Złoty uodpornił się już na polityków

Łukasz Świerżewski
10-10-2003, 00:00

Przez ostatnie lata ministrowie finansów próbowali osłabić złotego. Teraz walczą o jego wzmocnienie. Co on na to?

Ostatnie spadki złotego wobec euro po raz kolejny udowodniły, że wolny kurs walutowy to zmora polityków. Gdy wartość europejskiego pieniądza skoczyła do 4,65 zł, Jerzy Hausner, wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę, nie wytrzymał i stwierdził, że osłabienie złotego jest powodem do niepokoju.

— Jest pytanie, co rząd może zrobić, aby tę deprecjację powstrzymać. Dalsza byłaby niewątpliwie niekorzystna — twierdził tydzień temu wicepremier.

Trudno dziwić się nerwowości kreatora polityki gospodarczej rządu. Tani złoty powoduje natychmiastowy wzrost poziomu zadłużenia państwa i podraża jego obsługę.

Tymczasem rząd wpadł w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Przez ostatnie ponad dwa lata ministrowie finansów powtarzali, że złoty jest za silny, co hamuje wzrost gospodarczy. Marek Belka, za którego kadencji euro kosztowało 3,35 zł, wielokrotnie nawoływał do jego osłabienia. Werbalne interwencje stosował również Grzegorz Kołodko, jego następca. Do historii przeszedł jego apel do rodaków, których namawiał do masowego kupowania walut, dzięki czemu złoty osłabnie, a Polacy przy okazji zarobią.

— Ze skutecznością werbalnych interwencji polityków jest różnie. Jeżeli mówi coś osoba, która straciła wiarygodność, to jest to ignorowane. Tak było, gdy członkowie rządu starali się osłabić złotego w 2002 roku. Najpierw ich wypowiedzi wywoływały reakcję, potem już rynek nie zwracał na to uwagi — opowiada Tomasz Zdyb, analityk Pekao SA.

Marek Belka i Grzegorz Kołodko byli tak zdeterminowani, że zastanawiali się nad bezpośrednią interwencją na rynku walutowym. Nie mogąc przekonać do tego Narodowego Banku Polskiego, resort finansów chciał nawet osłabiać złotego poprzez skup walut na potrzeby obsługi długu.

Marzenia polityków zrealizowały się ostatecznie nie dzięki ich zabiegom, ale za sprawą niewidzialnej ręki rynku.

— W krótkim okresie na kurs walutowy decydujący wpływ mają bieżące przepływy kapitałowe. W tym zakresie istotne są przewidywania dotyczące przyszłości, np. wzrostu rentowności papierów rządowych. Ważne są tzw. kursy krzyżowe, czyli w naszym przypadku relacja euro do dolara. Co do czynników bardziej fundamentalnych, to należy wymienić koniunkturę gospodarczą oraz poziom inflacji i stóp procentowych — twierdzi Maciej Krzak, główny ekonomista Banku Handlowego.

Utrzymywanie się złotego przez lata na wysokim poziomie zawdzięczamy restrykcyjnej polityce banku centralnego, co sprawiało, że polskie papiery skarbowe były niezwykle atrakcyjne, oraz wysokiej pozycji dolara do euro. To się jednak skończyło w tym roku. Kolejne obniżki stóp procentowych sprawiły, że inwestorzy z czasem przestali liczyć na ich dalsze spadki, co więcej — zorientowali się, że nasze papiery dłużne nie są już tak atrakcyjne, a ich rentowność może wzrosnąć. Swoje trzy grosze dołożyli politycy.

— Afera Rywina, wyjście PSL z koalicji czy roszady w resortach odpowiedzialnych za finanse i gospodarkę zrobiły swoje — twierdzi Maciej Krzak.

Niebagatelną rolę w osłabieniu złotego wobec euro odegrał też słabnący dolar.

Majstrowanie polityków przyniosło więc złotemu tylko szkody. Rozchwiany kurs walutowy nie służy bowiem gospodarce. Podczas wtorkowego seminarium Towarzystwa Ekonomiczno-Społecznego było to wskazywane jako jeden z czynników zagrażających rozwojowi gospodarczemu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Świerżewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Złoty uodpornił się już na polityków