Obecnie kwestie dotyczące polskiej polityki nie są najistotniejszym czynnikiem wpływającym na krajową walutę. W największym stopniu zmiany kursu złotego determinuje globalna sytuacja gospodarcza oraz oczekiwania odnośnie do zmian w polityce pieniężnej głównych gospodarek. Jeśli na świecie trwać będzie ożywienie, a dostępne dane świadczą, że tak właśnie się dzieje, to złoty powinien się umacniać, gdyż jest walutą procykliczną. Już od jakiegoś czasu głównym czynnikiem ryzyka jest sytuacja w Chinach, a niedawne niepokojące doniesienia z tego kraju (spadki na giełdzie, reakcja władz osłabiająca tamtejsza walutę) zwiększają koncentrowanie się inwestorów na Chinach i mogą mieć negatywny wpływ również na złotego. Pozostałe dwa czynniki zagraniczne to sytuacja w Grecji i polityka Fed. Kwestia Grecji powoli schodzi na dalszy plan, biorąc pod uwagę wstępne porozumienie. Doświadczenie pokazuje, że ten problem wraca jak bumerang, ale moim zdaniem tak się nie stanie przez co najmniej kilka kwartałów. Jeśli zaś chodzi o politykę pieniężna w USA – do czasu posiedzenia FOMC we wrześniu złoty może utrzymywać się na podwyższonym poziomie w związku z obawami o podwyżkę stóp w USA. Jeśli do niej dojdzie, kluczowe będzie w jakim tempie stopy będą rosły w kolejnych miesiącach/kwartałach.
Im bliżej wyborów parlamentarnych, tym intensywniej inwestorzy zagraniczni będą się przyglądali możliwym zmianom w polityce gospodarczej. Najważniejsze wydają się trzy kwestie. Po pierwsze, na ile obietnice przedwyborcze zaczną przekształcać się w konkretne propozycje i jakie to będzie miało ewentualne konsekwencje dla ścieżki konsolidacji fiskalnej (i oceny ratingu kredytowego naszego kraju). Po drugie, niepewność dotyczy polityki pieniężnej, gdyż kadencja większości członków Rady Polityki Pieniężnej i prezesa NBP kończy się w 2016 r. Dodatkowym potencjalnie negatywnym czynnikiem dla złotego są rozwiązania dotyczące przewalutowania kredytów mieszkaniowych i płynące z tego zagrożenie dla stabilności krajowego systemu finansowego.