Zarządy SSE liczą na samodzielność
Spółki zarządzające SSE wciąż czekają na rozporządzenie ministra gospodarki, które na nowo umożliwi im wydawanie zezwoleń na inwestycje. W zarządach stref panuje spory chaos informacyjny, bo wszyscy zainteresowani dopiero uczą się poruszać w nowych warunkach prawnych.
W pierwszym półroczu w żadnej z 15 SSE nie pojawił się nowy inwestor. Dopiero bowiem w kwietniu weszły w życie przepisy wykonawcze do nowej ustawy o strefach oraz ustawy o udzielaniu pomocy publicznej. W pakiecie rozporządzeń brakowało jednak dokumentu na nowo upoważniającego zarządy SSE do wydawania zezwoleń. Taki przywilej przysługuje ministrowi gospodarki. Kilka dni temu Starachowicka SSE — jako pierwsza i jedyna — wystąpiła bezpośrednio do szefa resortu o wydanie zezwolenia inwestorowi, którego wyłoniła w drodze jedynego rozstrzygniętego w tym roku przetargu.
Wkrótce wystartują
Przedstawiciele SSE liczą, że minister gospodarki przekaże pełnomocnictwo w ciągu najbliższych tygodni. W wielu strefach już trwają negocjacje z inwestorami.
— Prowadzimy wstępne rozmowy z kilkunastoma firmami. Pod koniec miesiąca chcemy ogłosić pierwszy przetarg. Jeśli do końca grudnia uda nam się zamknąć te projekty, ten rok może na pewno będzie lepszy od najgorszego — 1999. Mamy do zaoferowania prawie 400 ha gruntów — mówi Włodzimierz Żak z Katowickiej SSE.
Tylko nieliczni, np. strefy tczewska i żarnowiecka, mogą pochwalić się prawie 100-proc. zagospodarowaniem terenów pod inwestycje.
Nie taki diabeł straszny
W czasie ubiegłorocznej dyskusji na temat nowych zasad działalności SSE przyjęło się przekonanie, że zmniejszy się atrakcyjność stref. Przedstawiciele spółek zarządzających uważają jednak, że nowe warunki nie są takie złe. O nie słabnącym zainteresowaniu inwestorów świadczy fakt, że jeszcze przed wydaniem decyzji o rozszerzeniu granic stref w Mielcu i Tarnobrzegu, zarządzająca nimi Agencja Rozwoju Przemysłu znajduje przedsiębiorców, którzy chcą inwestować na nowych terenach. Nowe przepisy jednak stawiają inwestorowi większe wymagania.
— Starając się o ulgę inwestycyjną przedsiębiorca musi od razu przedstawić dokładny biznesplan, bo maksymalna wartość pomocy publicznej jest liczona od wartości inwestycji. Jeśli później wyda więcej pieniędzy niż zadeklarował, nie dostanie dodatkowego zwrotu. Stare przepisy na 10 lat zwalniały przedsiębiorcę z podatku dochodowego, jeśli spełniał minimalne wymagania zezwolenia — podkreśla Włodzimierz Żak.
Niejasne przepisy
Włodzimierz Żak nie ukrywa jednak, że wszyscy dopiero uczą się działać według nowych zasad. Najczęściej pojawiający się problem dotyczy sposobu udzielania pomocy publicznej.
— Znamy mechanizm udzielania pomocy. Poprosiliśmy jednak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jest organem nadzorującym udzielanie pomocy z publicznych środków, o wyjaśnienie, jakie formalności muszą spełniać zainteresowani , np. czy wystarczy, że inwestor zawiadomi urząd skarbowy o rodzaju ulgi, czy może fiskus musi wydać własne zezwolenie na skorzystanie z pomocy tego typu — tłumaczy Anna Jaworska ze Starachowickiej SSE.