Ziemniaczany impas — furtka jest i nie ma

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-10-16 22:00

Europie brakuje ziemniaków. Polska ma ich w nadmiarze. I co? I nic. Belgowie i Holendrzy ostrzegają przed naszymi.

Na początku września pisaliśmy, że polskie ziemniaki walczą o drugie życie — branża próbuje się zorganizować, na sklepowych półkach pojawiają się kolejne ich rodzaje, a wciąż niewykorzystaną szansą jest eksport. Teraz furtka uchyliła się szerzej, bo w części krajów europejskich są poważne niedobory, a u nas — urodzaj.

Branża skarży się jednak, że lokalne organizacje producentów ziemniaków próbują tę furtkę zatrzasnąć. Nasze tegoroczne zbiory ziemniaków to, według szacunków, 31 proc. więcej niż rok temu, a ceny są o 60-75 proc. niższe niż na zachodzie Europy — podał Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

Ich tam bowiem brakuje, a koszty produkcji — ze względu na niesprzyjającą im pogodę — były wyższe. Ponadto producenci borykali się z chorobami. W Polsce tymczasem wzrosła powierzchnia nasadzeń i efektywność z hektara. Sytuacja w Europie wydawałaby się więc idealna do zagospodarowania naszych produkcyjnych nadwyżek.

Branżowy portal Freshplaza. com poinformował jednak, że belgijskie i holenderskie stowarzyszenia producentów ziemniaków wydały niedawno instrukcję dla swoich importerów, ostrzegając przez zakupem ziemniaków z Polski.

— Dostaliśmy — i jako firma, i jako stowarzyszenie Polski Ziemniak — kilka stron informujących, by uważać na ziemniaki z Polski i dokładnie sprawdzać certyfikaty i inne dokumenty. Wydźwięk jest dla nas jasny: z tymi ziemniakami są problemy — mówi „PB” Łukasz Ostrowicz z firmy Bugaj. Sęk w tym, że Polska jako jedyny kraj w UE jest obłożona obowiązkiem dodatkowych kontroli w związku z chorobą ziemniaków — bakteriozą pierścieniową.

— Przechodzenie badań jest tak dużym utrudnieniem, że rolnikom nie opłaca się ich robić. W tym roku w związku z dużą nadpodażą zdecydowali się na nie, ale gdy pierwsze samochody zaczęły docierać do Belgii i Holandii, zostały wydane wspomniane zalecenia — dodaje Łukasz Ostrowicz. Bakterioza bywa problemem małych producentów i związana jest z używaniem niekwalifikowanych sadzeniaków.

— Więksi producenci kupują profesjonalny materiał m.in. właśnie od Holendrów, więc tym bardziej paradoksalna jest obecna sytuacja — twierdzi Łukasz Ostrowicz. Zeszłoroczny eksport ziemniaków sięgnął 16 tys. ton, rok wcześniej wyniósł 22 tys. ton. To kropla w morzu przy produkcji 3,5 mln ton ziemniaków na cele konsumpcyjne.

— Mimo trudności administracyjnych w tym roku i tak należy się spodziewać przy tak niskiej bazie kilkusetprocentowej albo nawet większej dynamiki, ale kluczowe dla branży jest uzyskanie możliwości eksportu na warunkach przysługujących każdemu innemu krajowi UE — uważa Łukasz Ostrowicz.