Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego, musi się dwoić i troić, by przekonać inwestorów, że zadeklarowany gołąb może być jeszcze bardziej gołębi. Na wczorajszą konferencję prasową po posiedzeniu rady banku gracze czekali z niecierpliwością większą niż zazwyczaj. To, co usłyszeli, mimo wszystko było zaskoczeniem, co przełożyło się na osłabienie euro do dolara, a w konsekwencji i do złotego. Mario Draghi podkreślił, że rada jest jednomyślna co do zaangażowania w wykorzystanie niekonwencjonalnych instrumentów, jeśli inflacja będzie się utrzymywać na niskim poziomie. W ocenie analityków, coraz bliżej jest do uruchomienia europejskiej wersji amerykańskiego programu skupu aktywów.

— Ta wyraźna zmiana podejścia to wynik obaw związanych z geopolityką, a także scenariuszem, w którym inflacja zbyt długo utrzymuje się na niskich poziomach. Innymi słowy, członkowie EBC mają cały czas w pamięci lekcję japońską z lat 90., którą cechowała oscylująca trwale wokół zera i poniżej inflacja oraz mizerny wzrost gospodarczy.
Tymczasem ryzyko takiego rozwoju wypadków zwiększyło się po tym, jak wzrosło napięcie na linii z Rosją po wydarzeniach na Ukrainie — mówi Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.
Jak zmieniłoby to układ sił na rynku walutowym? — Takie postawienie sprawy przez EBC to długofalowy, negatywny sygnał dla wspólnej waluty — dodaje Marek Rogalski. Konsekwencje dla kursu EUR/PLN są trudniejsze do przewidzenia. Ewentualne działania Europejskiego Banku Centralnego to jednak wciąż sprawa nieprzesądzona, dlatego też wczorajsza reakcja rynku nie była gwałtowna, a kursy najważniejszych par nie zmieniły się drastycznie. Dużych zmian nie należy się też spodziewać także w najbliższych tygodniach. Analitycy i ekonomiści, ankietowani przez „Puls Biznesu”, spodziewają się, że na koniec kwietnia kurs euro wyniesie 4,16 zł, dolara 3,04 zł, a franka szwajcarskiego 3,41 zł.
— O ile na świecie nie zdarzy się znowu nic, co popsuć by mogłonastroje inwestorów, złoty ma szanse utrzymać w kwietniu obecne poziomy, a może nawet trochę się umocnić. Za nami posiedzenie EBC, przed nami RPP i Fedu. RPP tym razem nie powinna nikogo zaskoczyć — stopy nie zostaną zmienione, a komunikat także nie powinien się istotnie różnić od marcowego — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Bartosz Sawicki z DM TMS Brokers podkreśla, że dane z rodzimej gospodarki mają małą siłę oddziaływania na złotego ze względu na zapowiedź utrzymania przez RPP stóp procentowych na niskim poziomie przez dłuższy czas. Ważniejsze jest to, co dzieje się za oceanem, a co w ostatecznym rozrachunku będzie hamować umocnienie naszej waluty.
— Wychodzenie amerykańskiej gospodarki spod wpływu wyjątkowo surowej zimy grozi zaburzeniem korelacji złotego i rynków akcji. Wzrost rentowności obligacji USA jest ryzykiem znacznie groźniejszym dla walut emerging markets niż dla indeksów giełdowych. W rezultacie złoty, choć pozostanie względnie stabilny, to nie będzie w stanie zyskiwać na wartości — przewiduje Bartosz Sawicki.