Zaczyna się krótki okres umożliwiający wzrost indeksów

Piotr Kuczyński
04-03-2002, 00:00

Otwiera się „window of opportunity”, w którym akcje mogą rosnąć: dla rynku amerykańskiego przed okresem ostrzeżeń, a dla polskiego przed marcowym posiedzeniem RPP

Z Ameryki

W ubiegłym tygodniu pisałem, że istnieje większe prawdopodobieństwo wzrostu indeksów i tak się stało. W środku tygodnia, po wystąpieniu Alana Greenspana wydawało się, że wzrostów nie będzie. Rynki oczekiwały od szefa Fed fantastycznych zapewnień o szybkim ożywieniu. Zdaniem szefa Fed gospodarka powinna zacząć wkrótce rosnąć. Greenspan ostrzegł jednak, że znacznie wzrasta zadłużenie przeciętnego Amerykanina oraz stwierdził. Jego zdaniem ożywienie gospodarki będzie umiarkowane. To musiało wywołać niepokój o to, że zyski spółek wcale nie będą tak mocno rosły.

Nie szef Fed wywołał wzrosty, ale dane makro. Nie są one tak jednoznaczne, jak się powszechnie uważa. Można je podzielić na trzy grupy: indeksy nastawienia Amerykanów do przyszłości, dane o aktywności gospodarki oraz sytuacja na rynku nieruchomości. W pierwszej grupie widać, że Amerykanie w lutym spuścili głowę i zaczęli wątpić w przyszłość. W drugiej są same niezwykle optymistyczne sygnały: dużo większy od prognozowanego wzrost PKB już w czwartym kwartale, zwiększenie wydatków, wzrost zamówień i wyraźnie przekraczający wartość 50 indeks aktywności przemysłu. W nieruchomościach sytuacja jest dosyć dziwna. Obrót na rynku już wybudowanych domów zwiększył się o ponad 16 proc., ale sprzedaż nowych domów spadła o 14,8 proc. Jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale sytuacja na tym rynku coraz bardziej przypomina mi ten okres, kiedy NASDAQ sięgał ponad 5000 pkt. Wówczas też wszyscy byli zachwyceni.

Wnioski z tych danych wcale nie są jednoznacznie optymistyczne. Spadek indeksów zaufania i nastroju został zlekceważony, bo inwestorzy doszli do wniosku, że nastroje się poprawią ze wzrostem indeksów giełdowych i po wygaszeniu „enronitis”. Ważniejsze było dla rynku to, że gospodarka szybko odżyła. To natychmiast utwierdziło zwolenników wyjścia z recesji typu V w przekonaniu, że mają rację, a inwestorów ucieszyło, że zyski spółek będą szybko rosły. Mam inne zdanie, chociaż zdaję sobie sprawę, że trzeba odwagi, by je wypowiadać po takich informacjach. Uważam, że w czwartym kwartale w system zostały wpompowane olbrzymie pieniądze, a 11 obniżek stóp sprowadziło stopy poniżej inflacji. Rząd wydawał dużo pieniędzy (zbrojenia, zabezpieczenia itp.). Konsumenci korzystając z przecen i niskich stóp kupowali uważając, ze trafiają okazji, a przy okazji mocniej się zadłużali. To musiało wywołać „chwilowe, chorobliwe przyśpieszenie”. Z kogo to cytat?

Optymistyczny scenariusz to szybkie ożywienie gospodarki, wzrost indeksów giełdowych i poprawa nastrojów konsumentów przed dużym wzrostem inflacji, a co za tym idzie przed rozpoczęciem podwyższania stóp przez Fed. Praktycznie oznacza to, że meta tego wyścigu jest w końcu czerwca. Ja kibicuję pesymistom i uważam, że wyjście z recesji nie będzie typu V, a co najwyżej W, a w głębi serca jestem przekonany, że będzie to formacja graficznego znaku błyskawicy. Amerykańscy producenci opróżniali magazyny, co pomagało w wyjściu z recesji. Teraz, zachęceni oznakami ożywienia, zaczną je znowu zapełniać i w drugiej połowie roku znowu okaże się, że trudno je będzie opróżniać. W tym czasie wzrośnie znacznie inflacja, bo producenci zaczną kupować materiały do produkcji w większych ilościach. Trzeba będzie podnosić stopy. Zwiększenie produkcji nie będzie powodowało znacznego spadku bezrobocia – firmy po odchudzeniu niechętnie i powoli zmieniają strukturę zatrudnienia. To będzie oddziaływało na nastroje konsumentów. Zyski spółek nie będą przekładać się na ceny akcji. To wywoła zniżki indeksów giełdowych i ubożenie społeczeństwa. Być może będą już widoczne problemy na rynku nieruchomości. Proszę zauważyć, że nie uwzględniam tego, co musi się w końcu kiedyś zdarzyć: akcji terrorystów.

Dla indeksów giełdowych najgroźniejsza jest jednak „enronitis”. W ubiegłym tygodniu widoczne były kolejne symptomy tej choroby, ale przeszły praktycznie niezauważone. Alan Greenspan zdecydowanie poparł ideę zmian metod prowadzenia księgowości, a Sekretarz Skarbu Paul O’Neill ostrzegł, że zarządy spółek mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za niedociągnięcia w raportach finansowych. Te działania zapowiadałem już dawno. To zmieni podejście do księgowości, urealni i zmniejszy zyski i musi mieć wpływ na ceny akcji, nawet wówczas, gdy nie pokażą się nowe Enrony.

W tym tygodniu danych makro będzie mniej, ale będą ważne. Środa to zamówienia fabryczne w styczniu i Beżowa Księga Fed. We czwartek ogłoszona będzie wydajność pracy w czwartym kwartale, a w piątek stopa bezrobocia. Najważniejsza jest Beżowa Księga i bezrobocie. Jeśli chodzi o pozostałe to muszą być dobre, skoro tak gospodarka przyśpieszyła. Fed może znowu straszyć tym, że ożywienie nie będzie wcale duże, ale jeśli chodzi o stopę bezrobocia to rynek oczekuje wzrostu. Ja uważam, że jeśli było ożywienie, to powinien być spadek, co będzie korzystne dla akcji.

W analizie technicznej obraz wydaje się być jasny. DJIA i S&P 500 pokonały opory i powinny rosnąć do odpowiednio 10600 i 1175 pkt. NASDAQ ma problemy, ale też ruszy do 1880.

Giełdy amerykańskie mają w tej chwili dosyć krótki czas, w którym możliwe są wzrosty (window of opportunity) ponieważ w drugiej części marca zaczną się sypać ostrzeżenia spółek. To jeszcze nie będą ostrzeżenia wynikające ze zmian księgowości. W pełnej krasie problem powinien ujawnić się w czerwcu, po zmianach przepisów. Jeśli nie pojawią się nowe symptomy „enronitis” to indeksy powinny wzrastać.

Z Polski

Indeksy na naszym rynku również wzrosły, ale obrót był mizerny. Ważne jest jednak to, że przy dochodzeniu do linii trendu obrót spadał do wartości nie widzianej od 5. miesięcy. Po prostu nie było chętnych do sprzedaży.

Najważniejsze w tym tygodniu w tym tygodniu były oczywiście skutki posiedzenia RPP oraz dane makro zarówno u nas jak i w Eurolandzie. Dane o deficycie obrotów bieżących były złe, ale nie tragiczne. Pokazały, że eksport spada, a import prawie się nie zmienia. Generalnie widać, że z PKB będzie bardzo, bardzo źle, bo przecież nie ma również wzrostu popytu wewnętrznego.

Rada stóp nie zmieniła, ale wydawało się z początku, że była na tyle rozsądna, że przesłała opinię o programie gospodarczym rządu tylko samemu rządowi pozostawiając premierowi decyzję czy opublikować ten dokument. Niestety, tak było wyłącznie z początku, bo potem sam Leszek Balcerowicz, prezes NBP, wyraźnie zdenerwowany atakami sejmu ujawnił poglądy Rady wcale nie przebierając w słowach. Obie strony zresztą wykazały niedojrzałość i pokazały bezsensowne emocje. Określanie przez RPP programu rządu jako zbioru pobożnych życzeń, czy określenie przez Leszka Balcerowicza programu Marka Belki mianem „strategii propagandowej” jest targaniem tygrysa za wąsy i dopraszaniem się kłopotów. A potem media się dziwią, że reakcja posłów jest taka, jaka była z obrażaniem wiceprezesa i prezesa NBP włącznie. Znowu te same media podejmują temat grożąc, że zmiana ustawy o NBP utrudni nam wejście do UE. Powtarzam: SLD jeszcze w tym miesiącu Radę obroni i skończy się na żółtej kartce, czyli uchwale sejmowej. Jednak obawiam się, że jeśli obie strony nie spróbują się dogadać to w marcu będziemy mieli już prawdziwą awanturę ze zmianą ustawy włącznie.

Podobała mi się dyskusja Marka Belki z Leszkiem Balcerowiczem na forum sejmu. Nie ukrywam, że jestem zdecydowanie po stronie Marka Belki. Realne stopy procentowe spadły w ostatnim roku jedynie o 100 pkt. Miejsca do obniżek jeszcze jest dużo. Jednak według prezesa NBP takie obniżki i działania rządu pobudzające gospodarkę wywołają najwyżej „chwilowe, chorobliwe przyśpieszenie”. Rozumiałbym, gdyby prezes NBP tak mówił o polityce Alana Greenspana i administracji amerykańskiej, która to polityka jest niezwykle agresywna i ryzykowna, a stopy są około 75 pkt. poniżej inflacji (u nas 600 pkt. powyżej).

Bardzo jestem ciekaw, co szef RPP powiedziałby o polityce Fed. Zapewne wiele uczonych słów, z których wynikałoby, że sytuacja USA jest zupełnie inna niż w Polsce i u nas obowiązuje inna ekonomia. I miałby rację, jednak nie dokładnie tam gdzie by chciał. U nas inflacja jest przede wszystkim kosztowa nie popytowa i obniżenie stóp wcale tak bardzo by jej nie zwiększyło. Problemem i to dużym jest to, że banki niechętnie obniżają oprocentowanie kredytów.

NBP twierdzi, że chce im to umożliwić zamianą obligacji NBP na papiery rynkowe i zmniejszeniem rezerwy obowiązkowej. Tym razem mało jest obrońców NBP. To są prezenty robione bankom i zwiększające ich zysk. Nic dziwnego, że dosłownie wszyscy ekonomiści i analitycy bankowi są przeciwnikami rządu i zwolennikami RPP i NBP – przecież nie będą podcinali gałęzi, na której siedzą.

Jak spowodować, by banki obniżały oprocentowanie kredytów? Nie wiem, ale od tego mamy NBP i RPP. Może np. należałoby obniżać rezerwy obowiązkowe jedynie tym bankom, które udzieliłyby odpowiedniej wartości kredytów? Może wtedy powstałaby jakaś konkurencja, bo tylko wtedy, jeśli zmusi się banki do konkurowania, będzie można mówić o wyraźnym spadku oprocentowania kredytów.

W analizie technicznej sytuacja nie wygląda jednoznacznie. Indeks cenowy może jednak spokojnie wzrastać w kierunku linii szyi podwójnego szczytu. WIG co prawda pokonał linię trendu wzrostowego, ale do powrotu nad nią ma jedynie 200 pkt., a do linii szyi dużej formacji RGR aż 1100 pkt. WIG 20 ocalił linię trendu wzrostowego (w ujęciu liniowym) i ma przed sobą opory na 1400 i 1430 pkt. Jeśli je pokona na większych obrotach to droga do 1500 i wyżej jest otwarta. Przełamanie 1330 pkt. uważałbym za sygnał sprzedaży.

Dla naszego rynku otwiera się podobne jak w USA, „window of opportunity”. To okres przed posiedzeniem RPP, w którym dodatkowo rynki amerykańskie będą spokojniejsze do momentu wystąpienia ostrzeżeń ze spółek. Jest możliwość pociągnięcia indeksów do góry. Zapowiedź zamiany długów ZUS wobec OFE w 80 proc. na obligacje rynkowe na początku drugiej połowy roku i rozpoczęcie okresu, w którym opodatkowane są zyski z oszczędności sprzyja przygotowawczym wzrostom. Jedynie jakieś dramatyczne wydarzenia na rynkach amerykańskich mogłyby to zmienić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Zaczyna się krótki okres umożliwiający wzrost indeksów