Złoty już roztrwonił cztery lata wzrostów

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-12-30 00:00

Kurs euro przebił wczoraj chwilowo 4,2 zł, analitycy mówią już o 4,4 zł. Wahania na rynku mają zmniejszyć się w styczniu.

Dynamiczne wzrosty kursów euro i franka zepsuły świąteczną sielankę. Przy niskich obrotach na rynku opcje trzęsą naszą walutą

Kurs euro przebił wczoraj chwilowo 4,2 zł, analitycy mówią już o 4,4 zł. Wahania na rynku mają zmniejszyć się w styczniu.

Dla zadłużonych w obcych walutach, importerów i wystawców walutowych opcji kupna szybko zakończyła się błoga atmosfera świąt. Wczorajsza nagła słabość złotego mogła ich sporo kosztować, choć wszystko zależy oczywiście od dnia i godziny kursu, po jakiej rozliczają zawarte umowy. Dziś i jutro nerwowość na rynku walutowym powinna być jeszcze duża, a złoty — słabszy. To może nieco namieszać w raportach okresowych niektórych spó- łek, gdyż do wyceny pozycji w obcych walutach wezmą kursy z 31 grudnia. Mocno osłabiony złoty to jednak okazja do pozbywania się dewiz i realizacji zysków przez graczy walutowych. Tak duża niemoc naszej waluty nie powinna bowiem utrzymać się w nowym roku.

4,2 zł za euro

Przed godziną 11.00 (moment ustalania kursu dziennego przez NBP) po nagłym skoku za euro na rynku międzybankowym płacono ponad 4,2 zł, a za franka — blisko 2,8 zł. To wartości z wiosny 2005 r. i jesieni 2004 r. Dorobek blisko czterech lat systematycznego umacniania się złotego względem głównych walut naszego kontynentu został więc roztrwoniony.

— Dziwne wahania kursów w końcu roku nie są czymś nadzwyczajnym. Tak było też w minionych latach. Tym razem wystarczyła jedynie jedna większa transakcja sprzedaży złotego, gdy nie było kupujących i taki rajd stał się faktem — mówi Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.

To spekulacje

Wczorajszy ruch złotego był jednak niezwykle mocny.

— Od rana waluty regionu osłabiały się. Ten proces szybko wyhamował, ale nie w przypadku złotego — mówi Joanna Pluta, analityk TMS Brokers.

Nasi rozmówcy są przy tym zgodni, wskazując powód takiego zachowania się kursów. To wina opcji walutowych, a nie działań banków centralnych czy odczytów danych makro. Tych bowiem w tym tygodniu jak na lekarstwo.

— Tak jak w ostatnich tygodniach, tak i teraz chodzi o domykanie pozycji opcyjnych [krajowe firmy muszą dostarczyć dewizy przy realizacji wystawionej opcji kupna — red.] — uważa Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

— W przypadku EUR/PLN mogło chodzić o dużą opcję barierową, która aktywowała lub dezaktywowała się po osiągnięciu kursu 4,2 zł za euro. Zaraz po przekroczeniu tej wartości kurs gwałtownie cofnął się o 4 gr — twierdzi Joanna Pluta.

Gdzie jest szczyt?

O ile jutrzejszy kurs złotego liczy się dla księgowych (zamknięcie roku obrotowego w przeważającej większości firm), o tyle dla prognoz walutowych nie ma większego znaczenia.

— Z sesji między świętami a sylwestrem nie należy wyciągać wniosków. Nie można opierać na nich żadnych prognoz na najbliższe miesiące — twierdzi Piotr Bujak.

Ekonomista BZ WBK uważa, że w styczniu złoty powinien odreagować.

— W przyszłym tygodniu płynność na rynku powinna wracać do normy, a globalny kapitał zacznie powoli wracać na rynki wschodzące o silnych fundamentach, w tym do Polski. Dlatego uważamy, że złoty będzie w przyszłym roku silniejszy niż teraz — mówi Piotr Bujak.

Krótkookresowo zabawy dużych graczy na płytkim rynku mogą jednak jeszcze osłabić złotego.

— Coraz więcej ekspertów zaczyna mówić o 4,4 zł za euro. Ale ja, jak większość analityków, oczekuję umocnienia złotego w styczniu. Nie będzie ono jednak wielkie — dodaje Joanna Pluta.

Adrian Boczkowski