Polska pozostaje w ogonie Europy i świata
W ciągu 11 miesięcy 2006 r. wielkość przewozów europejskich linii wyniosła 33,3 mld tonokilometrów.
Najwięcej towarów drogą lotniczą transportuje się z i do Północnej Afryki i na Bliski Wschód. Ładunki przewiezione w Europie stanowiły natomiast jedynie 2,5 proc. całej pracy przewozowej na świecie, z czego większość to towary przetransportowane do europejskich hubów. W ciągu 11 miesięcy 2005 r. europejscy przewoźnicy wypracowali 32,4 mld tonokilometrów, a w tym samym okresie rok później o 2,7 proc. więcej, czyli 32,4 mld tonokilometrów.
Niezmiennie na końcu
Krajowe przewozy lotnicze cargo firm europejskich wyniosły 116,7 mln tonokilometrów i w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego były mniejsze o 4,9 proc. Przewozy wewnątrzeuropejskie także się zmniejszyły o 4,4 proc. i wyniosły 698,6 mln tonokilometrów.
Najsilniejszym w tej dziedzinie przewoźnikiem okazała się Lufthansa, która wypracowała 7,4 mln tonokilometrów i 5-procentowy wzrost. Większe przewozy odnotowały także Air France, KLM, British Airways, Alitalia, Virgin, Iberia oraz TAP Air Portugal. Z kolei Cargolux i Swiss i SAS odnotowały kilkuprocentowe spadki.
Swój udział w lotniczych przewozach towarowych mają firmy kurierskie. Na przykład od stycznia do sierpnia ubiegłego roku amerykański FedEx wypracował 3,9 mld tonokilometrów, a również amerykański UPS — 2,6 mld tonokilometrów. Natomiast DHL Express w ciągu trzech kwartałów 2006 r. odnotował przychód na poziomie 13 mld USD.
Pozycja Polski w sferze przewozów cargo od lat się nie zmienia — jesteśmy w ogonie Europy i świata. Dynamicznie rozwijają się natomiast inne porty lotnicze w naszym regionie, np. w Wiedniu, Budapeszcie i Pradze. Polskie lotniska od kilkunastu lat odprawiają rocznie około 50-60 tys. ton towarów.
– Jest kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. To m.in. brak tzw. ruchu all cargo – ładunki obsługiwane na polskich lotniskach przewożone są obecnie w ładowniach samolotów pasażerskich. Ponadto rośnie udział małych samolotów w ruchu pasażerskim, a 40 proc. ruchu pasażerskiego należy do tanich przewoźników nie świadczących usług przewozów cargo. Nie ma też dogodnych połączeń lotnisk z siecią transportu kolejowego i drogowego oraz infrastruktury lotniskowej dostosowanej do obsługi cargo — wymienia Ewa Cześnik, dyrektor departamentu transportu lotniczego w Ministerstwie Transportu.
Zawiniła droga
To prawda, że niektóre polskie porty budują lub rozbudowują terminale cargo — np. Kraków czy Katowice. Ale ich głównym źródłem dochodu pozostają wciąż przewozy pasażerskie i to one stanowią priorytet rozwoju lotnisk.
— Polskie lotniska, a szczególnie Warszawa, nie potrafią zachęcić spedytorów i linii lotniczych, aby większe ilości towarów „lądowały” w ich magazynach lotniskowych. Coraz większe ilości cargo lotniczego przewożone są przez spedytorów transportem drogowym z europejskich hubów do magazynów lub nawet bezpośrednio do odbiorców. Inwestycje w cargo są inwestycjami długofalowymi i na pewno nie tak dochodowymi jak pasażerskie. Bez ich szybkiego wprowadzenia, za kilka lat niemożliwe stanie się dorównanie innym lotniskom w naszym regionie — dodaje Krzysztof Bielica, dyrektor ds. spedycji lotniczej i operacji DHL Global Forwarding.
Dodatkowo wstąpienie Polski do UE i otwarcie granic znacznie usprawniło czasochłonne procedury celne i zwiększyło konkurencyjność międzynarodowych przewozów drogowych. Teraz znaczna ilość cargo lotniczego transportowana jest na wspólnym liście przewozowym drogą lądową do portów węzłowych na zachodzie Europy.
— Transport lotniczy w Polsce, Czechach czy na Węgrzech to w bardzo dużej mierze przewozy przez największe europejskie huby lotnicze, jak Frankfurt, Amsterdam, Wiedeń czy Bruksela — potwierdza Krzysztof Bielica.
Rząd zamierza poprawić dostępność polskich lotnisk i włączenie ich do unijnej sieci transportu intermodalnego.
— Jest to jeden z celów zawartych w przygotowywanych dokumentach programowych określających politykę i strategię państwa wobec transportu, tj. Polityce Transportowej Państwa 2007-20, Strategii Rozwoju Transportu na lata 2007-13 i programie rozwoju sieci lotnisk i lotniczych urządzeń naziemnych. Rozwój przewozów cargo zależy jednak w znacznym stopniu od zarządzających portami lotniczymi — twierdzi Ewa Cześnik.