ZG długo będzie deficytowa

Wojciech Pysiewicz
opublikowano: 1999-12-29 00:00

ZG długo będzie deficytowa

Start „Zielonej Gazety” kosztował 60 mln zł

BEZ DUŻYCH PIENIĘDZY: Zdaniem Zenona Kuleja, redaktora naczelnego „Czasu Warszawskiego”, przyczynami hamującymi szybki rozwój prasy bezpłatnej jest brak dużego kapitału, koniecznego do wypromowania gazety, a także trudności ze zdobyciem znaczących reklamodawców. fot. B. Skrzyński

Ze sporym rozmachem wszedł na rynek pierwszy w Polsce bezpłatny tygodnik skierowany do mieszkańców największych miast — „Zielona Gazeta”. Szacunkowy koszt przedsięwzięcia to 60 mln zł. Jednak specjaliści powątpiewają w szybki finansowy sukces nowego tygodnika.

„Zielona Gazeta” ruszyła z wielkim rozmachem. Do jej kolportażu zaangażowano 3,5 tys. osób, które co tydzień mają roznosić czasopismo bezpośrednio do mieszkań. Koszt całego przedsięwzięcia, wraz z infrastrukturą techniczną i uruchomieniem drukarni, szacuje się na 60 milionów zł. W powstanie gazety zaangażował się kapitał duński.

Czy to się opłaca

— „Zielona Gazeta” jest nowym pismem na polskim rynku, wydawanym na podstawie licencji i przy współpracy Green Group International. Co tydzień docieramy do mieszkań, domów i firm w pięciu największych miastach Polski — Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie i Katowicach. Łączny nakład pisma wynosi 1,5 miliona egzemplarzy — mówi Tomasz Kuśmierski, dyrektor marketingu „Zielonej Gazety”.

W marcu 2000 roku gazeta zacznie ukazywać się także w Gdańsku, Szczecinie i Wrocławiu. Z biegiem czasu wydawcy chcą zaistnieć we wszystkich większych miastach w kraju, zwiększając nakład do ponad 2 mln egzemplarzy. Wzrosnąć ma także objętość z 24 do 64 stron. Cena jednej strony reklamy w wydaniu trafiającym do pięciu miast wynosi 50 tys. zł.

— W Polsce bardzo trudno wydawać bezpłatną gazetę, gdyż reklamodawcy jeszcze nie wierzą w ten segment prasy. „Zielona Gazeta” będzie musiała poczekać na sukces, chyba że zadziała marketingowo rozmach, z którym weszła na rynek — mówi Krzysztof Katner, wydawca warszawskiego „Echa Nadwiślańskiego”.

Jego zdaniem, jeżeli wydawcy „Zielonej Gazety” znajdą pieniądze na 5-7 lat działalności, to może uda im się osiągnąć sukces.

— Tę gazetę cechują wysokie ceny powierzchni reklamowej. Małe firmy ze względu na wysokie koszty nie będą zainteresowane reklamą, a duże muszą to dopiero zaplanować w swoich budżetach. Bardzo kosztowna jest również obrana forma kolportażu — mówi Krzysztof Katner.

W największych miastach w Polsce rywalizacja na rynku prasy bezpłatnej jest bardzo duża. W samej tylko Warszawie ukazuje się około 50 różnych bezpłatnych gazet, których nakłady dochodzą do 50 tys. egzemplarzy. Jednak tylko nieliczne wykraczają swoim zasięgiem poza obszar jednej dzielnicy. W większych bezpłatnych warszawskich gazetach ceny reklam dochodzą do 6 tys. zł. Największe bezpłatne pisma to najczęściej tygodniki o objętości 12-16 stron, w których średnio połowę powierzchni zajmują ogłoszenia.

Nie boją się „Zielonej”

Przedstawiciele lokalnej prasy bezpłatnej zapewniają, że pojawienie się „Zielonej Gazety” nie zahamuje ich rozwoju.

— „Zielona Gazeta” nie jest gazetę lokalną. Nasz tygodnik zajmuje się sprawami gminy i dzielnicy, ma także lokalne wkładki — mówi Zenon Kulej, redaktor naczelny „Czasu Warszawskiego”.

Jego zdaniem, „Zielona Gazeta” prezentuje bardzo zróżnicowaną tematykę i nie ma sprecyzowanego odbiorcy.

— Poza tekstami reklamowymi zza biurka nie znalazłem tam nic, co mogłoby ludzi zainteresować. Także zapowiedzi, że będzie to gazeta dostarczana do każdego mieszkania okazały się przedwczesne — mówi Zenon Kulej.