Zamknięte fundusze dopiero raczkują
ZYSKOWNE: Certyfikaty inwestycyjne, kierowanego przez Andrzeja Dorosza zamkniętego funduszu Sezam, przyniosły swoim posiadaczom ponad 140-procentową stopę zwrotu. fot. Borys Skrzyński
Jedynym z dwóch funduszy zamkniętych, którego certyfikaty inwestycyjne zostały dopuszczone do publicznego obrotu, jest Sezam z TFI Skarbiec, drugim natomiast, pochodzący z tego samego TFI, Skarbiec-Gwarancja 2002.
Zamknięte fundusze inwestycyjne zamiast jednostek uczestnictwa emitują certyfikaty inwestycyjne, które są dopuszczone do publicznego obrotu i mogą być notowane na giełdzie lub rynku pozagiełdowym.
Sezam się otworzył
W Polsce, na Centralnej Tabeli Ofert, notowane są certyfikaty inwestycyjne Sezam, zaś na giełdzie S-G 2002. Cechą charakterystyczną odróżniającą je od jednostek uczestnictwa jest to, że ich cena wyznaczana jest w trakcie obrotu na rynku regulowanym, a nie po przeliczeniu aktywów na jednostkę.
Sezam to fundusz charakteryzujący się podwyższonym ryzykiem, który w swojej strategii zakłada inwestowanie w walory dopuszczone do publicznego obrotu, spółki niepubliczne oraz dłużne papiery wartościowe. Większe możliwości inwestycyjne dopuszczają również lokowanie w zbywalne kontrakty terminowe, wierzytelności oraz waluty. Sezam jest funduszem o nieograniczonym czasie istnienia, a emitowane przez niego certyfikaty nie podlegają wykupowi. Emisja certyfikatów wynosiła 1000 sztuk, zaś cena sprzedaży jednego certyfikatu równa była 10 tys. zł. Pierwszą transakcję zawarto natomiast po 10,7 tys. zł. Oferta certyfikatów cieszyła się ogromnym powodzeniem, a same papiery zostały wykupione w jeden dzień.
Niewielka ilość certyfikatów oraz dość wysoka cena zdeterminowały znikomy wolumen, jaki na nich odnotowano. Jednak stopa zwrotu, którą zanotowały, na pewno zadowoliła ich nabywców, wyniosła ona bowiem 140 proc. w skali roku.
Będą nowe emisje
Emisje certyfikatów inwestycyjnych można porównać do emisji akcji przez przedsiębiorstwo, z tym jednak, że zamknięty fundusz inwestycyjny zebrane z emisji środki przeznacza na papiery wartościowe. Ponieważ na naszym rynku notowany jest tylko jeden rodzaj takiego certyfikatu, nie można na jego podstawie wytłumaczyć dokładnie strategii inwestycyjnych możliwych do zastosowania wobec takich walorów.
Na rynkach w USA funkcjonuje 529 takich zamkniętych funduszy inwestycyjnych, zgrupowanych w indeks CEF (Closed-End Fund). W swoich strategiach stosują one czasami najróżniejsze metody inwestycyjne, zaś najstarszy z nich istnieje już 73 lata. Na rynku amerykańskim jedną z ważniejszych zasad przy kupnie certyfikatu jest różnica między waluacją tego papieru a rynkową wartością akcji wchodzących w jego skład. Papiery emitowane przez fundusz inwestycyjny można bowiem kupić z premią do ich rzeczywistej wartości sięgającą często 20 proc., a nawet i więcej.
Inwestorzy decydując się na taką lokatę w ramach funduszu inwestycyjnego zamkniętego mogą więc nabyć papiery wartościowe po okazyjnej cenie, zaś przeprowadzone badania dowiodły, że takie zakupy przynoszą wyższą niż normalna stopę zwrotu.
Polskę, jako kraj gospodarczo rozwijający się, czeka na pewno jeszcze wiele emisji w ramach zamkniętych funduszy inwestycyjnych, dopuszczonych do publicznego obrotu na giełdzie lub CeTO. Plany co do zmiany formy prawnej na takie właśnie podmioty mają niektóre spośród NFI. Pomimo że w Polsce jest tak mało tego typu funduszy, to odgrywają one znaczną rolę w kształtowaniu naszego rynku kapitałowego.
Takimi zamkniętymi funduszami są fundusze Templetona oraz Morgan Stanley Emerging Market Fund. O ich wielkości może świadczyć fakt wiodącej roli Templetona na GPW, podczas gdy jego fundusze lokowane nie tylko w Polsce, ale i w Europie stanowią tylko 11,6 proc. ogółu jego aktywów. Sam fundusz pokazał swoją siłę np. w Elektrimie, a posiada on również udziały w Banku Śląskim, Impexmetalu, Prokomie oraz w Warcie.
Michał Śliwiński