Przewoźnicy zdobyli dużą popularność dzięki nowym kierunkom. Gdy jednak znikną turyści, o ich przetrwaniu zdecydują Londyn i niemieckie porty.
Sezon żniw dla tanich linii dobiega końca. Po drugim sezonie letnim „otwartego nieba” i zadomowieniu się na polskim rynku przewoźnicy wiedzą już, jakie kierunki Polaków nie skuszą. Mają też pomysły na kolejną porcję eksperymentów.
Po pierwsze — Londyn
Pewniakiem dla wszystkich jest Londyn. Tu żaden przewoźnik nie wyłamał się z szeregu. I jest to kierunek, o który nie należy się obawiać nawet w krytycznym sezonie jesienno-zimowym. Wiele wskazuje na to, że dołączą do niego kierunki niemieckie — dla small businessu.
— Po stronie polskiej i niemieckiej jest wiele średnich i małych firm, które ze sobą współpracują. Tego rodzaju pasażerom potrzebne są połączenia do mniejszych miast po obu stronach granicy, a co ważniejsze — płacą za przelot z własnej kieszeni, a nie korporacji. Tania linia jest więc dla nich o wiele bardziej atrakcyjna — tłumaczy Tomasz Dziedzic z Instytutu Turystyki.
Po drugie — praca
Przewoźnicy starali się także ułatwić życie Polakom poszukującym pracy poza krajem. Stąd rejsy do Edynburga, Shannon czy Dublina. Te kierunki będą w najbliższych miesiącach pozwalały utrzymać się na rynku i przeczekać chude miesiące. Tym właśnie tropem poszedł Ryanair, który wkrótce zmieni obraz polskiego rynku lotniczego, wprowadzając połączenia z Bydgoszczą, Rzeszowem czy Łodzią.
Dobre tylko na lato
Bardzo sezonowym kierunkiem okazała się Barcelona. Zrezygnowały z niej Centralwings, SkyEurope i Wizz Air. Praga też nie sprostała oczekiwaniom (Centralwings wycofał się), podobnie jak Ateny (broń złożył Wizz Air).
— Barcelona była hasłem. W rzeczywistości samoloty lądowały w Geronie, czyli kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Katalonii. To może dobry pomysł dla turystów lecących na Costa Brava, ale nie dla biznesmenów. Zwłaszcza że loty z Warszawy na główne lotnisko w Barcelonie oferuje LOT — mówi Tomasz Dziedzic.
Co ciekawe — w rozkładzie pozostała Lizbona.
— To jedyne połączenie stolic polskiej i portugalskiej — wyjaśnia Tomasz Dziedzic.
Przewoźnicy mają teraz kilka miesięcy na przygotowanie się do kolejnego gorącego okresu. Przyszedł więc czas na testowanie kolejnych pomysłów.
— Zawieszamy letnie połączenia, by przesunąć samoloty na inne trasy — mówi Natasa Kamer, rzecznik Wizz Air.
Linia chce przetestować loty do Kowna.
— Tanie linie lubią ryzyko. Wizz Air podejmuje decyzje i często je zmienia. Ma wolne samoloty, więc nic nie szkodzi spróbować — ocenia Tomasz Dziedzic.
Czas rekordów
Dobra passa dla tanich linii trwa. Wszystkie ogłaszają przekroczenie kolejnych symbolicznych wyników. Wizz Air sprzedał w sierpniu 2-mln bilet, a w lipcu i sierpniu przewoził niemal po 200 tys. osób. Przewiózł też milionowego pasażera z Polski. Linia ocenia, że ma 25 proc. rynku tanich przewozów na Węgrzech i 38 proc. w Polsce. Centralwings zaplanował do końca 2005 r. transport 700 tys. osób, czyli ponad 25 proc. tego, co LOT. Deklaruje, że w następnym roku liczba ta się podwoi. 2 mln osób przewiózł także SkyEurope i z tym wynikiem wybrał się na publiczny rynek. Wśród tanich linii sezonowość najmniej dotknęła EasyJet.
— W sezonie letnim (kwiecień-wrzesień 2004) EasyJet przewiózł około 56 proc. pasażerów w odniesieniu do całkowitej liczby pasażerów obsłużonych w ciągu 12 miesięcy (czyli od 30 września 2003 r.) — mówi Magda Georgica z biura prasowego EasyJet.
Nic dziwnego — linia działa od 10 lat i ma mocną pozycję, o którą młode tanie linie z naszego regionu będą musiały powalczyć.