Zagranica odebrała nam szanse na boom

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-09-01 00:00

Gdyby nie spowolnienie za granicą i wojna na Ukrainie, nasz wzrost gospodarczy sięgałby już prawie 5 proc.

Polska gospodarka po raz drugi w ostatniej dekadzie wykazuje zadziwiającą zdolność do szybkiego wychodzenia z kryzysów „własnymi siłami”, czyli przy pomocy wzrostu popytu krajowego. Po kryzysie 2009 r., po dołku z przełomu lat 2012-13, konsumenci i przedsiębiorcy znów wzięli sprawy w swoje ręce i — nie oglądając się na koniunkturę na świecie — pchają naszą gospodarkę do przodu. W drugim kwartale 2014 r. wzrost gospodarczy ustabilizował się — wyniósł 3,3 proc. wobec 3,4 proc. kwartał wcześniej. Przerwana została więc dobra passa polskiej gospodarki, której dynamika przez cztery poprzednie kwartały odnotowywała silny wzrost (łącznie o prawie 3 pkt proc.) a teraz lekko spadła.

Rozczarowanie? Wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę niekorzystną sytuację zagraniczną — spowolnienie w strefie euro, w Chinach i załamanie polskiego eksportu do Rosji i na Ukrainę — utrzymanie dynamiki PKB powyżej 3 proc. jest dużym osiągnięciem. Choć czyste dane o PKB tego nie pokazują, w rzeczywistości polski popyt krajowy jest w prawdziwym rozkwicie. Gdyby handel zagraniczny był stabilny (roczna dynamika eksportu i importu wynosiłaby zero) i wzrost gospodarczyzależał wyłącznie od popytu krajowego, dynamika PKB przyspieszyłaby w drugim kwartale 2014 r. z 2,9 do 4,9 proc. (taki jest tzw. wkład popytu krajowego). Byłby to najwyższy wynik od trzeciego kwartału 2008 r., czyli od wybuchu globalnego kryzysu. Ten mocny popyt krajowy to skutek trzech czynników. Po pierwsze, przyspiesza konsumpcja — dynamika wzrosła z 2,6 do 2,8 proc. i jest najwyższa od trzech lat. To efekt wzrostu wynagrodzeń i zatrudnienia oraz rekordowo niskiej inflacji. Po drugie, szybko rosną inwestycje — były o 8,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. To nieco mniej, niż w poprzednim kwartale (10,7 proc.), ale wtedy dane były sztucznie podbite przez ciepłą zimę i zakupy aut „z kratką” w związku ze zmianami w VAT.

— W tej sytuacji wzrost o 8,4 proc. należy ocenić jako dobry wynik — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Po trzecie, zaskakująco wzrosły zapasy (ich wkład do PKB wzrósł z -0,1 do 1,7 pkt proc.). Możliwości są dwie: albo polscy producenci spodziewali się dalszego wzrostu popytu i zapełniali magazyny z myślą o przyszłych zamówieniach, albo wręcz przeciwnie— przesadzili z optymizmem, produkowali na potęgę, tymczasem popyt zagraniczny spadł i towar zalega teraz na półkach w firmach. Ekonomistom bliżej do tej pierwszej hipotezy.

— Gdyby wzrost zapasów był spowodowany słabym popytem, widzielibyśmy jedynie wyhamowanie eksportu. Tymczasem odnotowano także przyspieszenie importu, co sugeruje, że popyt w kraju jednak wzrósł — mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Zdaniem ekspertów, silny popyt krajowy dobrze wróży wzrostowi gospodarczemu na przyszłość. Nawet jeśli sytuacja na świecie się nie poprawi, Polska nie powinna odnotować znaczącego spowolnienia w najbliższych kwartałach, a później — od 2015 r. — koniunkturę będzie nam dodatkowo nakręcać uruchomienie nowej puli funduszy unijnych.