Ponad 50 proc. właścicieli barów, pubów i restauracji boi się spadku liczby klientów oraz obrotów.
W Sejmie odbędzie się dziś drugie czytanie projektu tzw. ustawy antytytoniowej, który przewiduje drastyczne ograniczenie możliwości palenia w miejscach publicznych, w tym m.in. całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych. Branża bardzo boi się ekonomicznych skutków wprowadzenia tego przepisu w życie i przy wsparciu Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP) robi, co może, żeby przekonać posłów do jego liberalizacji.
Z ujawnionych wczoraj przez KPP wyników badania ankietowego TNS OBOP, przeprowadzonego wśród 600 właścicieli restauracji, pizzerii, pubów i kawiarni, wynika, że ponad 50 proc. z nich obawia się spadku liczby klientów oraz obrotów w ich lokalach wskutek wprowadzenia zakazu. Do tego 25 proc. restauratorów ocenia, że zakaz negatywnie przełoży się na poziom zatrudnienia w ich lokalach.
— Wprowadzenie zakazu z pewnością spowoduje spadek ich obrotów i może doprowadzić wiele z nich do upadku. Może to spowodować podwyższenie stopy bezrobocia, zwiększenie poziomu transferów społecznych, dodatkowe koszty dla przedsiębiorców i straty budżetu państwa — wylicza Adam Ambrozik, ekspert KPP.
Podkreśla, że sprzedaż legalnych papierosów corocznie zasila budżet państwa kwotą ponad 18 mld zł (z tytułu akcyzy i podatku VAT).
"W Macedonii po wprowadzeniu zakazu palenia w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych (od 1 stycznia tego roku) restauratorzy ogłosili 24-godzinny strajk. Uważają, że w ciągu pierwszego miesiąca ich obroty spadły od 40 do 70 proc." — czytamy w raporcie KPP oceniającym skutki wprowadzenia zakazu.
Ostrzega on, że nawet 40 tys. osób w Polsce może stracić pracę w gastronomii z tego powodu.
— Nie mamy sygnałów o spadku obrotów czy liczby klientów od restauratorów, którzy dobrowolnie wprowadzili w swoich lokalach zakaz palenia — mówi Magdalena Petryniak, koordynująca kampanie społeczne Polska bez dymu i Lokal bez papierosa.
Według niej, w Irlandii, w rok po wprowadzeniu zakazu palenia obroty gastronomii spadły tylko o 3 proc.
Wiktor Szczepaniak