Zbudowane z marzeń

Jarosław Sobkowski
opublikowano: 02-05-2006, 00:00

— Jestem uparty i lubię, co robię. Na pasji tworzenia zbudowałem firmę, która daje satysfakcję i przynosi pieniądze — mówi Bogusław Wypychewicz.

Zakład Produkcji Urządzeń Elektrycznych B. Wypychewicz (ZPUE) we Włoszczowie w Świętokrzyskiem jest krajowym liderem w produkcji kontenerowych stacji transformatorowych i rozdzielnic średniego napięcia. Bogusław Wypychewicz, prezes zarządu spółki, jest jej dyrektorem generalnym i głównym akcjonariuszem.

Typ niepokorny

Marzył, by zostać pilotem. Nie udało się. Trafił do Technikum Żeglugi Śródlądowej w Koźlu. To była twarda szkoła życia. Prawie wojskowy dryl i ścisła hierarchia uczniów: „koty” i „starzy”.

— Choć już po pierwszym roku wiedziałem, że nie będę pływał, zostałem w szkole. Z przekory, że nie dam się złamać. Pochodzę z biednej rodziny i chciałem udowodnić, że chłopaka z kieleckiego, do tego karatekę, niełatwo przestraszyć. Żeby mieć pieniądze na przyjemności i treningi, budowałem ludziom spawarki. Odkąd pamiętam, kleiłem modele samolotów, budowałem rowery, „grzebałem” w motocyklach, przerabiałem samochody i konstruowałem radia — wspomina Bogusław Wypychewicz.

Po szkole pracował jako elektryk na stacji PKP. Później w Hucie Katowice, ale niezbyt mile wspomina tamte czasy, a właściwie majstra, który wszystko wiedział i miał monopol na tę wiedzę.

— Zamiast pić z chłopakami wódkę, chodziłem po halach i odrysowywałem schematy elektryczne urządzeń, żeby wiedzieć, jak to wszystko działa. Kiedyś zdarzyła się duża usterka. Zanim majster zdążył dotrzeć na miejsce, wszystko naprawiłem. Odtąd stałem się wrogiem numer jeden. Przeniosłem się na inny wydział. Miałem jednak dość tej bylejakości — opowiada prezes ZPUE.

Skromny start

W 1988 roku zakłada firmę instalatorstwa elektrycznego.

— To był przełomowy rok. Wróciliśmy z żoną do Włoszczowy, założyłem firmę, rozpocząłem budowę domu, zmarł mi ojciec i urodziła się córka. Na instalatorstwo nie potrzeba było wielkich pieniędzy. Był stary maluch i garaż teścia — mówi Wypychewicz.

Jako zakład instalatorski firma funkcjonowała parę miesięcy.

— Otrzymałem robotę od Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego, czyli PeBeRolu. Potrzebna była rozdzielnica, ale zamiast czekać na zamówienie jej u producenta, zbudowałem ją sam. Spodobało się to inwestorowi i tak metodą pantoflową PeBeRole zaczęły u mnie zamawiać podobne urządzenia. Zatrudniłem kilka osób. Jak na ówczesne czasy płaciłem dużo, ale wymagałem pracy po 8-12 godzin. Ludzie przychodzili i odchodzili, ale ci, którzy zaakceptowali moją filozofię pracy, tworzą trzon firmy — mówi prezes ZPUE.

Od 1990 r. Zakłady Energetyczne mogły zamawiać urządzenia u prywaciarzy. Pokutowały jednak stare przyzwyczajenia. Zamawiano w państwowych firmach. Przewaga Wypychewicza polegała na tym, że u niego oczekiwanie na towar trwało dwa tygodnie, a wyroby były lepsze niż u konkurencji, która potrzebowała dwóch miesięcy.

— Kupiłem licencje na produkcję stacji kontenerowych, rozdzielnic średnich napięć i stacje słupowe. Moje wyroby były dość prymitywne, ale korzystnie wyróżniały się na tle konkurencji. Raz i drugi potrzebowano czegoś „na wczoraj” i ja to dostarczyłem. Powoli zdobywałem rynek — relacjonuje prezes Wypychewicz.

Krok po kroku

W 1992 r. kupił 80 arów wraz ze zdewastowanymi budynkami likwidowanej spółdzielni produkcyjnej. Przez kilkanaście lat dokupował ziemię po sąsiedzku. Tak stworzył ZPUE w dzisiejszym kształcie — tysiące metrów kwadratowych w halach na kilkunastu hektarach.

— Z podróży do Włoch przywiozłem nowość — rotoblok, małogabarytową rozdzielnicę. Starałem się implantować rozwiązania zachodnie. Jeździłem, przekonywałem i promowałem te nowoczesne technologie — wspomina prezes.

Dziś jego firma może poszczycić się wieloma nagrodami i wyróżnieniami branżowymi. Są wśród nich cztery Gazele Biznesu. Każdą zarobioną złotówkę inwestował. Pierwsze urządzenia sterowane numerycznie nabył już w 1994 r.

— Mamy największy w branży park maszynowy. Zawsze dążyłem do wejścia w głąb produktu, do maksymalnego przetworzenia go na miejscu, ale oczywiście tam, gdzie ma to swoje uzasadnienie ekonomiczne. Dlatego w firmie wartość dodana to dziś niemal 60 procent. To niespotykane w tej branży. Nie produkuję chyba tylko kabli i przewodów — zaznacza szef ZPUE.

Wysokie loty

— Nie ma wielu osób, które zbudowały taką firmę. To perełka w energetyce. Przy okazji fajnie jest mieć pieniądze, pod warunkiem że nie przysłonią świata. Rozwijam przedsiębiorstwo dla pasji tworzenia. Gdy firma trafiła na giełdę, zostawiłem sobie 60 procent akcji. Jednak gdy notowania spadły z 22 złotych na 13, odkupiłem część akcji i obecnie mam ich 77 procent, a cena akcji sięga 180 złotych — mówi Bogusław Wypychewicz.

Musi jeszcze znaleźć czas na zrobienie czarnego pasa w karate.

— Wraz z żoną Małgorzatą lubimy aktywnie spędzać czas. Na nartach, łodzi, nartach wodnych. Żona jest przewodniczącą rady nadzorczej i zajmuje się w firmie marketingiem oraz PR. Mimo sukcesu nie odbiło mi. Mam to samo grono przyjaciół od lat. Tu we Włoszczowie żyją ludzie konsekwentnie dążący do celu. Silne charaktery — podkreśla szef ZPUE.

W planach jest rozwój eksportu.

— Już stanowi 20 procent sprzedaży. Opanowaliśmy kraje bałtyckie, dostarczamy produkty do Rosji, Białorusi, Bułgarii, Anglii, USA, Skandynawii, Iraku i Emiratów Arabskich, Niemiec, USA, Holandii i innych. Wizja — to budowa fabryk za granicą i stworzenie firmy o uznanej marce poza Polską — stwierdza Bogusław Wypychewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Sobkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu