Dystrybutor bielizny czeka na kryzys. Liczy, że dzięki temu zdobędzie dobre lokalizacje. Nie wyklucza też przejęcia marki z branży.
Spółka, która sprzedaje bieliznę marek: Atlantic i Mistique w 70 sklepach własnych i 100 partnerskich w Polsce oraz w 50 punktach za granicą (w Czechach, Rosji, na Ukrainie i Słowacji), z optymizmem powita nowy rok.
— Dla zdrowych podmiotów trudne czasy to dobry okres na poszukiwanie atrakcyjnych lokalizacji w istniejących już centrach handlowych. Wiadomo, że w tym nadchodzącym słabszym okresie nastąpi naturalna selekcja i na rynku utrzymają się najsilniejsi — mówi Bartosz Bielski, wiceprezes Atlantica.
Zarząd zaciera ręce i wypatruje lokalizacji do przejęcia, dostrzegając więcej zalet słabnącej gospodarki.
— To może być dobry czas również na akwizycje podmiotów z branży. Jeśli pojawi się propozycja kupna fajnej marki lub sieci dystrybucyjnej, na pewno to rozważymy. Teraz można robić zakupy po okazyjnych cenach — mówi Bartosz Bielski.
W przyszłym roku Atlantic chce krajową sieć własnych sklepów powiększyć o kolejnych 15, a za granicą otworzy około 40, głównie franczyzowych, placówek. Do końca 2011 r. chce nasycić rynek 100 sklepów własnych.
Połowa obrotów bieliźniarskiej spółki pochodzi z zagranicy.
— Obserwujemy branżę odzieżową i staramy się otwierać salony tam, gdzie powstają sklepy z ubraniami. Teraz przyglądamy się Rumunii, gdzie pojawia się coraz więcej centrów handlowych. W przyszłym roku będziemy próbowali otworzyć tam pierwsze placówki — mówi Renata Siennicka, odpowiedzialna w Atlanticu za rozwój sieci.
W przyszłym roku na rozwój sieci firma wyda 5 mln zł z własnej kieszeni. Poza tym do 2010 r. zainwestuje 4 mln zł na wdrożenie nowego systemu komputerowego SAP.
Ten rok Atlantic ma zakończyć 130 mln zł przychodów i 6,5 mln zł zysku netto. W przyszłym roku zarząd zapowiada kilkunastoprocentowy wzrost obrotów i zysku.
Atlantic ma dwóch udziałowców. 22 proc. należy do duńskiego koncernu Mode In. Atlantic, a reszta do prezesa spółki Wojciecha Morawskiego.