Wszystko zaczęło się od Milana Kundery. Pierwszą koszulkę, wyprodukowaną przez firmę Kurdemol, zdobił napis „Nieznośna lekkość bytu”, tytuł kultowej powieści czeskiego pisarza. Dziś mają w ofercie (na podkoszulkach, bluzach i torbach) całą klasykę francuską, rosyjską, amerykańską i oczywiście polską. Karolina Bourgeon-Zielińska i Cezary Zieliński zawsze kochali literaturę. W końcu połączył ich Baudelaire.
— Poznaliśmy się przez znajomych ponad 20 lat temu. Karolina była pierwszą osobą, z którą mogłem porozmawiać o francuskich symbolistach, o Baudelairze, którego czytała w oryginale — wspomina Cezary Zieliński. Pobrali się, założyli rodzinę i przez lata pracowali w agencjach reklamowych. Karolina Bourgeon-Zielińska, która skończyła rusycystykę w Paryżu, była accountem i nadzorowała projekty reklamowe, Cezary Zieliński — po SGH — odpowiadał za stronę kreatywną. Mając doświadczenie i know-how, w 2013 r. postanowili wykreować własną markę. — Nasz cel? Ubrać każdego Polaka w tytuł jego ulubionej książki i promować modę na czytanie. Wiele razy słyszeliśmy, że ludzie szukają
gadżetów związanych z literaturą i nie mogą ich znaleźć. Koszulki z napisami zaczęły być wtedy modne. Pomyśleliśmy, że skoro można nosić te z ulubionymi zespołami, to czemu nie z tytułami książek? A poza tym chcieliśmy poznać nowych, ciekawych ludzi — twierdzą założyciele Kurdemol.
Literatura wychodzi w praniu
Zaczęli od szkiców grafiki, jaka miała się znaleźć na koszulkach — minimalistycznych, typograficznych, nawiązujących do ulubionych książek. Potem przyszedł czas na naukę biznesu od kuchni — poszukiwania materiału, wybór kroju, szwalni, importerów. Proces technologiczny — rodzaj bawełny, kroju, wymiary koszulek, metodę druku — musieli poznać od podstaw metodą prób i błędów. Od początku ważna była dla nich jakość materiału, z jakiego robili swoje rzeczy. Nie chcieli, żeby ich koszulki wyciągały się i mechaciły po jednym praniu. Testowali różne materiały i kroje. Uszyte rzeczy wkładali do pralki, po upraniu wyjmowali i oglądali ze wszystkich stron. Z torbami też musieli kombinować. Okazało się, że na bawełnie — bardzo dobrej jakości, ale krochmalonej — jest problem
z wykonaniem cyfrowego nadruku. Przyjmuje się, ale w praniu szybko znika. Kiedy zmienili technologię na folię, musieli rozwiązać kolejny problem — z tytułami, w których było dużo małych elementów. Okazało się, że są trudne do wycięcia. I z nim się uporali. Wreszcie w jednej z warszawskich kamienic założyli pracownię i wyprodukowali słynną koszulkę z Kunderą. Ich bestseller.
— Do dziś ją noszę. Napis w ogóle się nie sprał — mówi Cezary Zieliński. A skąd nazwa? — Długo jej szukaliśmy. Kurdemol zawiera słowo mol, co oczywiście ma odsyłać do moli książkowych. Łatwo ją zapamiętać. Jest po polsku, a na tym nam zależało. No i chcielibyśmy, żeby, kurdemol, ludzie czytali! — twierdzą właściciele marki. Ruszyli ze stroną na Facebooku. W kilka dni zebrało się ponad 1000 fanów, dziś jest ich 20 tysięcy. Kolejni ludzie udostępniali ich posty, sprawy nabrały tempa. Myśleli, że będą produkowali kilka koszulek miesięcznie dla siebie i znajomych, nagle musieli ich zrobić kilkaset. Współpracę szybko zaproponowały im Muzeum Narodowe, Centrum Sztuki Współczesneji Królikarnia. Musieli wyprodukować koszulki ze wszystkimi tytułami, jakie mieli — już dwudziestoma — w pełnej rozmiarówce. Zainwestowali kilkanaście tysięcy złotych z własnej kieszeni. Opłaciło się. Inwestycja szybko się zwróciła. Nigdy nie musieli dopłacać do biznesu. Dziś prócz strony internetowej, współpracy z instytucjami kultury i platformami sprzedaży mają też pracownię, która jest showroomem (mieści się przy ul. Grottgera w Warszawie).
Kto nosi „Idiotę”?
Dla kogo są ich koszulki? Oczywiście dla moli książkowych — w każdym wieku. Tych najmłodszych, na etapie „Awantury o Basię”, uczniów zakochanych w „Buszującym w zbożu” i tych wyrobionych, znawców pisarstwa Mirona Białoszewskiego czy Tomasza Manna. Ale też po prostu dla ludzi z dobrym gustem i poczuciem humoru. — Ludzie często kupują koszulki ze swoją ulubioną książką, ale wielu robi to dlatego, że po prostu im się podobają. Nie zawsze znają tytuł, ale widzą ładny obrazek i to chwyta. Czasem też sam tytuł jest tak wiele mówiący, że łatwo
się z nim identyfikować — uważa Karolina Bourgeon-Zielińska.
— Są tytuły trudne, np. „Idiota” Dostojewskiego — śmieje się Cezary Zieliński. — Albo „Ludzie bezdomni” — tej koszulki nikt nie chce! — wtóruje mu żona. „Filip z konopi” sprzedaje się świetnie, bo jest tam listek marihuany. „Idiotę” też ostatecznie kupują, bo to jest zabawne. Tak samo jak „Potrusia Pana” i „Małego księcia” — te koszulki są popularne, bo wyrażają pewną postawę życiową. Założyciele marki Kurdemol tłumaczą, że „Zły” ma wielu nabywców, bo to emblemat. Podobnie „Czuły barbarzyńca”. Są też lokalne atrakcje. Do Trójmiasta sprzedają dużo podkoszulków z napisem „Stary człowiek i morze”. Rzeczywiście, dzięki pracy poznają ciekawych ludzi. Na T-shirt z Tadeuszem Konwickim namówił ich Marcin Meller. Skontaktowali się z córką autora „Małej Apokalipsy” i dostali od niego list, że będzie szczęśliwy, jeśli jego tytuły znajdą się na koszulkach. Zabawne i owocne było też spotkanie z pisarzem Krzysztofem Vargą. Pojawił się w pracowni, by zamówić bluzy z Marcelem Proustem. Podał swoje dane.
— Kiedy wrócił po odbiór, byłam już gotowa do złożenia mu propozycji. Zapytałam, co by powiedział na to, żeby zrobić „Chłopaki nie płaczą”. Od razu się zgodził. To był strzał w dziesiątkę, „Chłopaki” dobrze się sprzedają — mówi Karolina Bourgeon-Zielińska.
Biznes od kuchni
Jak wygląda prowadzenie firmy? — Projekty wymyślamy razem. Poza tym podzieliliśmy się obowiązkami. Czarek jest od promocji, ogarniania strony, Instagrama. Ja od kontaktów z klientem, logistyki, transportu... W pracowni tylko ja od razu wiem, gdzie mam czego szukać — zaznacza Karolina Bourgeon- -Zielińska. Leży tam trochę koszulek. Kurdemol nie ma pełnej rozmiarówki, tylko te tytuły, które dobrze się sprzedają. Inne robią na bieżąco, gdy jest zamówienie. Ubrania szyją w szwalni w Poznaniu, torby w Słupsku. Nadruki na koszulkach są robione cyfrowo — sitodruk to metoda dla dużych serii. Poza tym nadruk cyfrowy dobrze znosi pranie. — Następnie wpinamy metkę, pakujemy rzeczy w foliową torebkę, idziemy na pocztę i... czujemy się fantastycznie — kwitują właściciele marki Kurdemol. Wpadki?
— Przez sześć lat działalności zdarzyła się nam tylko jedna. Klientka zamówiła w grudniu torbę, odebrała ją za późno, bo przeoczyła awizo. Do tego pierwszy i ostatni raz pomyliłam się, robiąc wysyłkę — zamiast szarej wysłałam jej torbę w kolorze écru — przyznaje Karolina Bourgeon-Zielińska.
Interes z misją
Zdarzają się też inne trudności. Prowadząc firmę, warszawskie małżeństwo boryka się z problemami, jakie mają wszystkie małe manufaktury.
— Nie mamy wystarczających nakładów, żeby wypłynąć na szerokie wody i zrobić dużą kampanię reklamową, dotrzeć do wielu ludzi. Pewien zasięg zbudowała nam współpraca z instytucjami kultury. Sami robimy, co możemy w mediach społecznościowych. Do tego sprowadza się nasz marketing — tłumaczą małżonkowie. Ponadto Kurdemol uczestniczy w targach — modowych, bo targi książki są dla nich za drogie. Na wykupienie tam stoiska potrzeba kilku tysięcy złotych. Są też w warszawskiej kawiarni Big Book Cafe, jednak i to jest pewnym problemem. Aby ich ubrania były w takich miejscach, trzeba je wykonać w pełnej rozmiarówce, a kawiarnie literackie często też po prostu nie mają miejsca na stojaki. Choć do biznesu nigdy nie musieli dokładać, nie jest on tak dochodowy, by mogli porzucić inne zajęcia, więc wciąż z nimi łączą prowadzenie firmy.
— Nie zarabiamy na tym dużo, ale nie taki był też nasz zamiar. Traktujemy to jako hobby, misję — twierdzą właściciele firmy. I dlatego prowadzą interes z rozwagą. — Nasze rzeczy to sezonowe produkty, żyją od marca do kwietnia, potem w lipcu, we wrześniu i oczywiście podczas świąt. Nie zatowarowujemy się rzeczami, realizujemy to, na co są zamówienia — mówi Cezary Zieliński.
Można zamawiać nawet po jednej sztuce, dowolny tytuł na dowolnym kolorze. Opracowali też najbardziej dogodny system rozliczania towaru. Na początku rozliczali się od sprzedanej sztuki. To nie zadziałało, więc zdecydowali się na ryczałt. Mają dobrych współpracowników, którzy decydują się na współpracę na zasadzie barteru, dlatego ich produkty nie są bardzo drogie (T-shirty kosztują 68-75 zł, bluzy — 169 zł, torby — 49 zł, topy damskie — 49 zł, ale wszystko można też upolować taniej w promocji). Mimo że statystyki czytelnictwa w Polsce przygnębiają, przedsiębiorcze małżeństwo ma dużo optymizmu.
— Przez te sześć lat widzieliśmy wiele innych firm koszulkowych, które nie utrzymały się na rynku. Nasza przetrwała, wciąż buduje markę, zyskuje kolejnych fanów. Wierzymy, że będzie jeszcze lepiej, interes po nas przejmą synowie, a Polacy zaczną czytać na potęgę jak Norwegowie — sumują małżonkowie. &








