Zamawiamy zmiany w zamówieniach

Andrzej Nierychło
09-11-2005, 00:00

Nowy minister nowego, przynajmniej z nazwy, Ministerstwa Transportu i Budownictwa (Przy okazji — „infrastrukturę” żegnamy bez żalu, ale gdzie u licha podziała się łączność? Czyżby była już tylko transportem bajtów?) zapowiedział, że rząd zmieni przepisy o zamówieniach publicznych.

Specjalnie nie piszę, że znowelizuje ustawę, bo to akurat nie jest takie pewne. Ze znanych przyczyn niemerytorycznych taka teoretycznie najprostsza droga może się dla rządu okazać najtrudniejsza. Jak zwykle powstanie problem z zebraniem potrzebnej liczby głosów w Sejmie i wówczas zamiast dyskusji o kontrowersyjnym przepisie zacznie się odwieczny polski spór o to, kto kogo nie lubi i dlaczego jeden pan ma pretensje do drugiego pana. To zaś najlepszy sposób na utrupienie każdego pomysłu, nawet obiektywnie najsłuszniejszego. Bo co komu po tym, że projekt jest dobry, skoro nie „nasz”?

Uproszczenie procedury zamówień publicznych jest dobrym i potrzebnym pomysłem. Wie o tym doskonale nowa ekipa władzy, zwłaszcza ta jej część, która rekrutuje się z grona współpracowników dotychczasowego prezydenta Warszawy. Właśnie stolica cierpi najbardziej z powodu przeciąganych w nieskończoność przetargów na budowy wielopoziomowych skrzyżowań, stacji metra itp. Stało się już zasadą, że (oczywiście zgodnie z ustawą) przegrywające przedsiębiorstwa oprotestowują wszystko, ochoczo wchodzą na dro- gę procesową, a ta ciągnie się bez końca.

Ale Warszawa to tylko symbol. Przetargi w trybie zamówień publicznych są dominującą formą współpracy gmin z biznesem. Wiedzą o tym dobrze tysiące wójtów, burmistrzów, ale przede wszystkim tysiące drobnych przedsiębiorców, dla których droga przez mękę zamówień publicznych stanowi czasem jedyną możliwość dostępu do rynku.

Rozwiązanie problemu przez proste skrócenie drogi odwoławczej wydaje się dosyć ryzykowne. Ale można zdecydować, że od któregoś etapu gmina — organizator przetargu — uzyska prawo rozpoczęcia prac wstrzymanych procesami. Wówczas skarżąca się firma walczyłaby już tylko o odszkodowanie.

Przewlekłość trybu odwoławczego nadużywanego przez pieniackie przedsiębiorstwa to nie jedyna wada dotychczasowych zasad wyłaniania wykonawców. Nie zapobiegają one w wystarczającym stopniu także manipulacjom ze strony organizatorów przetargów, zwłaszcza w formułowaniu specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Raz po raz dowiaduje- my się o przetargach, które ma szanse wygrać tylko jedna konkretna firma, bo tylko jej produkt spełnia te warunki.

Biznes, nie tylko wielki i nie tylko warszawski, czeka więc pilnie na spełnienie zapowiedzi. Parlamentarne ceregiele wcale nie muszą stać się przeszkodą. Wiele istotnych dla sprawy szczegółowych regulacji mieści się — jak to zwykle bywa — w przepisach okołoustawowych, które rząd ma prawo samodzielnie skorygować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Nierychło

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Zamawiamy zmiany w zamówieniach