Nowy prezes Zelmera rozpoczyna restrukturyzację fabryki sprzętu AGD. Andrzej Libold ma dwa lata, aby podnieść wartość spółki, przywrócić jej rentowność i zwiększyć sprzedaż o ponad 100 mln zł.
Andrzej Libold, nowy szef fabryki urządzeń AGD Zelmer, uruchomił program sanacji rzeszowskiej spółki. Jesienny audyt Zelmera wykazał, że w ciągu siedmiu miesięcy tego roku firma straciła prawie 20 mln zł. Wartość kredytów przekracza 40 mln zł przy zaledwie 150 mln zł kapitałów własnych.
— Te liczby zrobiły wrażenie na pracownikach, którzy wcześniej nie wierzyli, że może być tak źle. To prawda, że sprzedaż na całym rynku AGD zmniejszyła się w tym roku, ale w Zelmerze spadła o 10 proc. — mówi Andrzej Libold.
Przyszły rok nie zapowiada rewolucyjnych zmian.
— Liczymy na zahamowanie spadków sprzedaży, ale tendencje na rynku będą zbliżone do tegorocznych. Producenci drobnego sprzętu mają trudniej, bo ich rynek jest bardziej nasycony, głównie z powodu importu taniego sprzętu z Dalekiego Wschodu — komentuje Radosław Dróżbik z działu marketingu Amiki z Wronek.
Zarząd dostał od ministra skarbu, który nadal pełni funkcję właścicielską dla fabryki, dwa lata na zrestrukturyzowanie spółki. Prawdopodobnie dopiero po upływie tego czasu resort zamierza powrócić do projektu prywatyzacji spółki.
— Minister oczekuje zwiększenia wartości aktywów fabryki, zahamowania tempa spadku obrotów i przede wszystkim wykazania realnych zysków. W ciągu trzech lat Zelmer praktycznie oddał rynek konkurencji — Moulinexowi, Electroluxowi czy Boschowi. Obecność tych firm świadczy o atrakcyjności tego sektora dla firm produkcyjnych. Najważniejszą sprawą jest jednak utrzymanie poziomu eksportu. Po 10 miesiącach sprzedaż zagraniczna wzrosła prawie o 7 proc. — to trzecia część obrotów fabryki, a może być jeszcze więcej. Jednak żeby eksport był opłacalny, trzeba zmniejszyć koszty. Obcinamy wszystkie wydatki, które nie są związane z utrzymaniem produkcji. Zacząłem od wypowiedzenia umów pięciu z 16 spółek zewnętrznych kooperujący z Zelmerem — wylicza Andrzej Libold.
Wydatki, które nie finansują bezpośrednio produkcji, pochłaniają 30 mln zł rocznie.
— Musimy je ograniczyć o 25 proc. — dodaje prezes Zelmera.
W fabryce zatrudniającej 2,7 tys. osób działa osiem związków zawodowych. Zarząd na razie wstrzymał decyzje o redukcji pracowników, ale zwolnienia będą konieczne.
— Od nowego roku Zelmer musi mieć konkurencyjny produkt, czyli na pewno nie droższy od innych markowych wyrobów w tej branży. Mimo trudnej sytuacji finansowej będą pieniądze na rozwijanie działu sprzedaży — podkreśla Andrzej Libold.