Niedawno deweloperzy chwalili Bydgoszcz za sprawność w wydawaniu decyzji i pozwoleń, teraz ciepłe słowa o samorządzie może powiedzieć branża odpadowa. W ubiegłym tygodniu miasto otworzyło oferty w przetargu na odbiór i wywóz odpadów komunalnych. W porównaniu z pozostałymi aglomeracjami proces przebiega stosunkowo szybko. Bydgoszczan wyprzedziły jedynie samorządy Gdańska i Szczecina.
— Długo się przygotowywaliśmy do przetargu, dlatego teraz jesteśmy w czołówce miast, które są tak zaawansowane w wyborze usługodawców — mówi Elżbieta Michalska, dyrektor wydziału zamówień publicznych ratusza.
Samorządowcy mają też inny, finansowy powód do zadowolenia. Pierwotnie szacowali, że za odbiór i wywóz odpadów przyjdzie miastu zapłacić 99,8 mln zł. Tymczasem najtańsze oferty opiewają jedynie na 62,5 mln zł. Miasto podzielono na dziewięć sektorów, w sumie zgłosiło się sześciu wykonawców. To Remondis, ProNatura, Taro, Corimp, Solidus i konsorcjum firm: FB Service, PW Agora, Cespa Barcelona.
— Szacujemy, że oszczędności wyniosą 37 proc. To oznacza niższe rachunki dla mieszkańców — mówi Elżbieta Michalska.
Tylko Remondis złożył oferty na dziewięć sektorów. W czterech z nich jego cena jest najniższa.
Zwycięzcy podpiszą umowy z miastem na 2,5 roku.
Wdrażanie „śmieciowych” procedur przetargowych idzie jednak opornie — zarówno w dużych, jak i mniejszych samorządach. Na początku kwietnia resort środowiska rozesłał ankiety do niemal 2,5 tys. gmin. Odpowiedziała niespełna połowa. Okazuje się, że jedynie 111 gmin rozstrzygnęło przetargi. Kolejnych 522 jest w trakcie przetargów lub opracowywania dokumentacji, a 484 jeszcze w ogóle nie podjęło działań.
— Dane są zatrważające i opóźnienia są bardzo poważne, tym bardziej że są gminy, gdzie w ogóle nie ma przygotowań. Ale przykład idzie z góry — Warszawa jeszcze przetargu nie ogłosiła. Można zakładać, że nie wszystkie gminy zdążą. Samorządy zawsze znajdą powód, żeby usprawiedliwiać indolencję i nieróbstwo. Najczęstszą wymówką jest to, że ustawa jest wprowadzana w gwałtownym tempie. A przecież już w 2010 r. było wiadomo, że gminy przejmą odpowiedzialność za śmieci — mówi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami (PIGO).
Podkreśla, że cześć gmin, głównie małych, stanęła na wysokości zadania.
— Widać, że najczęściej wygrywają lokalne firmy, zwykle komunalne. I okazuje się, że to one w przetargach dyktują niskie ceny, a nie duże koncerny — mówi Dariusz Matlak. Przypomina, że gminy, które nie podejmą działań, czekają kary, a obowiązki gminy przejmie urząd wojewódzki.
— To jest sytuacja nie do pomyślenia, bo to oznaczałoby, że się toleruje sytuację, gdzie samorząd nie stosuje się do przepisów ustawowych — mówi prezes PIGO.
Ministerstwo Środowiska podkreśla, że dla ustawy o czystości i porządku w gminach najważniejsze jest, by od 1 lipca gminy przejęły władztwo nad śmieciami.
— Chodzi o to, by mieszkańcy nie musieli już sami zawierać umów z firmami na odbiór śmieci. Ustawa narzuca też kary finansowe na gminy za brak przetargów. I z tym muszą się liczyć. To kwoty od 10 do 50 tys. zł. Gdyby gmina w ogóle nie zapewniła systemu odbioru odpadów, to od 1 lipca mieszkaniec takiej gminy będzie mógł zlecić firmie wywóz śmieci na koszt gminy — mówi Paweł Mikusek, rzecznik Ministerstwa Środowiska.
Zatrważające dane o przetargach śmieciowych
Wielu samorządowców jeszcze palcem nie kiwnęło, by ogłosić postępowanie. O tym, że można to zrobić sprawnie i jeszcze zaoszczędzić, pokazuje przykład Bydgoszczy