Zapasy straszą

Tadeusz Stasiuk
03-01-2003, 00:00

Początek nowego roku na rynku paliw przyniósł spore rozczarowanie. Po sylwestrowej obniżce cen, kiedy to cena baryłki ropy brent w Londynie spadła poniżej psychologicznej bariery 30 USD, osiągając poziom 28,66 USD, pojawiły się opinie o trwałości tego trendu. Nadzieje okazały się jednak płonne. Raport Amerykańskiego Instytutu Paliwowego (API) wskazujący na mocny spadek zapasów ropy w USA wywołany strajkiem w Wenezueli wstrząsnął rynkiem. Mimo zapowiedzi przedstawicieli kartelu OPEC o możliwości zwiększenia wydobycia większość giełd towarowych zwróciła uwagę na czynnik czasu, jaki odgrywa niebagatelna rolę przy transporcie ropy z regionu Bliskiego Wschodu do Stanów Zjednoczonych. Istnieją uzasadnione obawy, że nawet jeśli członkowie OPEC sprzedadzą Amerykanom to, czego nie dostarczą rafinerie Wenezueli, surowiec zbyt późno trafi do USA, przez co nie można wykluczyć przejściowych problemów z zaopatrzeniem.

Zastanawiająca jest ugodowa postawa OPEC. Wyjaśnienie wydaje się proste. Obecny poziom cen ropy jest dla kartelu na tyle satysfakcjonujący, że będzie on chciał utrzymać go jak najdłużej. I to za wszelką cenę, gdyż musi się liczyć z tym, że przy wzroście cen do poziomu powyżej 30 USD za baryłkę popyt gwałtownie spadnie. Wczoraj lutowe kontrakty na ropę wyceniane były w Londynie na 29,11 USD za baryłkę. W niektórych transakcjach cena była jednak podbijana nawet do poziomu ponad 30,4 USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Zapasy straszą