Zalando idzie po zyski

opublikowano: 27-11-2014, 00:00

Niemiecki potentat handlu odzieżą chwali się świetnymi wynikami w Polsce. Zamierza sprzedawać więcej produktów made in Poland.

Od dwóch lat największy sklep internetowy z odzieżą w Europie stara się, by Polacy zaczęli mówić „idzie luty, kliknij buty”. Zalando, niemiecki serwis wyrosły właśnie z handlu obuwiem online, zainwestował w Polsce co najmniej kilka milionów euro (przede wszystkim w marketing). Ogłoszone właśnie wyniki koncernu za III kwartał nie pozostawiają złudzeń — ta inwestycja lada miesiąc zacznie się zwracać.

MODA NA SUKCES:
MODA NA SUKCES:
Robert Schütze, szef Zalando w Polsce i Wielkiej Brytanii, twierdzi, że niemiecki serwis ma jeszcze sporo do pokazania nad Wisłą. Ubierając Polaków, Zalando ma się ubrać w całkiem pokaźne zyski.
Marek Wiśniewski

— Jestem bardzo optymistycznie nastawiony do przyszłości naszego biznesu w Polsce — stwierdził Rubin Ritter, członek zarządu Zalando, komentując najnowsze wyniki spółki. Wynika z nich, że co prawda ponad połowę z 501 mln EUR przychodów (wzrost o 24 proc. r/r) pochodziło z rejonu DACH, czyli Niemiec, Austrii i Szwajcarii, ale w pozostałych 12 krajach działalności spółki zwyżki były najbardziej imponujące. Tu sprzedaż wzrosła o 40 proc., trzykrotnie szybciej niż w DACH. Przy czym nad Wisłą skok sprzedaży był jeszcze wyższy.

— Pod względem wizyt internautów jesteśmy liderem w swoim segmencie w Polsce — przyznaje Robert Schütze, szef Zalando w Polsce i Wielkiej Brytanii.

Rodzynek Rossi

Niech nie zmyli nikogo niemiecko brzmiące nazwisko: Robert Schütze to menedżer z polskimi korzeniami, mający za sobą pracę m.in. w BZ WBK. Swoim zespołem zarządza jednak z Berlina, gdzie kilkanaście osób odpowiada za rozwój oferty w Polsce. A ta ma coraz bardziej uwzględniać także lokalne marki. Dotychczas w ofercie Zalando jest 1500 brandów, ale tylko jeden rodzynek spod flagi biało- -czerwonej: Gino Rossi.

— Chwalimy sobie współpracę z Zalando. Chcieliśmy tam być, trochę czasu zajęło nam pojawienie się w ofercie tego sklepu. To pokazuje, jak silna jest nasza marka, bo tylko takie brandy wybiera niemiecki partner. Wciąż jednak w internecie więcej sprzedajemy za pośrednictwem naszego własnego sklepu, gdzie mamy pełną ofertę. Multibrandy są świetnym uzupełnieniem kanałów sprzedaży — twierdzi Tomasz Malicki, prezes Gino Rossi.

Kochamy zwroty

Sieciowy butik modowy ma ambicje zostać absolutnym hegemonem na polskim rynku. Choć na razie Polska odpowiada za zaledwie 2-3 proc. całej sprzedaży Zalando (czyli około 10-20 mln EUR kwartalnie), to może liczyć na wsparcie potężnej marketingowej machiny. To np. kampanie reklamowe nie tylko w największych portalach, ale też w telewizji. Niemiecki biznes postawił na walkę jakością zamiast ceną, oferując stawki znane nam ze sklepowych półek, ale wzbogacone o m.in. darmową dostawę i 100 dni na darmowy zwrot.

— Odsetek zwrotów w całym Zalando to około 50 proc. Nie stanowi to powodu do zmartwienia, to element naszego biznesu — zapewnia Robert Schütze. Z kwartału na kwartał świadomość marki, lojalność klientów i optymalizacja marketingu działa na korzyść Zalando. W ostatnich trzech miesiącach stosunek wydatków na marketing do przychodów spadł o 8 proc. O tyle samo też rosły wczoraj notowania spółki, dobijając do poziomu z październikowego debiutu giełdowego. Rubin Ritter zapowiedział, że jeszcze w tym roku Zalando pokaże pierwsze zyski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane