W poniedziałek notowania naszej waluty nieznacznie spadły. Inwestorzy postanowili zmniejszyć swoje zaangażowanie w złotym, mimo że opublikowane w piątek późnym popołudniem dane o bilansie płatniczym były lepsze niż oczekiwano. Cena euro wzrosła z 4,0895 zł do 4,1200 zł. Z 4,8215 zł do 3,8340 zł wzrosła również cena dolara. Niepokój uczestników rynku wzbudza w dalszym ciągu napięta sytuacja geopolityczna na świecie oraz informacje o naciskach ze strony Ministerstwa Finansów na NBP, aby ten uwolnił część z wartej 7 mld USD rezerwy rewaluacyjnej.
Część inwestorów mogła zareagować zakupami dewiz również na słowa członka RPP Dariusza Rosatiego, który powiedział, że kurs złotego jest z całą pewnością za mocny. Dodał również, że tempo wzrostu PKB w tym roku powinno wynieść 3,0-3,5 proc. O godz. 16.05 dolar wyceniany był na 3,8350 zł, a euro na 4,1180 zł.
Do piątku nie będą publikowane żadne istotne dane makroekonomiczne z naszego kraju. Wydaje się, że złoty powinien pozostawać pod lekką presją spadkową. Cena dolara powinna pozostawać powyżej poziomu 3,82 zł. O cenie euro zadecydują wydarzenia na arenie międzynarodowej.
W Azji podczas poniedziałkowej sesji notowania amerykańskiej waluty do jena gwałtownie wzrosły. Kurs USD/JPY zwyżkował z 119,70 do 120,90. Inwestorzy kupowali dolary pod wpływem opublikowanych w piątek przez Bank of Japan danych, które dowodzą, że w styczniu bank centralny skupił interwencyjnie na zlecenie resortu finansów około 6 mld USD. Wpływ na zwiększoną podaż jenów miała również publikacja informacji, że premier Junichiro Koizumi zdecydował, iż nowym szefem BoJ (kadencja Masaru Hyamiego kończy 19 marca) zostanie 68-letni Nobuyuki Nakahara. Były prezes spółki energetycznej Tonen General Sekiyu, a obecnie członek komisji doradzającej ministrowi Takenace, jeszcze do marca 2002 r. zasiadał w radzie polityki BoJ. Podczas swojej kadencji podejmował samotne próby przepchnięcia bardziej agresywnych działań, mających na celu walkę z deflacją, m.in. poprzez zakupy zagranicznych obligacji. Premier Koizumi zaprzeczył jednak tym doniesieniom. O godz. 16.05 dolar wyceniany był na 120,40 JPY.
Kurs USD/JPY może mieć problemy z dalszym, silnym wzrostem, w związku z ciągle napiętą sytuacją w rejonie Zatoki Perskiej. Inne czynniki (interwencje oraz wybór nowego szefa BoJ) nie wskazują, aby doszło do silnego jego spadku.
W Europie w pierwszych godzinach poniedziałkowej sesji notowania wspólnej waluty do amerykańskiej wzrosły. Inwestorzy postanowili zrealizować częściowo zyski z długich pozycji w euro. Kurs EUR/USD, który jeszcze podczas azjatyckiej części handlu wynosił 1,0790, zniżkował i po złamaniu kilku kluczowych poziomów technicznych znalazł się w okolicy poziomu 1,07. Wpływ na spadek wartości euro miały również opublikowane rano dane z Niemiec o spadku sprzedaży detalicznej w 2002 r. o 2,3 proc. po raz pierwszy od 1997 r.
Po południu kurs EUR/USD powrócił w okolice poziomu 1,074-5. Inwestorzy z niepokojem oczekiwali na publikowane przez Instytut Zarządzania Podażą dane o aktywności amerykańskiego sektora wytwórczego. Analitycy oczekiwali, że wartość indeksu ISM spadnie w styczniu do 53,7 pkt z 55,2 pkt w grudniu. O godz. 16.00 okazało się, że wskaźnik wyniósł 53,90. Inwestorzy przyjęli dane bez większych emocji. O godz. 16.05 euro wyceniane było na 1,0731 USD.
Notowania euro do dolara mogą jeszcze nieco spadać. W dalszym ciągu jednak większość analityków uważa, że dolar będzie tracił na wartości. Jednak naszym zdaniem kurs EUR/USD powinien na razie spaść poniżej 1,0700.