To ponad dwa razy więcej niż w całym 2012 r. i sugeruje, że wydawcy zwiększyli zaangażowanie w walkę z internetowym piractwem.
Posiadacze praw autorskich co tydzień przesyłają do Google miliony żadań, co utrudnia publikację pirackich materiałów w sieci.
Krytycy twierdzą, że takie podejście jest błędne.
„Tak szybko jak zostaje usunięta jakaś strona, w jej miejsce pojawia się kolejna” – ocenia Mark Mulligan, analityk technologiczny w Midia Consulting. „To jak gra w Whac-A-Mole” – dodaje.
Z kolei Ernesto van der Sar, wydawca Torrentfreak.com, poszukuje przyczyn problemu w ogromnej decentralizacji Internetu.
„Nie ma centralnego serwera, który można byłoby po prostu wyłączyć” – wyjaśnia der Sar. Wskazuje przy tym, że jeśli ludzie chać piractwa, zawsze znajdą sposób jak to zrobić.
Od ubiegłego roku Google publikuje wszystkie żądania w swoim Transparency Report i od tego czasu ich liczba gwałtownie rośnie, gdyż posiadacze praw autorskich wykorzystują go jako swoisty system sprawozdawczy.
W minionym miesiącu samo Google otrzymało od 3,2 tys. właścicieli praw autorskich, żądanie wyłączenia blisko 14 mln linków do wyników wyszukiwania zwracanych przez wyszukiwarkę.
Tylko jedna firma Degban, specjalizująca się w ochronie treści, co tydzień przesyła żądania wyłączenia około 300 tys. linków, łącznie domaga się wyłączenia niemal 31 mln stron lub URL-ów.
