Poniedziałkowa sesja nie była udana dla złotego. Cena euro wzrosła z 4,6675 do 4,7080 zł. Zwyżkował również dolar – z 3,7150 do 3,7435 zł. Inwestorzy po przegranym przez rząd głosowaniu nad budżetem postanowili ponownie zmniejszyć zaangażowanie w naszej walucie. Sobotnie jednogłośne poparcie przez SLD i UP planu Jerzego Hausnera nie zdołało poprawić atmosfery na rynku. O godzinie 16.00 dolar wyceniany był na 3,7285 zł, a euro — na 4,6915 zł (odchylenie -0,55 proc.).
Na rynku euro i dolara w poniedziałek też było bardzo nerwowo. Kurs eurowaluty znacznie się wahał w przedziale 1,2527- -1,2613 USD. Inwestorzy z niepokojem oczekiwali na spotkanie w Brukseli wiceszefów resortów finansów państw G7, które miało przygotować grunt do oficjalnego posiedzenia szefów finansów tych państw 6 i 7 lutego na Florydzie.
Wypowiedzi podsekretarza stanu USA wskazują, że Stany Zjednoczone nie mają zamiaru podejmować kroków mających na celu wzmocnienie swojej waluty. Grant Aldonas podkreślił, że szczyt na Florydzie powinien zająć się sytuacją gospodarczą, a nie rynkiem walutowym.
Gracze zadają sobie pytanie, czy w przypadku dalszej aprecjacji euro Europejski Bank Centralny (ECB) będzie interweniował. Ostatnie wypowiedzi szefa tej instytucji zdają się świadczyć, że raczej nie. W weekend Francis Mer, minister finansów Francji, podkreślił jednak, że sprawa ewentualnej obniżki poziomu stóp procentowych w Eurolandzie była dyskutowana z Jean-Claude Trichetem. Już w poniedziałek europejskie władze monetarne zaprzeczyły, by takie rozmowy były prowadzone. O godzinie 16.00 euro wyceniane było na 1,2586 USD.
Panująca na rynku EUR/USD bardzo nerwowa atmosfera skłania do wstrzymania się z zawieraniem większych transakcji. W tym tygodniu w centrum zainteresowania inwestorów znajdzie się zapewne seria bardzo ważnych danych ze Stanów Zjednoczonych, m.in. o PKB za IV kwartał oraz decyzja amerykańskich władz monetarnych w sprawie stóp procentowych. Oczekuje się, że stopy w USA pozostaną bez zmian.
Amerykańska waluta straciła w poniedziałek w stosunku do jena. Jej kurs zniżkował z 106,72 do 105,79 jenów. Inwestorzy sprzedawali dolary pomimo obaw, że może dojść do ponownych interwencji ze strony proeksportowych władz Japonii. Wsparciem dla jena były również opublikowane dane o grudniowej nadwyżce w bilansie handlowym Nipponu: wzrosła o 41,2 proc. w skali rocznej. Eksport w tym czasie zwyżkował o 8,5 proc., a import — o 1,6 proc. O godzinie 16.00 dolar wyceniany był na 106,00 jenów.
Na rynku panuje przekonanie, że władze Japonii w miarę zbliżania się zaplanowanego na 6-7 lutego posiedzenia ministrów finansów państw grupy G7 będą ograniczały skalę interwencji. Na razie techniczne wsparcie na poziomie 105,80 wytrzymuje. Jego pokonanie w dół otwiera drogę ku poziomowi 104,75.