Zdejmij kamień młyński z szyi

Myślisz, że to kolejny odcinek z serii tanich i tandetnych poradników motywacyjnych, które pokazują ścieżkę do sukcesu. Nic z tych rzeczy, bo nie o sukcesie tu mowa.

Jezus Chrystus zostawił po sobie coś, co nazywamy nauczaniem. Dla jednych to zbiór wskazówek i dobrych rad, dla innych sposób na życie i duchowa droga. Ewangelia Mateusza opisuje historię bardzo ludzkiego pytania, które zadali uczniowie: „Kto jest największy w Królestwie Niebios”.

Jezus zawołał wtedy dziecko, postawił je przed uczniami i powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios. A kto przyjmie jedno takie dziecię w imię moje, mnie przyjmuje. Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza”. (Mt 18,1-6 według tłumaczenia Biblii Warszawskiej).

Mocne, prawda? Kamień młyński u szyi i dno morza. Tak, to słowa tego samego Jezusa, który kilka rozdziałów wcześniej mówi, że jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, to powinieneś nadstawić mu drugi. Jezus się nie zmienił, ale w opowieści pojawia się dziecko. Postawione jest na środku, wywyższone, otoczone miłością i opieką. Dziecko zawstydza uczniów, wyprzedza dorosłych w drodze do nieba, staje się wyznacznikiem, przykładem i wzorem. Więcej — staje się godnym reprezentantem samego Boga, bo przecież kto je przyjmie, ten przyjmuje samego Boga. Nie chodzi więc o proste rady z podręczników o samorealizacji, w których czytamy, że trzeba odkryć w sobie dziecko, by poczuć się szczęśliwym i spełnionym. Stać się dzieckiem to znacznie głębszy, silniejszy w swoim przekazie i duchowo mocniejszy proces. Nie chodzi tylko o zabawę, radość i prostotę życia, choć także o to, ale przede wszystkim o zrozumienie, czym jest otwartość, wymagająca pokory, czyli biblijnego uniżenia. Trzeba więc spróbować być dzieckiem — nie powierzchownie, ale w pełni życiowo.

Bycie jak dziecko dla samego bycia czy własnych korzyści byłoby jednak egoizmem. Uczyć się od Jezusa to także dbać o dzieci — dosłownie i w przenośni. To sprzeciwiać się tam, gdzie dziecko jest gorszone, krzywdzone, sponiewierane. Jezus wzywa do działania. Uczy nas, jak w odwadze reagować i zauważać dziecko, które czasem jest postawione na środku, a czasem błąka się gdzieś obok. Chodzi więc o konkret, a nie czcze gadanie.

1. Sprawdź, jakim jesteś rodzicem — matką, ojcem. Albo ciocią czy wujkiem itd.

2. Rozejrzyj się wokoło, czy gdzieś nie słychać cichego płaczu. Działaj. Nie milcz.

3. Zauważ tych, którzy pomagają dzieciom. Pomóż im pomagać. Stale, a nie od święta.

Kilkanaście wersetów dalej Jezus nazywany często „przyjacielem dzieci” mówi: „Baczcie, abyście nie gardzili żadnym z tych małych, bo powiadam wam, że ich aniołowie w niebie ustawicznie patrzą na oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.”

Bądź przyjacielem dzieci — prawdziwym, autentycznym, nieobłudnym, szczerym i aktywnym. Wypełnisz wtedy Ewangelię od A do Z.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy