy.