Zarabianie na miedzi wymaga odwagi

Rozmawiał Adam Torchała
10-07-2018, 22:00

Wywiad z Herbertem Wirthem, byłym prezesem KGHM - Zdaniem eksprezesa, bez technologicznej rewolucji grupa z Lubina nie ma przyszłości, a na odpisach związanych z Chile lepiej nie stawiać krzyżyka.

Złoża są coraz trudniejsze do wydobycia, obowiązuje podatek. Czy w tych warunkach biznes miedziowy w Polsce jest jeszcze opłacalny?

Rekord Polski:
Zobacz więcej

Rekord Polski:

Herbert Wirth był prezesem KGHM od 2009 do 2016 r. i to za jego kadencji spółka dokonała największej inwestycji zagranicznej w historii Polski Fot. Marek Wiśniewski

Jak najbardziej. Mamy relatywnie bogate złoża, przeciętna to do 2 proc. miedzi. Pytanie, czy system eksploatacji jest adekwatny do wyzwań, które napotykamy na dole. Nad tym trzeba pracować, bo gdybyśmy cały czas działali tym samym sposobem, za chwilę rzeczywiście możemy stwierdzić, że to nieopłacalne.

Ostatnio KGHM zapowiedział ogromne inwestycje w Polsce oraz m.in. intensyfikację prac na Głogowie Głębokim. Jak pan ocenia to złoże?

Jest to złoże perspektywiczne, ale nie tak bogate jak Rudna. Ta miedź nie jest jedną wielką płachtą. Są wyniesienia, na których miedzi nie ma, i skłony, na których jest. Im bardziej oddalamy się od brzegu, tym więcej wybrzuszeń. Niestety, eksploatacja tą technologią, którą dziś mamy, komorowo-filarową, przy cienkich złożach jest absurdem ekonomicznym. Jeżeli jednak w spółce dojdą do wniosku, że warto popracować nad zmianą technologii, dopasowaniem jej do specyfiki coraz trudniejszych złóż, to jest szansa, by ta firma była bardzo zyskowna. Powinno się kompletnie zmienić myślenie o wydobyciu. Nie wydobywajmy tak, jak KGHM obecnie — jedziemy tyralierą i zbieramy wszystko — ale wybierajmy najlepsze elementy. Przykładowo gdzieś jest miejsce z dobrą rudą, dochodzimy do niego i skupiamy się na nim.

Duże znaczenie mają światowe ceny miedzi. Jak pan globalnie patrzy na ten rynek?

Jest to jeden z nielicznych metali, na który patrzę bardzo pozytywnie. Miedź, cynk, metale rzadkie wiążę z przyszłością. Elektromobilność bez nich nie funkcjonuje. Przykładowo w samochodzie elektrycznym Muska 75 kg to miedź, i to nie taka toporna — katodowa, ale wyższej klasy.

Jak wojna handlowa może wpłynąć na rynek miedzi?

Mamy rentę geograficzną. Nasze główne rynki są tutaj, do Chin zaś sprzedawaliśmy około 20 proc. naszej produkcji. W Europie jest więc miejsce na taką firmę. Być może nawet byłoby warto połączyć siły, np. ze Szwedami. Musimy iść do przodu, a nie tkwić w wojenkach i rozdrapywaniu błędów. Niestety, w Polsce lepiej nie ryzykować i nie podejmować odważnych decyzji. To niezgodne z mentalnością biznesu.

Odważnych decyzji, np. o zakupie Quadry? Czy z obecnej perspektywy uważa pan, że za nią nie przepłacono?

Miedź w tych złożach oraz prawa do niej są naprawdę sporo warte. Pytanie jednak, czy my — Polacy, potrafimy zrobić na tym biznes. Jeżeli będzie rządziła polityka, to tę wartość będziemy marnowali. Oczywiście powinniśmy wziąć pod uwagę, czy te 9 mld zł się zwróci i w jakim czasie. Ile te aktywa mogą wygenerować „cashu”. Część, np. Victoria, to projekty bardzo obiecujące. Występuje tam pallad, platyna, to naprawdę światowy top. Wtedy głównym akceleratorem były ceny miedzi i molibdenu. To, co wydarzyło się na rynku, trochę nas zaskoczyło, teraz jednak ceny odbiły. Inne były też założenia technologiczne, życie zweryfikowało te plany. Sierra Gorda miała być projektem inteligentnym, w którym nie jest zatrudnionych zbyt wiele osób. Dlatego np. zostało tam zainstalowane aż 14 tys. czujników. Wszystko miało być sterowane z tzw. one control roomu. Ludzie są tam sporym wyzwaniem, górnicy skoszarowani są przy kopalni przez dwa tygodnie, potem na tydzień wyjeżdżają i za to wszystko płaci firma. Jedyny sposób to autonomiczne maszyny, które same się uczą, same jeżdżą.

Nadal można je wprowadzić w amerykańskich projektach KGHM?

Tak, ale trzeba woli. W górnictwie pojawiają się coraz większe wyzwania związane z geologią. Bo złoża są coraz gorsze, wymagają coraz więcej energii. Nie ma więc możliwości wzrostu np. o 10 proc. bez automatyzacji.

Czy są przesłanki ekonomiczne, żeby odwrócić odpisy?

Moim zdaniem — tak. Nie zamykajmy sobie tej furtki. Trzeba spojrzeć na to także z punktu widzenia inżynierii finansowej. Te aktywa zostały kupione w ramach tzw. cienkiej kapitalizacji — jedną trzecią zapłacono gotówką, a dwie trzecie pożyczką, której KGHM udzielił, żeby nie płacić dodatkowego, wysokiego podatku od dywidendy. Odpisy utrudniają nam odzyskanie pieniędzy.

Trudniej odwrócić projekt Ajax, który ma problem z pozwoleniem.

To był projekt zaakceptowany przez rząd — znalazł się na liście 15 z zielonym światłem do realizacji. Jest to więc ewidentna nieudolność ekipy zarządzającej przedsięwzięciem w Kanadzie. O takie rzeczy trzeba dbać. Przecież nawet w Polsce, by KGHM dostał koncesję, trzeba biegać, działać, a zwłaszcza przekonać społeczność lokalną. To podstawa.

Przeczytaj cały wywiad na bankier.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Adam Torchała

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Zarabianie na miedzi wymaga odwagi