Złoty kwartał deweloperów

Emil Górecki
opublikowano: 2015-04-22 00:00

Firmy sprzedały tyle mieszkań, co w hossie sprzed ośmiu lat. Różnica jest taka, że siły popytu i podaży są dziś wyrównane.

Takiej kwartalnej sprzedaży deweloperzy nie zanotowali od ośmiu lat. Od stycznia do marca nabywców znalazło blisko 11,5 tys. mieszkań — wynika z danych przedstawionych przez agencję Reas. W pierwszych miesiącach 2007 r. klient nie miał żadnego wyboru (cała rynkowa oferta była mniej więcej tak duża, jak kwartalna sprzedaż), teraz w ofercie jest 47,7 tys. lokali. Analitycy Reasa policzyli, że gdyby tempo sprzedaży mieszkań się utrzymało na takim poziomie, jak w ostatnich czterech kwartałach, mieszkania wyprzedałyby się w nieco ponad rok: najszybciej w Trójmieście (3,6 kwartału), najwolniej w Łodzi i Wrocławiu (5,2 kwartału).

— Pod koniec ubiegłego roku zastanawialiśmy się, czy podwyższenie wymogu wkładu własnego sprawi, że w pierwszym kwartale sprzedaż spadnie. Tak się nie stało z powodu wzrostów limitu programu Mieszkania dla Młodych (MdM), spadku stóp procentowych, a także dlatego, że rekomendacja S była zapowiedziana i jest wprowadzana w racjonalny, stopniowy sposób — uważa Kazimierz Kirejczyk, prezes Reasa.

Największy wzrost ruchu w biurach sprzedaży zanotowali deweloperzy z Krakowa, gdzie sprzedają się mieszkania najtańsze. Pośredni wpływ miał na to program MdM.

— Kraków jest w najgorszej sytuacji spośród dużych miast, bo tylko 11 proc. oferty kwalifikuje się do programu, a w Gdańsku to 28 proc. Krakowscy deweloperzy wrócili jednak ostatnio na rynek z kilkoma inwestycjami przeprojektowanymi tak, by kwalifikowały się do limitu. To poprawia sprzedaż. Wrocław jest drugim miastem, które pociągnęło sprzedaż, choć tu dynamika była nieco niższa — mówi Katarzyna Kuniewicz, szefowa działu badań Reasa.

Mimo rekordu analitycy Reasa określają sytuację na rynku mieszkaniowym jako stabilną. Nie chodzi tylko o utrzymujący się od sześciu kwartałów wysoki popyt, ale także o stabilne ceny gruntów, wykonawstwa, materiałów budowlanych i kredytów.

— Paradoksalnie, najbardziej niestabilnym czynnikiem jest limit MdM, który teoretycznie ma odzwierciedlać koszty. W żaden sposób nie można uzasadnić ich różnej wysokości w poszczególnych miastach ani zmienności w ostatnich kwartałach — mówi Kazimierz Kirejczyk.

W zeszłym roku Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) zwrócił się do Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) z prośbą o ujednolicenie metodologii sprawozdawczej. Wskazali, że dane o wartości odtworzenia metra kwadratowego mieszkania (to podstawa do ustalenia limitu MdM) są zniekształcone, bo pomijają podatek VAT, koszty ponoszoneprzez deweloperów po uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie, ich marżę, a dodatkowo w małych miastach zniekształcają je spółdzielnie mieszkaniowe i TBS-y, które nie raportują kosztów ziemi, bo ich nie ponosiły. Z tego powodu PZFD szacował rozbieżności raportowanych kosztów na 10-12 proc. wartości inwestycji.

— GUS odpowiedział, że nie może nam pomóc, dlatego zorganizowaliśmy wewnętrzne szkolenia i ustaliliśmy wspólną metodologię raportowania kosztów. Być może dzięki temu limity MdM nieco wzrosły — mówi Grzegorz Kiełpsz, prezes PZFD. © Ⓟ