Ekolog z korporacyjną przeszłością
W pewnym momencie zrozumiałem, że doświadczenie zdobyte w biznesie, warto wykorzystać na rzecz ochrony środowiska.
"Puls Biznesu": Reprezentuje pan Międzynarodowy Zielony Krzyż na konferencji klimatycznej ONZ, która w poniedziałek rozpoczęła się w Poznaniu. Co to za organizacja?
Adam Koniuszewski, dyrektor zarządzający Międzynarodowego Zielonego Krzyża: Fundacja założona przez Michaiła Gorbaczowa w 1993 r., tuż po Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro. Były radziecki prezydent chciał stworzyć ekologiczny odpowiednik Międzynarodowego Czerwonego Krzyża — zapobiegający katastrofom środowiska naturalnego i pomagający ich ofiarom.
U progu dorosłości raczej nie myślał pan o działalności ekologicznej.
Rzeczywiście, jestem absolwentem zarządzania i administracji na Uniwersytecie Concordia w Montrealu. Zdobyłem dyplom z finansów i specjalizowałem się w nowoczesnych instrumentach finansowych. Mam tytuł CA i CFA. Karierę zawodową rozpocząłem 13 lat temu w Deloitte Touche. Najpierw pracowałem w Kanadzie, potem w Wielkiej Brytanii. W 1998 r. przeszedłem do koncernu Philip Morris w Szwajcarii. We wrześniu 2005 r. trafiłem do Polski, jako członek zarządu i dyrektor działu ds. korporacyjnych tej firmy.
Kiedy postanowił pan ratować Ziemię?
W tytoniowym koncernie zajmowałem się m.in. government relations, nadzorem nad strategią komunikacyjną i społeczną odpowiedzialnością biznesu. Dość ściśle współpracowałem z przedstawicielami PCK, z Piotrem Pawłowskim z fundacji Integracja i z ks. Andrzejem Augustyńskim, szefem Stowarzyszenia U Siemachy. Podziwiałem tych ludzi, bo poświęcili się, by pomagać innym: ubogim, trudnej młodzieży, niepełnosprawnym. Zapytałem sam siebie, co jest dla mnie najważniejsze. A że od dziecka pociągały mnie sprawy związane ze środowiskiem naturalnym, wybór obszaru działalności był oczywisty. Pomysł pracy w Zielonym Krzyżu podsunęła mi przyjaciółka.
A nie była to przypadkiem jakaś forma tzw. downshiftingu, czyli ucieczki od zawrotnego tempa, narzucanego menedżerom przez korporacje?
Pracuję dużo i intensywnie. Mógłbym nawet zaryzykować stwierdzenie, że dużo więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Bo Zielony Krzyż ma 30 oddziałów w różnych strefach czasowych. A do mnie należy koordynacja ich działań. Zaczynam dzień o 7.30 — od rozmów z Australią i Japonią, a kończę o 22-23 — telefonem do Kalifornii.
No to gdzie czas na rodzinę, przyjaciół, pasje?
Rodzina? Jest w planach. A pasje są powiązane z działalnością ekologiczną. Uprawiam różne dyscypliny sportowe. Narty — im dalej od wyciągów i stoków, tym lepiej. Poza tym triatlon i maratony. Wysiłek fizyczny to dla mnie sposobność do spędzania czasu w miłym towarzystwie i w czystym otoczeniu.
Korporacyjna przeszłość jest dla pana pomocą czy zbędnym balastem?
Działam na styku ekologii, biznesu, polityki, mediów. Kontakty, które nawiązałem jako menedżer i konsultant, dzisiaj procentują. Podobnie jak moje kosmopolityczne doświadczenie. Urodziłem się w Polsce, ale wychowałem w Kanadzie. Pracowałem w wielu krajach, wśród ludzi różnych języków, kultur i mentalności. Dzięki temu łatwiej mi zrozumieć i zaakceptować różne punkty widzenia.
A jak pan reaguje na stwierdzenie, że globalne ocieplenie to bujda na resorach, wymyślona przez cwanych ekologów, by zdobyć pieniądze na ich działalność?
Na szczęście coraz rzadziej spotykam się z tą teorią... A jeśli już, to w Polsce. Zmiany klimatyczne są faktem. I żaden poważny naukowiec nie zaprzeczy, że stoi za tym działalność człowieka. Proces biodegradacji jest o 30 proc. szybszy niż zdolność naszej planety do odnowienia zasobów.
Polska, gospodarz poznańskiej konferencji ekologicznej, jest w trudnej sytuacji. Aż 95 proc. energii wytwarzamy z węgla. Ograniczania emisji CO2 uderzy w naszą gospodarkę. I co z tym zrobić?
Może jest tu pole do współpracy z innymi krajami, np. Chinami? Tamta gospodarka też jest oparta na węglu. Od pewnego czasu zdają sobie sprawę, że przyszłość to nowe technologie i energia odnawialna. Pekin promuje inwestycje proekologiczne i tworzy system podatkowy, korzystny dla firm dbających o środowisko.
Rozmawiał: Mirosław Konkel