Zielone światło dla leków z zagranicy

AT
opublikowano: 09-05-2013, 00:00

Nowelizacja prawa farmaceutycznego ułatwi lekom z importu dostęp do listy refundacyjnej. Nie wszyscy są zadowoleni.

Po ponad roku od wejścia w życie ustawy refundacyjnej Ministerstwo Zdrowia postanowiło wyciągnąć dłoń do importerów leków i wprowadzić oczekiwane przez nich zmiany. Jak wynika z projektu nowelizacji ustawy, który trafił właśnie do konsultacji społecznych, mogą liczyć na ułatwioną procedurę wprowadzenia leków z importu równoległego (import z hurtowni na terenie UE) na listę preparatów z dopłatami. Jest jeden warunek: przywieziony produkt musi być co najmniej o 15 proc. tańszy niż taki sam preparat wprowadzony na listę bezpośrednio przez producenta. Zdaniem niektórych ekspertów, może on sprawić, że zmiany wprowadzone przez resort zdrowia — choć miały wyjść naprzeciw importerom — mogą im zaszkodzić.

PLASTER NA PROBLEMY:
 Ministerstwo Zdrowia, zarządzane przez Bartosza Arłukowicza, przedstawiło właśnie projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej. Proponowane zmiany mają wspomóc import leków, a ukrócić ich eksport. Po wprowadzeniu ustawy farmaceutyki zaczęły masowo z Polski wyjeżdżać. [FOT. WM]
PLASTER NA PROBLEMY: Ministerstwo Zdrowia, zarządzane przez Bartosza Arłukowicza, przedstawiło właśnie projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej. Proponowane zmiany mają wspomóc import leków, a ukrócić ich eksport. Po wprowadzeniu ustawy farmaceutyki zaczęły masowo z Polski wyjeżdżać. [FOT. WM]
None
None

— Równoległy import leków może się zmniejszyć — uważa Michał Pilkiewicz, szef polskiego oddziału IMS Health. Przypomnijmy, przed 1 stycznia 2012 r. importerzy mogli liczyć na uproszczoną procedurę dla wszystkich leków, które są już na liście. Sami zainteresowani, czyli importerzy, nie są jednomyślni w sprawie szykowanej nowelizacji. Inpharm jest z niej raczej zadowolony.

— Lobbowaliśmy wprawdzie za 10-procentową różnicą w cenie. Uważam jednak, że proponowane zmiany to dobra wiadomość dla importerów, mimo że ministerstwo zdecydowało się na 15 proc. — przekonuje Sławomir Bernaciak, prezes Inpharmu.

Tomasz Dzitko, założyciel konkurencyjnej Delfarmy, uważa natomiast, że tak duża obniżka powinna być dystrybutorom zrekompensowana.

— Powinny zostać wprowadzone takie rozwiązania jak w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii — mówi Tomasz Dzitko. Za Odrą leki z importu muszą mieć co najmniej pięcioprocentowy udział w sprzedaży każdej apteki. W Wielkiej Brytanii natomiast farmaceuci są zachęcani do sprzedaży tańszych leków poprzez obniżoną refundację. Sprzedaż preparatów z importu, które często mają niższe ceny od rodzimych odpowiedników, pozwala im poprawić marże.

Importerom leków zależy na szybkim rozwiązaniu kwestii refundacji, bo ich wpływy się kurczą. Jak szacuje Tomasz Dzitko, w 2012 r. import równoległy zmniejszył się o 4 proc., do ok. 190 mln zł.

— Skurczył się cały rynek farmaceutyczny, spadkinie ominęły również leków z importu — zaznacza Tomasz Dzitko. W 2012 r. Delfarma spadała równo z rynkiem. 2013 r. ma być dla niej bardziej pomyślny. Przychody łódzkiej spółki mają wzrosnąć o ok. 10 proc., do 89 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AT

Polecane