Piątek jest ostatnim normalnym dniem roboczym, a później gospodarcze życie kraju w znacznym stopniu — oczywiście poza handlem — zastyga na dekadę. Teoretycznie mogłoby jeszcze dłużej, ale ze względu na układ kalendarza wracamy do normalności już 2 stycznia, jako że czerwoną kartkę Trzech Króli tym razem wchłania niedziela.
Z zamieszczonych na stronach 4-7 biznesowych życzeń generalnie przebija optymizm. I trudno, żeby było inaczej, bez tej ważnej cechy przedsiębiorcy w ogóle nie ma sensu podejmowanie działalności gospodarczej. Warto zwrócić uwagę na kilka głosów przestrzegających przed złowieszczym krakaniem. Kryzys 2013 naprawdę istnieje głównie w głowach, ale może stać się samosprawdzającą się przepowiednią. Z drugiej strony — zagrożeń realnych nie brakuje. Ot, najważniejsze w skali makro — publiczną tajemnicą jest przeszacowanie wpływów podatkowych budżetu 2013, który obecnie znajduje się w Senacie. Może to spowodować niedoszacowanie deficytu całego sektora finansów publicznych o co najmniej 20 mld zł, czyli poskutkować realną nowelizacją budżetu w środku roku.
Optymizmowi biznesu sprzyja natomiast okoliczność, że rok 2013 jest w Polsce drugim kolejnym bez żadnych wyborów ogólnokrajowych. Mimo podnoszonego bez przerwy politycznego zgiełku zapowiada się czteroletnia stabilna kadencja tej samej władzy. W związku z tym przedsiębiorcy mają prawo od niej oczekiwać, że bez ciśnienia kampanii wyborczej będzie podejmowała i wprowadzała decyzje w długim horyzoncie czasowym, a nie tylko administrowała. Jest tylko drobny problem, zdefiniowany w tytule, będącym parafrazą ze Stanisława Wyspiańskiego. Notabene w oryginale Czepiec kierował zarzut „Panowie duza by juz mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!” akurat do… Dziennikarza. Ze strony „Pulsu Biznesu”, obchodzącego 14 stycznia szesnaste urodziny, deklarujemy, że nam się na pewno jeszcze chce…