ZARZĄD USTALA LIMITY NA AUTA

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2000-06-15 00:00

ZARZĄD USTALA LIMITY NA AUTA

Samochody służbowe są mniej popularne w polskich firmach niż w zagranicznych

PRZYWIĄZANIE: Pracownik, który od początku angażuje się w wybór swojego służbowego samochodu, w przyszłości będzie o niego bardziej dbał — zapewnia Zbigniew Canowiecki, prezes Centrostalu. fot.R. Kwiatek

Posiadanie służbowego samochodu nie jest jeszcze w polskich firmach rozpowszechnione. Najczęściej korzystają z nich osoby, dla których auta są narzędziem pracy oraz kadra zarządzająca. Inaczej jest w przedsiębiorstwach z kapitałem zagranicznym.

Samochody służbowe nie są aż tak rozpowszechnione w polskich firmach, jak mogłoby się wydawać. Znacznie częściej korzystają z nich filie przedsiębiorstw zagranicznych.

— Polskie firmy są jeszcze zbyt biedne, by wydawać pieniądze na auta służbowe. Przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym wchodzą na polski rynek i od razu kupują 50-100 samochodów dla pracowników. W rodzimych firmach samochód jest wciąż dobrem mało popularnym — twierdzi Zbigniew Canowiecki, prezes gdańskiego Centrostalu.

Raczej gotówka

Samochód służbowy jest niezbędny przede wszystkim tam, gdzie prowadzi się działalność handlową. Liczba aut firmowych jest zatem determinowana charakterem prowadzonej działalności.

— Z pojazdów służbowych korzystają w naszej firmie dyrektorzy, cały dział handlowy i część działu operacyjnego — zauważa Krzysztof Dąbrowski, dyrektor administracyjny Stolica Messenger Service.

Na zatrudnionych w firmie 365 pracowników przypada prawie 150 samochodów służbowych. Najwięcej jest Fordów i Fiatów. Należy jednak dodać, że wszyscy kurierzy poruszają się własnymi środkami transportu.

Większość firm kupuje samochody w pakietach, korzystając w ten sposób z oferowanych przez producentów rabatów.

— Korzystamy z leasingu operacyjnego. Negocjujemy stawkę za wynajem samochodów. Zawiera ona pełen komplet usług, koszt samego leasingu, obsługę techniczną, pełne ubezpieczenie — mówi Piotr Szymański, dyrektor ds. administracyjnych Pricewaterhouse-Coopers.

Dodaje, że w jego firmie kupowane są wyłącznie samochody nowe, a po dwóch latach użytkowania firma leasingowa wymienia je. Na blisko 1000 osób zatrudnionych w PricewaterhouseCoopers przypada 60 pojazdów służbowych, z czego 50 przypisanych jest do konkretnego pracownika, a z 10 korzysta cały dział. Firma używa aut typu kombi i van.

Innym sposobem pozyskiwania pojazdów służbowych jest ich zakup za gotówkę. Spora część firm decyduje się na tę właśnie formę.

— W wielu firmach popularny jest leasing operacyjny, który oprócz tego, że jest wygodny, przynosi ponadto korzyści podatkowe, a także ułatwia lepsze gospodarowanie pieniędzmi. Mimo wszystko firmy posiadające nadmiar gotówki wolą raczej pojazdy służbowe kupować niż brać je w leasing — twierdzi Grzegorz Zambrzycki, dyrektor finansowy Confex AB, firmy zajmującej się dystrybucją części samochodowych.

— Większość nabywanych przez nas pojazdów służbowych kupowana jest za gotówkę, niewielką część bierzemy w leasing. Oczywiście w grę wchodzą tylko samochody fabrycznie nowe — wyjaśnia Krzysztof Dąbrowski.

Dodaje, że po okresie eksploatacji w firmie, trwającym średnio 3 lata, samochody sprzedawane są pracownikom.

Polityka samochodowa

Dużym odsetkiem samochodów przypadających na jednego pracownika wyróżnia się Johnson & Johnson.

— Z pojazdów służbowych korzystają u nas prawie wszyscy pracownicy. Na około 400 pracowników przypada 370 samochodów. 90 proc. to Toyoty — twierdzi Michał Bąk, koordynator floty samochodowej w firmie Johnson & Johnson.

Pracownicy handlowi jeżdżą modelami Corolla, natomiast limit jednorazowego wydatku na samochód dla pracownika najwyższego szczebla to 130 tys. zł. Wymiany na nowe dokonuje się tu co 4 lata lub po przekroczeniu 150 tys. przebiegu. Prawo pierwokupu przysługuje pracownikowi. Jeśli pojazd nie zostanie sprzedany, firma organizuje wewnętrzny przetarg.

— Przyjęta przez nasz zarząd polityka samochodowa zakłada eksploatowanie pojazdów służbowych nie dłużej niż 3 lata lub do 140 tys. kilometrów przebiegu. Potem samochód zostaje sprzedany. Prawo wykupienia przypada najpierw pracownikowi, który używał go w pracy. Dzięki świadomości, że po okresie eksploatacji w firmie używany przez siebie pojazd będzie można wykupić pracownik bardziej o niego dba — zauważa Grzegorz Zambrzycki.

Rodzaj samochodu służbowego zależy oczywiście od zajmowanej przez pracownika pozycji w firmie.

— Reprezentanci handlowi jeżdżą samochodami o wartości nie przekraczającej 45 tys. zł. Są to najczęściej Ople Astry, Toyoty Corolle i Peugeoty 306 — mówi Grzegorz Zambrzycki.

W firmie obowiązują oczywiście pułapy cenowe. Dyrektorom regionalnym przysługują auta o wartości nie przekraczającej 65 tys. zł, dyrektorom regionalnym ds. handlu — 85 tys. zł. Zarząd jeździ samochodami w cenie od 100 do 130 tys. zł, a prezes pojazdem za około 200 tys. zł. Z reguły jeden samochód przysługuje jednemu pracownikowi, choć jest też pula samochodów ogólnodostępnych.

Zdaniem Michała Bąka, najlepiej w pracy sprawdza się Toyota.

— Na wybór tej marki wpływ miała w największym stopniu jej bezawaryjność. Ta cecha jest dla nas ważniejsza od upustów, które i tak oferowane są przez większość producentów i dealerów — zauważa Michał Bąk.

Nowy pomysł

Na mało popularny pomysł wpadł zarząd Centrostalu.

— Nie wybieramy pojazdów naszym pracownikom. To oni sami decydują, jakim samochodem będą jeździć. Dzięki temu sami interesują się wszystkimi sprawami związanymi z zakupem — zabiegają o rabaty, sami negocjują warunki sprzedaży, a w dalszej perspektywie w pewien sposób identyfikują się z samochodem, dzięki czemu bardziej o niego dbają — tłumaczy prezes Canowiecki.

W Centrostalu także obowiązują limity wydatków na pojazdy służbowe dla pracowników poszczególnych szczebli. I tak handlowcom przysługuje kwota do 35 tys. zł, dyrektorom działów do 55 tys. zł, a dyrektorom pionów do 85 tys. zł. Ograniczenia nie są nakładane na członków zarządu, gdyż to oni właśnie uchwalają każdorazowo limity wydatków na samochody dla siebie.

Bartosz Krzyżaniak

Możesz zainteresować się również: