Czwartkowy poranek przynosi serię złych informacji z Azji. Dlatego neutralny wydźwięk sesji w USA nie ma już żadnego znaczenia. Dla inwestorów w Warszawie ważniejsze od postawy Wall Street mogą być spadkowe sesje na giełdach Ameryki Południowej (Bovespa straciła 1,1 proc., indeks giełdy w Meksyku 0,6 proc. i jest najniżej od dwóch tygodni), ponieważ są one zaliczane do wspólnej z GPW kategorii rynków wschodzących.
Jednak znacznie poważniejsze ryzyko rodzi potencjalna reakcja na dane z
Azji. Na pierwszy plan wysuwa się deficyt handlowy Chin w skali nie notowanej od
siedmiu lat (7,3 mld USD). Eksport wzrósł wprawdzie, ale zaledwie o 2,4 proc.,
podczas gdy import wzrósł o 19,4 proc. Dane są znacznie gorsze od oczekiwań
(spodziewano się prawie 5 mld USD nadwyżki z wymiany handlowej) i mogą świadczyć
o spowolnieniu i chińskiej i światowej gospodarki. Są groźne także z innego
powodu - Chiny odegrały już w tym roku rolę rycerza na białym koniu kupując
obligacje irlandzkie czy hiszpańskie. Brak nadwyżek walutowych może ograniczyć
tę działalność. W dalszej części roku spodziewana jest poprawa salda obrotów
towarowych, ale z pewnością nadwyżka będzie niższa niż w 2010 r.
Słabsze od oczekiwań dane napłynęły też z Japonii, gdzie PKB spadł w IV
kwartale o 1,3 proc., wobec pierwotnie szacowanego spadku o 1,2 proc. W
Australii rynek pracy nieoczekiwanie skurczył się o 10 tys. etatów, a oczekiwano
wzrostu o 20 tys. Na to nakładają się jeszcze - wprawdzie oczekiwane, ale dla
rynków nieprzyjemne - decyzje o wzroście stóp procentowych w Korei i Tajlandii.
Reakcja inwestorów mogła być tylko jedna. Nikkei i SCI straciły po 1,5
proc., Kospi 1 proc., a Hang Seng 0,8 proc. Cała czwórka rozpoczęła sesje wyżej
niż je kończyła, przewaga sprzedających utrzymała się przez cały dzień, tylko w
Seulu inwestorzy walczyli o lepszą końcówkę.
W Europie nastroje będą więc złe
od rana, choć już wczoraj nie były szampańskie. Problem polega na tym, że spadki
indeksów rzędu 0,5-1 proc. mogą sprowadzić indeksy do nowych minimów trendu
spadkowego rozpoczętego w połowie lutego. To zaś dałoby podwaliny obawom o
przedłużenie korekty o kolejnych kilka procent.
W Warszawie na razie sytuacja nie jest aż tak poważna. Zaledwie kilka dni
temu w Warszawie świętowano nowe rekordy hossy. Odbicie od szczytu nie jest
niczym niezwykłym, w ostatnich czterech miesiącach każdy nowy szczyt hossy
owocował natychmiastową korektą spadkową. Poziom obrony to okolice 2650 pkt -
dość odległe by na razie nie martwić się nimi.
Kontrakty na S&P nieznacznie spadają, ropa zaś drożeje - mamy
odwrotność wczorajszej sytuacji. Dane o bilansie handlowym Niemiec (za styczeń)
także wskazują na spowolnienie eksportu, a nadwyżka spadła z 12 do 10 mld EUR.
To także argument za spadkami na otwarciu. Przed sesją poznamy jeszcze dane o
produkcji przemysłowej Francji, o 10:30 analogiczne dane dla Wielkiej Brytanii,
a o 13:00 decyzja Banku Anglii. O 14:30 poznamy zaś bilans handlu zagranicznego
USA. Tu oczekiwany jest deficyt rzędu 41,5 mld USD, choć po danych z Niemiec i
Chin możliwe, że będzie znacznie niższy. W końcówce sesji opublikowany zostanie
indeks wskaźników wyprzedzających w USA oraz indeks cen nieruchomości. Przez
całą sesję nie powinno zabraknąć więc emocji.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Emil Szweda, Noble Securities