Zatory płatnicze bolączką spółek na całym kontynencie

opublikowano: 30-07-2019, 22:00

Co kraj, to inna metoda na radzenie sobie z niesolidnymi kontrahentami.

Brak płatności za dostarczony produkt lub usługę dotknął w ciągu ostatnich dwóch lat 6 na 10 polskich mikrofirm. Taki wynik badania przeprowadzonego przez firmę SMEO pokazuje poważny problem małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), któremu ma przeciwdziałać nowa ustawa dotycząca zatorów płatniczych wzorowana na rozwiązaniach stosowanych m.in. w innych krajach unijnych.

Eksperci SMEO zwracają uwagę, że w Wielkiej Brytanii duże spółki muszą dwa razy w roku publikować sprawozdania o płatnościach — o ich warunkach, procedurach rozstrzygania sporów, średnim czasie koniecznym do zapłaty faktury i odsetkach od nieterminowych faktur. Mali i średni przedsiębiorcy, którzy nie mogą doczekać się należnych im pieniędzy, najpierw sięgają po mediacje.

— Jeżeli ona nie pomoże, przy niskich kwotach, do 10 tys. funtów w Anglii, 5 tys. w Szkocji i 3 tys. w Irlandii Północnej, można udać się do sądu do spraw drobnych roszczeń. Trzeba jednak liczyć się z dodatkowymi opłatami — mówi Kate Hartley z brytyjskiego Carrot Communications.

We Francji termin zapłaty w transakcjach handlowych jest ustalony na 30 dni. Strony mogą wydłużyć go do 60 dni. Prawo przewiduje wysokie kary administracyjne za naruszanie terminów — do 75 tys. EUR dla osoby fizycznej i do 2 mln EUR dla osoby prawnej. Informacja o nałożeniu sankcji jest publikowanana koszt ukaranego. Mimo to zatory płatnicze stanowią bolączkę. Korporacje zwlekają z zapłatą średnio 15 dni, mniejsze firmy ok. 10-12 dni. Najgorzej jest na przełomie lipca i sierpnia.

— Kiedy duże firmy cieszą się wakacjami, często „zapominają” o płatnościach faktur. Podobnie jak w okresie Bożego Narodzenia — mówi Anthony Courtat z francuskiej firmy Com'I/O.

Za kraj przyjazny przedsiębiorcom uchodzą Niemcy. Według European Payment Report 2018 średni czas oczekiwania na płatność z faktury wynosi tam 24 dni, dla porównania — w Polsce 33 dni. Ale nie zawsze jest tak różowo. Dlatego Deutsche Bank od ostatniego roku oferuje faktoring polegający na wykupywaniu faktury i wzięciu na siebie wszelkich problemów związanych z należnością. Natomiast duńskie firmy starają się walczyć z długami na własną rękę.

— Wyznaczamy niezbyt długie terminy płatności: 7, 14 lub 30 dni. Tydzień po terminie wysyłamy pierwsze, wręcz przyjacielskie przypomnienie — w końcu nasz kontrahent mógł po prostu przeoczyć fakturę lub wyjechać na wakacje. Jeśli płatność nadal nie nadchodzi, najlepiej wynająć wyspecjalizowaną firmę prawniczą. To dość kosztowne, ale najskuteczniejsze — mówi Jakob Kemp Hessellund, kierujący duńską agencją PR Kemp & Kjær.

W Danii działają też prywatne firmy prowadzące rejestry dłużników. Ci, którzy na takich listach się znajdą, nie mają większych szans np. na uzyskanie kredytu lub pożyczki. Umieszcza się tam niepłacących, którzy nie zanegowali faktury w ciągu tygodnia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Iwona Jackowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy