Zaplanowany majstersztyk na rynku złotego

Marek Rogalski
opublikowano: 17-09-2009, 00:00

W poniedziałkowy poranek złoty dość wyraźnie tracił. Poziom 4,24 zł za euro był blisko 9 groszy wyższy niż w piątek. Co ciekawe, to nowe maksimum ustanowiono kilkanaście minut przed zwyczajowym otwarciem krajowego rynku międzybankowego. W godzinach nocnych, a więc podczas tzw. sesji azjatyckiej, płynność złotego jest niewielka. Do wywołania określonego skutku może więc wystarczyć kilka dużych zleceń. Tutaj celem mogło być naruszenie technicznych oporów na 4,22-4,23 zł i wywołanie negatywnego "szumu" wokół naszej waluty, co, patrząc na nieco paniczną reakcję mediów, w dużej mierze się udało. Tematu by nie było, gdyby taki ruch na złotym miał miejsce w poprzedni poniedziałek jako reakcja na opublikowane przez resort finansów rewelacje dotyczące przyszłorocznego budżetu. Wtedy jednak nic takiego się nie stało, a większość analityków zwracała uwagę na zaskakującą siłę złotego.

Nastroje popsuły się wyraźnie w środę, 9 września, kiedy to niezbyt udana aukcja 5-letnich obligacji pokazała, co tak naprawdę o budżetowych rewelacjach myślą inwestorzy na rynku długu. Zwiększone potrzeby pożyczkowe rządu w 2010 r. stały się pretekstem do rozpoczęcia korekty. Niemal jednocześnie wzrosła rentowność polskich obligacji, potaniał złoty i akcje na warszawskiej giełdzie. W czwartek światło dzienne ujrzały negatywne opinie agencji Standard Poors dotyczące różnego ryzyka dla polskiego sektora bankowego, a także rekomendacja jednego z zagranicznych banków zalecająca sprzedaż polskich aktywów. W rezultacie w piątek w godzinach przedpołudniowych doszło do testu okolic 4,20 zł za euro. Jednak później sytuacja zaczęła się stabilizować, gdyż na rynek nie napłynęły nowe negatywne informacje.

Poniedziałkowe osłabienie złotego dość często tłumaczono ponad 2-procentowym spadkiem indeksu japońskiej giełdy. Jednak w tym samym czasie rynek w Szanghaju poszedł w górę, a to właśnie nastroje na chińskiej giełdzie są ostatnio lepszym miernikiem dla rynków wschodzących. Co ciekawe, nieznaczny spadek indeksów na Wall Street w piątek wieczorem nie spowodował wtedy żadnej reakcji na złotym. Idąc dalej — wtórny, nieco wyższy szczyt na euro na 4,2470 zł ustanowiono przed godz. 11.00, a więc w momencie publikacji kursów średnich NBP przyjmowanych m.in. do rozliczania opcji. Chwilę po tym złoty zaczął się wyraźnie umacniać, do czego doprowadziła nowa prognoza gospodarcza Komisji Europejskiej dla Polski. Trudno nazwać ją jednak zaskakującą, gdyż plotki dotyczące tej rewizji pojawiały się już od kilku tygodni, a PKB na poziomie 1,0 proc. r/r nie odbiega przecież znacząco od tego, co tydzień wcześniej podał resort finansów. Niemniej pretekst do umocnienia się znalazł — przez dwa kolejne dni (do środy) złoty umocnił się względem euro o 10 groszy.

Niektórzy twierdzą, iż fundamenty są na rynku pojęciem subiektywnym, gdyż kursy są wypadkową oczekiwań, a nie bieżących faktów. Mam jednak nieodparte wrażenie, iż poniedziałkowego wyskoku nie da się tym wytłumaczyć. Słowem, ktoś wykonał perfekcyjny, medialny majstersztyk? Wprawdzie cel został osiągnięty — można było względnie tanio nabyć wciąż atrakcyjnego złotego.

Marek Rogalski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zaplanowany majstersztyk na rynku złotego