W kontekście Japonii publikacje danych makroekonomicznych zeszły na drugi plan, chociaż były całkiem dużego kalibru. Po pierwsze inflacja w Chinach ponownie była wyższa od prognoz i zbliżyła się do 5 proc. To sugeruje, że chiński bank centralny dalej musi walczyć ze wzrostem cen, a więc chłodzić koniunkturę w Państwie Środka. Oznacza to niższy popyt na surowce więc ropa i miedź drugi dzień z rzędu taniały o 2 proc. Inflacja wzrosła też w Niemczech i również była wyższa od oczekiwań sięgając 2,1 proc. ECB dostał zatem kolejny argument aby przyspieszyć podwyżkę stóp, Do reakcji na rynku walutowym i umocnienia euro doszło jednak dopiero po południu kiedy giełdy w USA wyszły na plusy. Optymizm Amerykanów częściowo tłumaczy wielkość sprzedaży detalicznej w USA za luty ponieważ dane były odrobinę lepsze od prognoz w części bez środków transportu (wzrost o 0,7 proc.) Dużo gorzej wyglądały natomiast dane o nastrojach konsumentów mierzone indeksem Uniwersytetu Michigan, który spadł do poziomu 68 pkt. Amerykańskie byki nie przejęły się ani nastrojami konsumentów ani Japonią i po początkowym spokoju ruszyły na północ.
Ostatecznie warszawski rynek zakończył dzień na minusach, które po uwzględnieniu poniedziałkowo-wtorkowych wzrostów są nadal korektą i WIG20 jest niecałe 2 proc. od szczytu. Uważam, że za piątkowe spadki w znacznie większym stopniu odpowiada korekta na rynku surowców a nie japońskie trzęsienie. Nadchodzący weekend powinien przynieść więcej informacji i uspokoić nastroje. Wraz z nimi podaż nadal będzie utrzymywana w defensywie, a zniwelowanie wykupienia krajowego rynku doprowadzi indeks do poziomu 2800 pkt.
Paweł Cymcyk
Analityk
Makler Papierów Wartościowych
A-Z
Finanse