Mimo że o węglu brunatnym jako elemencie bezpieczeństwa energetycznego mówiła w exposé premier Beata Szydło, biznes oparty na tym surowcu nadal będzie trudny. Ilustracją jest giełdowy kurs Zespołu Elektrowni Pątnów Adamów Konin (PAK), produkującego prąd wyłącznie z wykorzystaniem węgla brunatnego. Od debiutu w 2012 r. akcje PAK straciły dwie trzecie wartości. Łatwej poprawy nie zapowiadają zmiany w zarządzie PAK. Nieco ponad miesiąc po odwołaniu zarządu Katarzyny Muszkat, z kierowania firmą zrezygnował
Janusz Kaliszyk, menedżer od lat związany z firmami Zygmunta Solorza-Żaka. Biznesmen, jeden z najbogatszych Polaków, kontroluje PAK, ale nie objaśnił przyczyny zmian. Przepytani przez nas eksperci też nie mają koncepcji. Wiadomo jednak, że PAK ma przed sobą problem. I to niejeden. Po trzech kwartałach PAK ma 21 mln zł zysku netto, w porównaniu z 67 mln zł rok wcześniej.
A nie można wykluczyć, że pod koniec roku firma zdecyduje się na odpisy, idąc w ślad PGE. Ta największa firma energetyczna w kraju odpisała niedawno znaczną część wartości bloków opalanych węglem brunatnym (odpis sięgnął 8,8 mld zł), potencjalnie najdroższych w eksploatacji w przyszłości. Dlatego Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK, który wycenia akcje PAK na 9,7 zł (wczorajszy kurs to 10,07 zł), widzi przed firmą głównie trudne wyzwania.
— Po pierwsze, tani węgiel kamienny. Dzięki niemu bloki opalane tym węglem, konkurencyjne w stosunku do bloków PAK, produkują prąd taniej, wypychając PAK z rynku. A nadchodzą jeszcze kolejne zagrożenia, czyli budowane nowoczesnebloki w Kozienicach, Opolu i w Jaworznie — tłumaczy Paweł Puchalski.
Drugim wyzwaniem jest rosnąca cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Energetyka oparta na węglu brunatnym jest „najbrudniejsza”, więc potrzebuje ich najwięcej. Trzecim wyzwaniem jest relatywnie mała skala działania PAK.
— W węglu brunatnym koszty stałe, związane z wydobyciem odkrywkowym, są wysokie. Dlatego wielka elektrownia w Bełchatowie [należy do PGE — red.] radzi sobie lepiej niż mniejszy PAK — zauważa Paweł Puchalski.
Problemem są też inwestycje. PAK zawiesił już wart ok. 800 mln zł program modernizacji części bloków produkcyjnych, mających przedłużyć im życie do 2030 r.
— W obecnych warunkach makroekonomicznych taka inwestycja nie dawałaby zwrotu, zatem to dobry ruch — zauważa jeden z analityków. Rezygnacja z modernizacji i wyłączenie bloków oznacza jednak, że po 2018 r. PAK będzie działał na jeszcze mniejszą skalę niż dotychczas. A to przełoży się na wysokie średnie koszty działania, a to natomiast — na mniejszy popyt na prąd od PAK.
Paweł Puchalski jest pesymistą. — Zakładam, że po 2018 r., kiedy bloki PAK będą musiały konkurować np. z nowymi Kozienicami, popyt na produkowaną przez PAK energię dramatycznie spadnie. A to odbije się na zyskach — przewiduje Paweł Puchalski.
Inni analitycy zwracają uwagę, że pomocą dla PAK może być wprowadzenie rynku mocy (czyli wynagradzania bloków za samą gotowość do produkcji, np. w godzinach szczytu). Problem w tym, że te plany są w powijakach. Pomogłoby też odbicie cen energii, ale prognozy są tu obarczone ogromnym ryzykiem.
Rekomendacji zachęcających do kupowania akcji PAK nie ma. DM BZ WBK zaleca sprzedaż, a Pekao IB w październiku obniżyła zalecenie z „kupuj” do „trzymaj”.


