W środę notowania złotego nie uległy większym zmianom. Cena euro trzymała się przedziału 4,71-4,74 zł, a dolara — 3,89-3,92. Z powodu świąt obroty były o wiele mniejsze niż zazwyczaj. Gracze nie sprzedawali naszej waluty, pomimo nie najlepszych dla niej informacji. Szanse utworzenia rządu przez Marka Belkę wydają się małe i rośnie przekonanie, że przedterminowe wybory są nieuniknione. A tu Samoobrona w natarciu — według sondaży PBS, głosowałoby na nią 29 proc. Polaków.
Jedyny pozytyw to wczorajsza wypowiedź szefa SLD Krzysztofa Janika, że poziom poparcia dla Marka Belki wzrósł. O godz. 15.50 dolar wyceniany był na 3,8970 zł, a euro na 4,7220 zł (odchylenie +1,58 proc.). Przedświąteczny spokój może okazać się ciszą przed burzą. Niekorzystnych informacji jest coraz więcej.
Mimo porannego osłabienia na rynku międzynarodowym notowania należały do euro. W czasie azjatyckich godzin handlu kurs zniżkował z 1,2140 do 1,2050 USD. Inwestorzy byli pod wrażeniem danych z rynku pracy USA. Z czasem jednak notowania euro zwyżkowały do 1,2142 USD, na co wpłynęły spadki na Nasdaq oraz wzrost napięcia w Iraku. O godz. 15.35 euro wyceniane było na 1,2118 USD.
Wraz z kolejnymi dobrymi danymi makro z USA rosną oczekiwania na podwyżkę stóp za Atlantykiem. Rynek spekuluje też o możliwych cięciach stóp w Eurolandzie. Amerykańska waluta może tylko na tym zyskać. Osłabić ją może pogorszenie się sytuacji w Iraku. Piątek jest dniem wolnym od pracy w USA. Dlatego nie spodziewamy się już gwałtownych zmian na rynku. Kurs euro powinien oscylować w przedziale 1,20-1,22.