Polskie przedsiębiorstwa często spotykają się z sytuacją, gdy politycy i urzędnicy zaklinają rzeczywistość. Typowym przykładem jest czekająca na sądowe rozstrzygnięcie sprawa kary 2 mln zł, nałożonej pod koniec roku przez Urząd Regulacji Energetyki na Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Przewiną spółki miało być nieprzestrzeganie obowiązku dywersyfikacji dostaw gazu z zagranicy w latach 2007-08.
Zdaniem państwowego regulatora, spółka skarbu państwa sprowadza zbyt wiele paliwa z Rosji, przekraczając limity importu z jednego kraju. Ale czy istniejąca infrastruktura przesyłowa w ogóle umożliwia inne rozwiązanie? Notabene z Niemiec i Czech corocznie wpływa do Polski ponad 1 mld m sześć. gazu. Problem w tym, że URE nie uznaje tego za import, lecz za tzw. nabycie wewnątrzwspólnotowe. Uwzględnienie tych dostaw poskutkowałoby spełnieniem przez PGNiG wymagań. Idąc za rozumowaniem URE — gdybyśmy nawet trzy czwarte zapotrzebowania pokrywali dostawami z UE, nie zostałoby to uznane za dywersyfikację. Z kolei, gdyby Polska sprowadzała wyłącznie gaz rosyjski, ale połowę bezpośrednio, a połowę przez pośrednika, np. z Ukrainy — wszystko byłoby w porządku.
Różnicowanie źródeł dostaw jest jednym z priorytetów polskiej polityki energetycznej. Oby tylko nie okazało się, że według decydentów dywersyfikacja jest problemem rozwiązanym na papierze tak, jak na przykład budowa autostrad.