Złotemu pomagają oczywiście najbardziej warunki zewnętrzne, czyli przede wszystkim zdecydowane osłabienie dolara na światowych rynkach. Ale też i czynniki związane z dobrą kondycją naszej gospodarki mają tu wpływ niebagatelny. Opublikowany w ubiegłym tygodniu wskaźnik aktywności gospodarczej polskiego przemysłu świadczy, że negatywne tendencje zdecydowanie słabną i niedługo możemy spodziewać się powrotu na ścieżkę wzrostu. Postrzeganie naszej gospodarki i jej perspektyw przez międzynarodowe instytucje finansowe jest wciąż bardzo dobre i ciągle docierają nowe sygnały potwierdzające te opinie. Najświeższe, to podwyższenie prognozy dla polskiej gospodarki przez JP Morgan oraz potwierdzenie przez agencję Standard&Poors ratingu dla naszego kraju i utrzymanie stabilnej perspektywy.
W tych warunkach trudno się dziwić, że złoty zachowuje się wyjątkowo dobrze. Kurs dolara został sprowadzony do poziomu najniższego od początku listopada ubiegłego roku. Opcyjnie ekstrawagancje kursu mamy już dawno za sobą. Teraz liczą się solidne fundamenty, a nie krótkotrwała spekulacja.
W tej chwili złoty, podobnie jak inne waluty naszego regionu, korzysta ze
zwiększonej chęci zakupów bardziej ryzykownych aktywów przez międzynarodowy
kapitał. Jednak wszystko wskazuje na to, że nawet gdy pozytywne nastawienie
inwestorów do naszych rynków minie, możemy liczyć, że złoty na tym ucierpi
znacznie mniej, niż
waluty. Na razie, póki giełdom nie grożą poważniejsze
spadki, możemy się cieszyć z umocnienia złotego, choć ta radość nie jest
powszechna. Eksporterzy woleliby widzieć naszą walutę znacznie słabszą, ale
przecież mieli kilka ładnych miesięcy „żniw". Teraz głębiej oddychają importerzy
i przede wszystkim posiadacze kredytów walutowych. Tylko od końca czerwca frank
potaniał o 32 grosze, czyli o ponad 10 proc. Od najwyższego poziomu z lutego
tego roku spadek ceny płaconej za „szwajcara" sięgnął ponad 60 groszy, czyli
około 19 proc.
Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance