Złoty znalazł się w opałach

Marek Węgrzanowski
opublikowano: 2005-07-14 00:00

W środę polska waluta ostro spadała względem europejskiej i amerykańskiej. Traciły też obligacje długoterminowe. O godz. 8.30 euro kosztowało 4,1130 zł, a dolar 3,3680 zł. Przed południem za obce waluty płaciliśmy odpowiednio 4,13 zł i blisko 3,40 zł, a o godz. 16.00 — 4,1480 zł i 3,4210 zł.

Trwającą od rana wyprzedaż należy traktować jako odroczoną reakcję na wtorkowe słabe dane o deficycie na rachunku bieżącym. Nastawienie do złotego dodatkowo popsuły słabe wyniki aukcji obligacji 10-letnich o wartości 1,8 mld zł. Średnia rentowność 4,73 proc. okazała się wyraźnie wyższa niż na rynku wtórnym. Spowodowało to wyprzedaż papierów dłużnych, co osłabiło złotego. Dzienne maksima wyniosły 4,17 zł za euro i 3,43 zł za dolara. W końcówce dnia nasza waluta odrobiła część strat wobec wspólnej w związku z sytuacją na rynku międzynarodowym.

Dziś rynkami będą rządziły dane o inflacji, zarówno w USA (godz. 14.30 ), jak i w Polsce (16.30). Prognozy przewidują spadek krajowego wskaźnika CPI w czerwcu do 1,5 proc. z 2,5 proc. w maju. Wzrost w kierunku środowych maksimów eksporterzy powinni wykorzystać do zabezpieczenia swoich pozycji.

Na rynku międzynarodowym po trzech dniach wzrostu euro w czwartek nadeszły lepsze czasy dla dolara. O 8.00 rano euro kosztowało 1,2260 USD, o godz. 16.00 zaś tylko 1,2120 USD. Wydarzeniem dnia były informacje o deficycie handlowym USA. W maju wyniósł on 55,3 mld USD wobec prognoz 57 mld USD. Wzmocniło to dolara.

Ruch walut po danych o amerykańskim deficycie handlowym był bardzo silny. Jeśli dojdzie do tego wyższa inflacja w USA, należy oczekiwać powrotu kursu euro co najmniej do 1,2020 USD.