Zegarek zdejmuj jako ostatni

Weronika A. Kosmala
05-12-2017, 22:00

Czas próby przed poważną relacją: Panerai zapewnia, że można z nim brać prysznic, F.P. Journe — że wie, jak działać przy zgaszonym świetle.

Spod mankietu wysuwa się prosty do bólu zegarek tegorocznej produkcji, a do kieszeni wślizguje łańcuszek z obłym i złotym czasomierzem z epoki. W obliczu zabytku zegarmistrzostwa — ze stylizowanymi cyframi i emalierską miniaturą jakiejś rumianej twarzyczki — pierwszy prezentuje się siermiężnie, co jednak nie pozbawia go szans na pokaźniejszy wzrost wartości w długim okresie.

DOBRY PATENT:
Wyświetl galerię [1/2]

DOBRY PATENT:

Model Grande et Petite Sonnerie Souveraine posiada jedną z trudniejszych komplikacji wybijania aktualnego czasu na żądanie — F.P. Journe pracował nad nią sześć lat, rejestrując przy tym dziesięć patentów. Spodziewana cena dochodzi do 360 tys. USD (1,3 mln zł). [FOT. SOTHEBY’S]

Wbrew pozorom, wiekowe zegarki nie zawsze mają solidniejszy potencjał inwestycyjny od wyprodukowanych w tym roku — nie wszystkie egzemplarze są przecież nieprzeciętnie rzadkie, a też niecodziennie trafiają się takie działające niezawodnie. W przypadku edycji współczesnych kryterium stanu zachowania jest co prawda traktowane znacznie surowiej, ale podstawowym czynnikiem jest ograniczenie długości samej serii, a więc znany z katalogów zapis „limited edition”.

Przy bardziej zaawansowanych egzemplarzach przykładowego F.P. Journe’a skąpa podaż wychodzi właściwie naturalnie, skoro pracownie są w stanie opuścić rocznie cztery egzemplarze — w naszych czasach? Trudno to sobie wyobrazić, ale genewski warsztat nie jest wcale przesiąknięty godną hipstera niechęcią do masowej skali, tylko wytwarzazegarki nieelektroniczne, tykające nawet w warunkach dramatu rozładowanego smartfona.

Zegarek bez kukułki

Tykanie i ding-dong kojarzą się błaho, jednak gdyby spojrzeć na konstrukcję maleńkich stalowych zawiłości mechanicznego zegarka, już podstawowa funkcja wybijania godziny jawi się jako inżynieryjny labirynt. Na aukcji w Sotheby’s zaplanowanej na 6 grudnia spóźniony święty Mikołaj miałby okazję się o tym przekonać, bo na licytację wystawiony zostanie F.P. Journe z około 2006 r. z limitowanej edycji i z tzw. repetierem.

Wyczerpałby prawdopodobnie budżet na prezenty, bo jego estymacja mieści się w przedziale 260-360 tys. USD (923 tys. — 1,3 mln zł), ale byłby to wydatek na edukacyjną zabawkę, dlatego że repetier jest jedną z tych komplikacji mechanizmu, którą inwestor powinien znać przynajmniej ze słyszenia.

Chodzi o dźwięk, który nie rozlega się bez przerwy i do szaleństwa, tylko na żądanie — po wciśnięciu przycisku, wybijane są różnymi tonami aktualne: godzina, kwadrans czy ilość minut. Wystawiony na aukcję model ma repetier minutowy, a więc bezlitośnie skomplikowany w wykonaniu, bo na kaprys właściciela wybija godzinę, dwutonowo kwadranse i cieńszym gongiem minuty, które upłynęły od kwadransa ostatniego. Dzięki temu, można posłużyć się nim w ciemności, a także w głębokiej nieświadomości, bo wszystko rozgrywa się pod schludnie uporządkowaną, czytelną tarczą.

Zegarki wyposażone w imponujące komplikacje prezentują często cały swój gąszcz śrubek w ramach tła dla cyfr i wskazówek, co sprowadza się do błyskawicznego komunikatu „stać mnie” i dłuższego czasu spędzonego na odczytywaniu godziny. F.P. Journe popisuje się natomiast bardziej wyważenie, bo posrebrzana tarcza jest przede wszystkim gładka, a mechanizm widoczny jest przez szafirową szybkę z drugiej strony koperty, zwróconą do nadgarstka. Konstruktor twierdzi w ramach specyfikacji, że zegarek ma być tak prosty w obsłudze jak dla ośmiolatka, nie wspominając, jak dorośli mogą zyskać w czyichś oczach, we właściwym czasie odkładając go na blat.

Lokata bezkrwawa

Na żadną z takich gier nie pozwoli drugi, jeszcze młodszy kandydat z Sotheby’s, który powstał jako unikat w 2017 r. i można go licytować przez internet do połowy grudnia. Skoro nie ma rodzeństwa, trudno w ogóle rozważać podaż, jednak sama unikatowość nie przesądzałaby o cenie, gdyby chodziło o byle jaką markę.

Officine Panerai nie przewija się przez katalogi równie natrętnie, co przykładowy rolex, bo o pozycji na rynku przesądziła właśnie długa nieobecność — pierwsze niewojskowe i limitowane serie zostały wprowadzone do obiegu dopiero w latach 90. Przedtem ludność cywilna mogła kojarzyć modele z kina wojennego albo nadgarstków żołnierzy włoskiej marynarki, bo marka zaopatrywała ich w ramach specjalnego zlecenia o słusznie wyśrubowanych wymaganiach.

W połowie lat 30. włoskie wojsko zaalarmowało potrzebę zegarka dla nurków — czyli niepsującego się w wodzie, a w dodatku czytelnego w prawie całkowitej ciemności. Officine Panerai podjęło się zadania, a archiwa marynarki wskazują nawet na dziesięć różnych prototypów, przy czym największym przełomem okazał się wynalazek powstały już po wojnie, nazwany sugestywnie „luminorem”.

Marka opracowała substancję fluorescencyjną, docenioną co prawda nie podczas walki na śmierć i życie, ale z pewnością w ramach oczyszczania zaminowanego dna przez podwodnych saperów. Licytowany na trwającej aukcji egzemplarz jest bezpośrednio oparty na tym modelu, co widać nawet po napisie „Luminor” na tarczy — po dwudziestu postąpieniach cena wspięła się do 70 tys. GBP (334 tys. zł), mimo że zawodowy saper już raczej nie sięgnąłby po niego w pracy.

Jak podaje katalog, dla przykładnego sprawdzenia detali koperta została rozszczelniona, więc dom aukcyjny nie gwarantuje, jak niby-wojskowy mechanizm zachowa się, gdy będzie mokry. Jest unikatem, dlatego może się sprawdzić w roli bezpiecznej lokaty, ale bliżej mu do wyścielonej na beżowo szuflady w garderobie niż do nadgarstka zamykającego za sobą właz żywej torpedy na morzu. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zegarek zdejmuj jako ostatni