Zawodowe polisy nikomu na rękę

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2014-05-28 00:00

Po deregulacji ubezpieczyciele z jeszcze większą ostrożnością podchodzą do obowiązkowego OC zawodowego. Jednak i tak oferują je niechętnie

Już 175 rodzajów działalności nie można wykonywać bez obowiązkowego ubezpieczenia. — A szykuje się kilkanaście kolejnych — mówił Michał Piotr Ziemiak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu podczas seminarium zorganizowanego przez Polską Izbę Ubezpieczeń w maju tego roku. — Jesteśmy tutaj bez wątpienia światowym liderem — podkreśla Michał Molęda, dyrektor underwritingu w Leadenhall. Tymczasem brakuje chętnych do oferowania i zawierania takich polis.

ZA SZEROKA OCHRONA: . — Liczba wyłączeń z ochrony w obowiązkowym OC jest znikoma, a gdy brak szczegółowych doprecyzowań, np. definicji, jej zakres musi być interpretowany na korzyść ubezpieczonego — tłumaczy Tomasz Balcerowski, dyrektor działu ubezpieczeń OC w AIG. Fot. ARC
ZA SZEROKA OCHRONA: . — Liczba wyłączeń z ochrony w obowiązkowym OC jest znikoma, a gdy brak szczegółowych doprecyzowań, np. definicji, jej zakres musi być interpretowany na korzyść ubezpieczonego — tłumaczy Tomasz Balcerowski, dyrektor działu ubezpieczeń OC w AIG. Fot. ARC
None
None

Pięciu graczy

— Tylko kilku ubezpieczycieli oferuje obowiązkowe ubezpieczenia OC — podkreśla Marcin Tarczyński, analityk PIU.

Sylwia Kozłowska, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń OC w Gras Savoye, twierdzi, że ubezpieczyciele nie są zainteresowani takimi ubezpieczeniami przede wszystkim ze względu na sztywne regulacje.

— Głównym problemem przy oferowaniu polis w zakresie ubezpieczeń obowiązkowych jest narzucony przez ustawodawcę zakres ochrony, w tym czas trwania odpowiedzialności ubezpieczyciela (tzw. trigger), które zapewniają bardzo szeroką ochronę poszkodowanym — mówi Sylwia Kozłowska.

Ubezpieczyciele nie mają możliwości dostosowania zakresu ochrony do poziomu ryzyka i potrzeb ubezpieczonych ani uwolnienia się od odpowiedzialności.

— Liczba wyłączeń z ochrony ubezpieczeniowej jest znikoma, a w przypadku braku szczegółowych doprecyzowań, np. definicji, zakres ochrony musi być siłą rzeczy interpretowany na korzyść ubezpieczonego — tłumaczy Tomasz Balcerowski, dyrektor działu ubezpieczeń OC w AIG.

— Jest to oczywiście uzasadniane potrzebą ochrony potencjalnych poszkodowanych, ale w niektórych przypadkach tym potencjalnie poszkodowanym jest przedsiębiorca, a więc nie jest to podmiot ekonomicznie słabszy, którego interesy trzeba dodatkowo chronić. Tak jest np. przy obowiązkowym ubezpieczeniu agencji ochrony lotnisk — zwraca uwagę Marcin Tarczyński. W warunkach narzuconych przez ustawodawcę przewidziany jest także czasowy zakres ochrony, zgodnie z którym szkoda i roszczenie z jej tytułu mogą być zgłoszone po zakończeniu okresu ubezpieczenia, ale przed upływem terminu przedawnienia.

— Ubezpieczyciele muszą się więc liczyć z tym, że roszczenia odszkodowawcze mogą być zgłaszane nawet po latach od czasu rozwiązania umowy ubezpieczenia — mówi Tomasz Balcerowski.

— To oznacza konieczność utrzymywania przez długi okres czasu odpowiednich rezerw techniczno-ubezpieczeniowych, co czyni te ubezpieczenia kosztownymi kapitałowo i ogranicza chęć do ich oferowania.

Szczególnie dotyczy to trudnych rodzajów ryzyka OC zawodowej, do których zaliczają się ubezpieczenia szpitali i inne medyczne, ryzyko prawne czy niektóre rodzaje ryzyka inżynieryjnego — podkreśla Michał Molęda.

— Do tego upływ czasu pomiędzy zawarciem umowy ubezpieczenia a zgłoszeniem roszczenia może powodować różne problemy, np. zaginięcie polisy czy też niewiedza, w której firmie w danym okresie odpowiedzialność cywilna była ubezpieczona — zauważa Maria Tomaszewska- Pestka z Portalu Ubezpieczeń OC.

Składka do wysokości sumy

Trudno się dziwić, że obowiązkowe ubezpieczenia OC zawodowej nie cieszą się zainteresowaniem ubezpieczycieli. A ich liczba obowiązkowych polis ciągle rośnie.

— Plany objęcia obowiązkiem ubezpieczenia OC dotyczą zarówno konkretnych zawodów, jak i branż, a nawet rodzajów ryzyka związanych z prowadzeniem działalności — mówi Tomasz Balcerowski.

Co prawda wszyscy ubezpieczyciele muszą przedstawić ofertę każdemu, kto przychodzi po obowiązkowe ubezpieczenie, ale jeśli nie chcą sprzedać polisy, proponują zaporową stawkę. To jedyne, czym mogą manipulować.

— Zdarzyło mi się widzieć oferty, których cena stanowiła 50 albo nawet 100 proc. sumy gwarancyjnej, na którą opiewała polisa — mówi Sylwia Kozłowska.

To jeden z powodów zniechęcających do ubezpieczenia również przedstawicieli działalności objętych obowiązkiem, którzy w efekcie często wybierają minimalne sumy gwarancyjne, przewidziane przez ustawodawcę. A te nie są zawrotne.

— Na przykład dla podmiotów świadczących usługi księgowe jest to 10 tys. EUR. To może wystarczyć, jeśli taki podmiot obsługuje jednoosobowego przedsiębiorcę, ale w przypadku dużej firmy ubezpieczenie na taką kwotę będzie iluzoryczne — zwraca uwagę Sylwia Kozłowska.

Do tego dochodzi jeszcze deregulacja zawodów, która dodatkowo zmniejsza możliwość rozwoju obowiązkowych ubezpieczeń OC zawodowej, choć jeszcze za wcześnie mówić o jej realnym wpływie.

— Z perspektywy ubezpieczycieli brak ustawowych albo środowiskowych mechanizmów weryfikujących umiejętności i wiedzę przedstawicieli danych zawodów oznacza konieczność akceptacji zwiększonego ryzyka, czyli wyższe prawdopodobieństwo wyrządzenia szkody przez osoby z niższym poziomem kwalifikacji. Dlatego też ryzyko zwiększenia szkodowości, a w konsekwencji cen ubezpieczeń obowiązkowych po deregulacji wydaje mi się jak najbardziej realne, choć przede wszystkim w stosunku do podmiotów albo osób rozpoczynających swoją działalność — tłumaczy Sylwia Kozłowska.

— Deregulacja oznacza przerzucenie na ubezpieczyciela oceny profesjonalizmu swojego klienta — wtóruje jej Tomasz Balcerowski.

Trzeba coś zmienić

Eksperci są zgodni, że w takich ubezpieczeniach należy wprowadzić zmiany, zamiast mnożyć rodzaje działalności objęte obowiązkiem ubezpieczenia.

— Ważna jest możliwość kształtowania zakresu ochrony ubezpieczeniowej przy jednoczesnym poszanowaniu uzasadnionych interesów osób poszkodowanych — uważa Michał Molęda. — Trzeba dostosować wysokość sum gwarancyjnych do skali działalności — twierdzi Sylwia Kozłowska.

Niektórzy zwracają także uwagę na możliwość zniesienia obowiązku ubezpieczenia, co mogłoby zachęcić do zawierania dobrowolnych ubezpieczeń. Jednak zdaniem Sylwii Kozłowskiej, obowiązek jest potrzebny.

— Z moich obserwacji wynika, że gdyby nie istniał, trzy czwarte ubezpieczonych dzisiaj przedstawicieli różnych zawodów, nigdy nie kupiłoby ubezpieczenia — mówi Sylwia Kozłowska.

Tylko czy potrzeba ich aż tak wiele?