Narzucanie przez Euroland i Międzynarodowy Fundusz Walutowy ściągnięcia podatkowego haraczu z bankowych lokat obywateli i rezydentów wydawało się w cywilizacji unijnej niepojęte. Zwróćmy uwagę, że jeśli ktoś na Cyprze przewidująco trzymałby w domu nawet miliony euro w paczkach, to może spać spokojnie. Wobec żadnego innego państwa UE, w tym znacznie większej Grecji, podczas wielokrotnych negocjacji kryzysowych nikt z Brukseli nawet nie śmiał zgłosić pomysłu położenia ręki na lokatach.

W dosyć brutalny sposób przypomnieliśmy sobie, że Cypr leży w… Azji. Geograficznie jest tak przyporządkowany od tysięcy lat i nic się nie zmieniło po uzyskaniu członkostwa UE w roku 2004. Ale do położenia geograficznego dopasowały się biznesowe obyczaje. Republika Cypryjska bardzo zasadnie traktowana była jako raj podatkowy, i to specyficzny, bo… wewnątrzunijny. Zjawiskiem powszechnie znanym i akceptowanym było także stopniowe wykupywanie wyspy przez Rosjan. W ostatnich dniach na pierwszym planie stanęły rosyjskie miliardy na rachunkach bankowych, ale ogromną wartość mają także rosyjskie nieruchomości.
Upadek finansowy Republiki Cypryjskiej ma jeszcze jeden, bardzo ważny, aspekt. Pamiętajmy, że państwo należące do UE i obracające walutą euro zajmuje tylko południową część wyspy, około 63 proc. powierzchni. Na północnej od czterech dekad istnieje nieuznawana przez wspólnotę międzynarodową tzw. Turecka Republika Cypryjska, systematycznie rosnąca w siłę demograficzną i szybko rozwijająca się gospodarczo, jak cała Turcja. Ostatnie wydarzenia w południowej części progreckiej pęknięcie wyspy wręcz betonują.