Czytasz dzięki

Zarobki rad nadzorczych muszą być wyższe

Rozmawiał Kamil Kosiński
opublikowano: 28-06-2020, 22:00

Trzeba zmniejszyć dysproporcje między zarobkami zarządów i rad nadzorczych — uważa aktywny drobny inwestor

Mariusz Kanicki jest inwestorem indywidualnym, który bywa na walnych zgromadzeniach. Od kilku tygodni walczy tam o większe pieniądze dla członków rad nadzorczych, chociaż nie jest tym osobiście zainteresowany, bo ani w tych radach nie zasiada, ani nie ma tylu akcji, by mieć realny wpływ na ich obsadę.

Mimo to w maju 2020 r. na walnym Ten Square Games dopytywał, czy stawki wynagrodzeń nadzorców (4 tys. zł miesięcznie dla szeregowego członka) są adekwatne do kapitalizacji i zysków spółki. Na początku czerwca od słów przeszedł do czynów. Na walnym Unimotu złożył projekt uchwały, który zakładał podwyżkę wynagrodzenia szeregowego członka rady do 6 tys. zł, zamiast 4 tys. zł proponowanych przez głównego akcjonariusza. Przegrał w głosowaniu, ale pod koniec czerwca podobny wniosek zgłosił na walnym GPW. Chciał podnieść miesięczną wypłatę szeregowego członka rady z nieco ponad 8 tys. zł do 10,7 tys. zł. Znów przegrał, ale akcjonariusze dysponujący niemal 30 proc. akcji GPW wstrzymali się od głosu. Przeciw głosował skarb państwa, wsparty zaledwie dwoma innymi głosami, czyli albo dwoma akcjami albo jedną uprzywilejowaną z pakietu niebędącego w rękach państwa.

3 PYTANIA DO… MARIUSZA KANICKIEGO, INWESTORA INDYWIDUALNEGO

1. Dlaczego na walnych zgromadzeniach domaga się pan wyższych zarobków dla członków rad nadzorczych?

Uważam, że rady nadzorcze nie są wyłącznie dekoracją. Ich członkowie powinni dysponować odpowiednią wiedzą i z zaangażowaniem wykonywać swoje zadania. A jeśli z wiedzą i zaangażowaniem, to muszą być odpowiednio wynagradzani. Jeśli będą zarabiali relatywnie mało, to jest ryzyko, że swoich obowiązków nie będą wykonywali w sposób należyty. Przykładem może być niesławny GetBack. To, że wynagrodzenia nie otrzymywały osoby oddelegowane do rady nadzorczej z Abrisu, można zrozumieć, bo jest to powszechnie przyjęte w funduszach private equity. Ale wynagrodzenia za zasiadanie w radzie nadzorczej nie dostawał także Kenneth Maynard, jej przewodniczący. Dostawał wynagrodzenie z zupełnie innego tytułu. A jeśli członek rady dostaje wynagrodzenie z innego tytułu, to istnieje ryzyko, że nie będzie pełnił swoich obowiązków nadzorczych właściwie. To była oczywiście skrajna sytuacja, ale problem istnieje w każdej radzie nadzorczej, w której wynagrodzenia są niskie. Członkowie rad nadzorczych powinni otrzymywać wypłaty w pewnej proporcji do pensji członków zarządu.

2. Jak ustalić właściwą wysokość świadczenia dla członka rady nadzorczej? Spółki są różne, mniejsze i większe, mniej i bardziej dochodowe. A różnice w rentowności wynikają często z samej specyfiki branż, w których działają. Poza tym, jak się patrzy na pana wnioski z walnych zgromadzeń GPW i Unimotu, to można odnieść wrażenie, że zawsze pan proponuje, by członkowie rady nadzorczej zarabiali o około 2 tys. więcej niż wynosi stawka popierana przez głównego akcjonariusza.

Sytuacja, w której zarobki członków zarządu idą w duże dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, a członkowie rady nadzorczej dostają małe kilka tysięcy, ustawia siłę po stronie zarządu. Główni menedżerowie mogą zarabiać kilkakrotnie więcej niż osoby sprawujące funkcje nadzorcze, ale nie 8-10-krotnie więcej. Jeśli chodzi o Unimot, to dotychczasowe wynagrodzenie członków rady było po prostu symboliczne. Propozycja zgłoszona przed walnym, czyli 4 tys. zł dla szeregowego członka i 5 tys. zł dla przewodniczącego, była już znaczną podwyżką. Ja zaś chcę zwrócić uwagę na problem. Zresztą próbował już zwracać na to uwagę Raimondo Eggink, a kto jak kto, ale on solidnie pracuje w radach nadzorczych. Chcę skłonić do dyskusji głównych akcjonariuszy i fundusze inwestycyjne. Jeśli jeden z największych funduszy emerytalnych zgłasza kandydata na niezależnego członka rady, w której wynagrodzenie wynosi 4-5 tys. zł, to pytanie, czy temu człowiekowi w ogóle będzie się chciało przygotować do posiedzenia.

3. Z drugiej strony wielu członków rad nadzorczych zasiada w nich z namaszczenia głównych akcjonariuszy, którzy zarazem są członkami zarządów. Nie sądzę, by wysokość zarobków miała jakikolwiek wpływ na skłonność takich członków nadzoru do patrzenia zarządom na ręce…

Zgoda. Ale jeśli w pięcioosobowej radzie jest czterech członków nominowanych przez głównego akcjonariusza i jeden reprezentant inwestorów mniejszościowych, to chciałbym, by ten jeden był na tyle dobrze wynagradzany, by poświęcał wystarczającą ilość czasu, zaangażowania i kompetencji do sprawowania funkcji nadzorczych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Kamil Kosiński

Polecane