Na rynek mocy polska energetyka czeka jak na zbawienie i jeszcze w tym roku go dostanie. Taki termin zadeklarował Krzysztof Tchórzewski, minister energii, który wraz z Piotrem Naimskim, pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, zaprezentował wczoraj założenia do projektu ustawy o rynku mocy.

Europejskie pół roku
Prezentacja zajęła niemal cały dzień i wypełniona była szczegółami, a najciekawsze i tak padło w kuluarach.
— Wstępnie szacuję, że koszt sięgnie 2-3 mld zł — powiedział Krzysztof Tchórzewski, dopytywany o rzecz kluczową, czyli koszt rynku mocy. Rynek czeka na te szacunki, bo oznacza to dodatkowe pieniądze dla energetyki. Z prezentacji wynika, że kwota zostanie rozdysponowana w drodze aukcji, z którychpierwsza zostanie przeprowadzona pod koniec 2017 r. i obejmie energię z dostawą w 2021 r., pierwsze pieniądze wytwórcy dostaną więc właśnie w 2021 r., w tym samym roku także odbiorcy odczują zwiększone opłaty na ten cel. System aukcyjny wziął się w polskim modelu rynku mocy z inspiracji modelem brytyjskim, a jego elementy również z systemu amerykańskiego. Stąd pewnie optymizm rządu, jeśli chodzi o tempo prac legislacyjnych, a także tempo konsultacji z Komisją Europejską. Rynek mocy, jako system wsparcia, musi zostać przez nią zaaprobowany, a rząd dał sobie na to zaledwie pół roku.
— Jesteśmy w kontakcie z komisją — odpowiadał z uśmiechem Piotr Naimski, pytany o perspektywy uzyskania takiej zgody.
Zima ważna, nie lato
Mimo że to zeszłoroczny sierpniowy kryzys budzi w energetykach największe emocje, to nie jemu rynek mocy ma pomóc („bo sierpień był tylko splotem okoliczności, a dziś mamy w odwodzie import” — tłumaczono w kuluarach). Punktem odniesienia dla prawodawców są szczyty zimowe. Dlatego aukcje obejmą całe zimowe zapotrzebowanie na moc, czyli 27-28 GW. Będzie mogło w nich wystartować każde źródło, o ile nie korzysta już z jakiegoś wsparcia i nie jest zlokalizowane za granicą. Wyklucza to więc wszystkich wytwórców myślących o eksportowaniu energii do Polski, a także np. zielone źródła (wspierane zielonymi certyfikatami) i część elektrociepłowni (żółte i czerwone certyfikaty).
— Chcemy mieć własne elektrownie, w centralnej dyspozycji, na terenie naszego kraju. Oczywiście, zawsze istnieje alternatywa w postaci korzystania z ościennych rynków, ale jej nie wybieramy. Podejmujemy decyzję na korzyść naszych, niekoniecznie bezpośrednio rentownych, inwestycji — tłumaczył Piotr Naimski, energetyczny strateg rządu PiS. Ci, którzy dziś są wspierani, mogą jednak zrezygnować ze wsparcia, by wziąć udział w aukcji. Z tego punktu widzenia prawdziwa jest fraza o „technologicznej neutralności” nowego modelu, której chętnie używali wczoraj i Tchórzewski, i Naimski.
Jednym lepiej, innym gorzej
Prezentacji słuchała wczoraj sala wypełniona menedżerami z energetyki, traderami i przedstawicielami organizacji branżowych. Resort zachęcił ich do przestawienia opinii, ale wczoraj — na szybko — nikt ich jeszcze nie miał. Jednoznacznym optymizmem tryskał tylko Mirosław Kowalik, prezes Enei, czyli państwowej grupy opierającej się na aktywach konwencjonalnych.
— Pozytywnie oceniam ten projekt i sądzę, że da impuls do inwestycji i modernizacji — przekonywał prezes Enei. Pesymizmem natomiast wiało od przedstawiciela branży OZE. — Ktoś się łudzi, że na nasz system wsparcia zgodzą się kraje, które mają nadwyżkę mocy u siebie i są gotowe do eksportu? — pytał nasz rozmówca.
— Diabeł tkwi w szczegółach, czyli poczekajmy na właściwy projekt ustawy i towarzyszące mu regulaminy. Dziś nie jest jasne choćby to, czy w aukcji może startować ktoś, kto wziął dotację na instalację odsiarczania — dodawał jeden z urzędników. Krzysztof Tchórzewski jest przekonany, że rynek mocy da taki impuls, że w skali powstanie dodatkowe 10 GW mocy.
Rynek na dwa towary
Rynek mocy będzie dla energetyki rewolucją, bo wprowadzi do obrotu drugi towar: moc. Dziś elektrownie dostają pieniądze tylko za wytworzoną energię elektryczną, co przy rozwoju zielonych źródeł (mają one pierwszeństwo w dostępie do sieci) i przy spadku hurtowych cen energii oznacza zmniejszające się przychody. Tymczasem rynek mocy zakłada, że elektrownie będą dostawać pieniądze również za gotowość do produkcji energii.
Rynek na dwa towary
Rynek mocy będzie dla energetyki rewolucją, bo wprowadzi do obrotu drugi towar: moc. Dziś elektrownie dostają pieniądze tylko za wytworzoną energię elektryczną, co przy rozwoju zielonych źródeł (mają one pierwszeństwo w dostępie do sieci) i przy spadku hurtowych cen energii oznacza zmniejszające się przychody. Tymczasem rynek mocy zakłada, że elektrownie będą dostawać pieniądze również za gotowość do produkcji energii.