Koniec miesiąca znów odbija się czkawką złotemu. Dzieje się tak z kilku powodów.
Wczoraj za euro płacono przez chwilę 4,60 zł, za dolara 3,50 zł, a kurs franka przełamał barierę 3,05 zł. Oznacza to, że przez tydzień złoty stracił do najważniejszych walut po 15-20 groszy. To mniej więcej tyle, ile z wartości rodzimej waluty zabrało gwałtowne osłabienie, zanotowane pod koniec marca. Wówczas tłumaczono je rozliczeniem dużych transakcji opcyjnych i tradycyjnym na przełomie miesiąca zwiększonym popytem na waluty, które służą do spłaty kredytów. Tym razem na plan pierwszy wysunął się nieoczekiwany skok wielko- ści deficytu budżetowego w 2008 r. (inwestorzy na tę informację zareagowali jednak ze sporym opóźnieniem), a także obserwowane wczoraj pogorszenie nastrojów na rynkach finansowych.
Niektórzy analitycy tłumaczą słabość złotego obawami o skutki świńskiej grypy dla światowej gospodarki.
— Wiadomości o wirusie zwiększają niechęć do ryzyka, co osłabia giełdy. Złoty może przebić 4,6 zł za euro, jeśli nastroje na rynku akcji jeszcze się pogorszą — prognozuje Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium.
— Złotemu nie pomogły również słowa wiceministra finansów Dominika Radziwiłła, który w weekend w Waszyngtonie powiedział, iż Polska prawdopodobnie nie przystąpi do systemu ERM2 w pierwszej połowie tego roku — dodaje Joanna Pluta z TMS Brokers.
Przedstawiciele rządu wciąż jednak nie wykluczają, że wejście do ERM2 nastąpi jeszcze w tym roku. Złoty musiałby znacznie zmniejszyć zakres wahań. Tymczasem w ostatnim miesiącu bardziej zmienny od polskiej waluty był tylko koreański won i mongolski tugrik.